7 lutego 2012

2in1, Askenazego i Krasnobrodzka

Pani G. zna Pragę Północ jak własną kieszeń, a zwłaszcza Bródno, każdy kamień, tu - ooo tu! - było jej pierwsze mieszkanie, na Malborskiej. Ten sentyment to jednak zostaje, pierwsze własne mieszkanie. Cała Praga jest jej jednak bliska, tę okolicę, Askenazego, też zna. Tu jest świetny bazarek, a po drodze mijały panie piekarnię, pięknie tam pachnie. Panie nie czuły żadnej piekarni? Niemożliwe, na pewno panie czuły.

O, tu jest weterynarz. O, pani G. kocha zwierzęta. Ma dwa psy, wcześniej były jeszcze dwa koty, ale jeden sobie poszedł, a drugi zwariował. Zaczął wszystko obsikiwać, ale to wszystko, firanki nawet. Pewnie stres, bo mieszkanie zmienili. Szkoda kota, ale trzeba było oddać.

To mieszkanie jest świetne, naprawdę, najgorszą część remontu właściciele wzięli na siebie, znacznie mniej sprzątania pani będzie miała. O, pani G. wie, co to jest remont i bałagan. Dopiero co u siebie miała, nawet człowiek na chwilę zatrzymać się nie mógł i pomyśleć, już był cały w tym pyle. I elektrykę wymienili, dobrze. Tu to nawet łatwe było, bo to nowsze budownictwo, u niej przebić się przez płytę to było hohoho, taka robota. Tutaj widać, że dobra ekipa była, żadna tam prowizorka właściciela. To po kontaktach widać najlepiej. Elektryka to jest ważna sprawa, chociaż to bzdura, że jak się wrzuci suszarkę do wanny to człowieka zabija, szybciej korki padną, niż coś się komuś stanie. Za to kontakt - o, tu trzeba ostrożnie. Raz pani G. chciała poprawić kontakt, bo odstawał od ściany, to ją popieściło jak cholera.

To wsiadamy, wsiadamy, zmieścimy się. Na pewno się zmieścimy, bo ten samochód to wszystko zniesie. Ostatnio pani G. kupiła szafki i poprosiła ochroniarza, żeby jej do samochodu wsadził, a on na to, że się nie zmieści, a ona mu mówi, panie, nie takie rzeczy już ten samochód...

Jedyne, co z Izoldą pamiętamy z oglądanych dziś mieszkań to to, że Krasnogrodzka (czy jakoś tak), jest cholernie daleko, że jest tam pole, kościół i księżyc w pełni, a w oddali widać światła Saturna. Niby tylko sklep, ale do księżyca pasuje. Pamiętamy też ulgę, którą poczułyśmy wysiadając z samochodu pani G. Pani G. z pewnością nie przerwała monologu, a my poszłyśmy do punktu Lotto, kupiłyśmy zdrapki, nie wygrałyśmy nawet marnych 2 zł, co nas bardzo ucieszyło, bo znaczy, że mamy szczęście w miłości, następnie kupiłyśmy cukierki marki Michałki w czterech odmianach smakowych i poszłyśmy na bardzo długi spacer. W milczeniu.

2 komentarze:

  1. Czuję wręcz, że się muszę już odezwać, choćby do ściany ;)
    Chodecka się przy Krasnobrodzkiej wydaje jak za płotem- chyba, że to po prostu zmysł orientacji w terenie pani G. zawiódł i woziła nas bez większej orientacji w numerach, domach lub choćby sprzedawanych mieszkaniach. Był moment, kiedy można było odnieść takie wrażenie- poruszała się głównie na zasadzie "numeracja od Wisły a mech na drzewach na stronie północnej".
    Ten drugi cel naszej podróży to właśnie jak podróż po księżycowym kraterze... Saturn mi się w tym całym przybytku podobał najbardziej. Muszę jeszcze wspomnieć o najmocniej akcentowanym elemencie Krasnobrodzkiej- przybytku strzeże pani portierka. Ponoć przed wpuszczeniem GOŚCIA ten sadzany jest na krześle przesłuchań, pani świeci mu w oczy latarką i sprawdza niekaralność. Jeśli ktoś mieszkał w akademiku, miałby powtórkę z rozrywki. Poza tym było dużo kwiatów i dywanów- czułam się niemal rozczarowana, że nie było żadnych na schodach :(
    Samo mieszkanie w stanie skazującym na mocne zużycie, zawierało w sobie jednak szafę, którą według pani G. można nawet przesunąć- może nawet do dużego pokoju, który jest naprawdę duży. Ona wie,bo co prawda z nami przybytek oglądała pierwszy raz, ale przecież mieszkała w każdym możliwym typie warszawskiej zabudowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani G. nie musiała być w tym mieszkaniu, żeby wiedzieć doskonale, że duży pokój jest duży, a mały jest mały, a tak w ogóle to mieszkanie jest na siódmym piętrze albo na dziewiątym, czyli na trzecim. Bardzo się cieszę, że tak skutecznie zagłuszała nam myśli, bo jeszcze byśmy uznały, że zawsze chciałyśmy mieszkać w hotelu robotniczym na totalnym wygwizdowie, ale za to z portiernią.

      Usuń