2 lutego 2012

Brechta, czyli rzut beretem od spełnienia marzeń

Moje marzenia mają konkretny adres: plac Hallera. Miejsce to zupełnie nieświadomie lekceważyłam, mijałam bezrefleksyjnie przez długi czas, aż w moim życiu pojawił się kot. Razem z kotem pojawił się weterynarz, a z weterynarzem plac Hallera. W pewną ciepłą, majową sobotę roku pańskiego 2011 byłam zmuszona spędzić pod gabinetem owego weterynarza upojne dwie godziny. Bilans tych dwóch godzin: zaszczepiony kot i myśl, że plac Hallera to najpiękniejsze miejsce na świecie, łączące w sobie najlepsze cechy Pragi Północ, starej Ochoty, Wrocławia nawet. Miejsce, w którym spełniają się marzenia, życie staje się bajką, a z kranów leci Nutella.

Plac Hallera był naturalnie moją pierwszą myślą, gdy postanowiłam znaleźć eM. Mieszkanie przy Brechta znalazło mnie właściwie samo. W pewien niedzielny poranek, umówione na oglądanie bezpośrednio z właścicielką (to cenne!), uzbrojone w kalosze i mnóstwo dobrych przeczuć, ruszyłyśmy z Izoldą na spotkanie przeznaczenia. 

Mogłabym napisać książkę o naszych romantycznych rojeniach na tle tego mieszkania, o nadziejach, marzeniach, itede, itepe. Na wszelki wypadek przejdę jednak do konkretów. 

Najpierw zobaczyłyśmy kraty w oknach - zwyczaj, z którym trudno nam się jest pogodzić, ale w parterowych mieszkaniach to niestety standard. Klatka schodowa typowa dla kamienicy, całkiem przyjemna. Rozglądałyśmy się właśnie nieśmiało, gdy dobiegł nas przytłumiony głos zza krat, które ja uznałam za wejście do piwnicy. Nic bardziej mylnego. Właścicielka otworzyła kraty, drzwi, podejrzewam, że musiała też zeskanować linie papilarne i pokonać milion innych zabezpieczeń, żeby nas wpuścić. 

Przemilczę fakt, że mieszkanie miało się składać z dwóch pokoi, a okazało się, że ma salon i ... coś w rodzaju (i rozmiarze) spiżarni za kuchnią. 

Kraty w oknach, drzwiach i wielki pies, kazały mi zapytać uprzejmie, czy dobrze i spokojnie się tu mieszka. Odpowiedz była oczywiście twierdząca, zupełnie nie wiem, czemu podejrzewałam, że co noc mają tu napady z bronią w ręku.

Diagnoza dla placu Hallera na dziś: poza zasięgiem. Na sprzedaż są tam jedynie mieszkania albo bardzo duże, albo ze spiżarnią zamiast pokoju. Mała korekta marzeń, taki lajf. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz