2 lutego 2012

Chodecka - nowy koniec świata

Ulica Chodecka wywołała u mnie uczucia mieszane. Dobra cena, niezły metraż, ale układ pomieszczeń uniemożliwiający montaż szafy gdziekolwiek tudzież postawienie kociego szitboksa w przedpokoju. Mieszkanie w trakcie generalnego remontu, ale w paskudnym blokowisku.

Reasumując: Chodeckiej mówię stanowcze noł łej, ale pozwolę sobie na małą refleksję na temat Bródna. 

Bródno... zauważalny całkowity brak klimatu Pragi przy jednoczesnym intensywnym zagęszczeniu atmosfery rodzinnej. Szerokie ulice, szerokie chodniki, szerokie trawniki - ktoś z chińskim kompleksem wymyślił tę okolicę. Chodecka to ulica doskonała do spacerów z dziecięciem tudzież psem, jednak przy braku takich artefaktów co zostaje? Dojazd do pracy metodą "autobusem do tramwaju - tramwajem do do metra - metrem do centrum"? Ból istnienia przy płaceniu za taksówkę? 

Czy mój artystyczny duch i wrodzona potrzeba chaosu odnajdzie się w tej sypialni Warszawy? Czy taką okolice można pokochać? Moja zdolność kredytowa każe mi się nad tym poważnie zastanowić, ale wszystko w środku krzyczy NIE.

1 komentarz:

  1. A ja, jako była prawie bródnianka mówię przewrotnie, że można :) Ale to nie moje serce ma stanąć i krzyknąć: to to! - a znając Twój gust pokocham Twój wybór jak swój.
    Wychodzi, że ja taka miejscowo kochliwa trochę, ehh... No ale pochodząc prawie z Wałbrzycha człowiek uczy się kochać każde miejsce na świecie ;)
    I.

    OdpowiedzUsuń