3 lutego 2012

Know how: flatwalking

Sposobów na zdobycie mieszkania jest kilka: można się w takowe wżenić lub wmężowić. Można odziedziczyć lub wygrać. Ukraść jest pewnie trudno, ale kto wie. Sposób najbardziej oklepany: kupić. Na ten właśnie sposób jestem skazana.

Kupowanie jest procesem wieloetapowym. Pominę psychologiczne studium etapu podejmowania decyzji czy dramatyczny, a nawet kryminalny, wątek walki o kredyt. Dziś skoncentruję się na szukaniu.

Do szukania służą zorganizowane grupy przestępcze: biura pośrednictwa (patrz: pani E.), portale ogłoszeniowe, słupy ogłoszeniowe, przystanki autobusowe, plotki na dzielni i wśród znajomych... Jest też flatwalking i nieskromnie powiem, że chyba jestem autorką pojęcia.

Flatwalking polega na tym, że idzie człowiek, patrzy i wychwytuje wszystkie okna i balkony, na których jest informacja "NA SPRZEDAŻ". W wypadku znalezienia takowego numer zapisujemy lub natychmiast wykonujemy telefon, co może przynieść skutek w postaci oglądania potencjalnego eM. Flatwalking można nieopatrzenie uznać za spacer, lecz nic bardziej błędnego! Flatwalking wyklucza spontaniczność, jest to precyzyjny proces przeczesywania miasta. To sport miejski, bardziej wyczerpujący niż nordic walking, bo w nordic się po prostu idzie, a we flat trzeba jeszcze zachować czujność. Rewelacyjnie rozwija mięśnie nóg, pośladków i szyi, ćwiczy spostrzegawczość. Uprawiany na Pradze grozi utratą zdrowia i życia, uprawiany przy temperaturze -20 grozi świadczy o braku rozumu.

Wraz z Izoldą uprawiamy tę wyrafinowaną dyscyplinę sportową w weekendy, jak na razie bez spektakularnych efektów w postaci znalezienia eM, ale...

Plusy flatwalkingu:

- zrozumiałam sens istnienia kaloszy (zanim nie przyszły siarczyste mrozy można się było utopić na praskich ulicach)
- zdążyłam opowiedzieć Izoldzie całe swoje życie i usłyszeć wzajemnie jej historię
- dowiedziałyśmy się, że jesteśmy śliczne. Jakaś miła kobieta na Bródnie zaczęła wydawać na nasz widok okrzyki zachwytu, ponieważ obie miałyśmy mufki. Nie będę tłumaczyła, co to są mufki, wyjaśnię tylko, że było minus milion stopni i bez tych akcesoriów odpadłyby nam ręce
- poznałam takie miejsca Pragi, o jakich mi się nawet nie śniło. Targówek i Bródno okazały się dla mnie zupełnie dziewicze

... i nie są to żadne śmiechy-chichy! Gdybym wpadła na flatwalking wcześniej niż zaczęłam przeglądać oferty, Łochowska nigdy nie pojawiłaby się w mojej historii poszukiwań. Teraz już wiem, że tamten rewir jest skreślony forever, no chyba, że jakaś bomba atomowa sprzątnie ten syf, ale wybierając numer pani E. nie miałam o tym pojęcia. Flatwalking sprawił, że mam długą listę ulic, które omijam szerokim łukiem i jest to fantastyczna oszczędność czasu. Flatwalking sprawił też, że mam swój mały fetysz: odkryłam i pokochałam ulicę Askenazego.  Brzmienie tej nazwy przyprawia mnie o dreszcze.

Dlatego też, mimo iż mróz jest nieludzki, dwie nieustraszone poszukiwaczki eM ruszą jutro na praskie ulice. Najprawdopodobniej będziemy ciągnęły za sobą koksownik. Ahoj przygodo!

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani N-o, a może by tak się jeszcze wybrać na kradzież koksownika właśnie..? Sądzę, że idealnie wpasowałby się w klimat naszego dotychczasowego mieszkania (patrz: szmata na szafie, TO-CO-W-ŁAZIENCE; Do kompletu brakuje nam już tylko uroczych romskich mężów i takichże bejbików, najlepiej po piętnaście sztuk na głowę).
    Co zaś do flatwalkingu zauważam jeszcze jedną zaletę- powodując znaczny ubytek kaloryczny w organizmie daje możliwość bezkarnego rozkoszowania się czekoladą :) Pozwala również na praktyczną naukę dobierania obuwia do warunków atmosferycznych (nie tylko kaloszy, pozdrawiam moje stopy i przepraszam je za trampki przy minusowych temperaturach, to się więcej nie powtórzy :) ) i na rozwój perspektyw zawodowych (przy tak dobrej znajomości topografii miasta można w przyszłości zostać na przykład kierowcą ekskluzywnej, praskiej taksówki).

    I na końcu pragnę nadmienić, że nie wiem co my bez falwalkingu w weekendy poczniemy, trzeba będzie wymyślić nową formę praktycznego sportu miejskiego ;)
    Izolda

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sprawa, ja co prawda szukam czego innego - ale zwiedzam w ten sposób Łódź. Bardzo rozwijające zajęcie(przy mrozie kurczące;)

    OdpowiedzUsuń