12 lutego 2012

Nie ma cwaniaka na olsztyniaka

Czas na wyjawienie małego sekretu: tydzień temu znalazłyśmy mieszkanie idealne. Kamienica, ładna klatka schodowa, dobry metraż, urokliwa ulica, świetny widok z okna, itd., itp. Nawet na pośredniczkę nie można było nawrzucać, bo akurat miała jakiś dziwny paraliż twarzy i nie mogła chrzanić głupot (czyt. zachęcać do kupna). Cena niestety była z lekka za wysoka, ale wtedy przystąpiłam do negocjacji i okazało się, że jak rozmowa dotyczy pieniędzy w kwocie sześciocyfrowej to nawet mnie można traktować poważnie. Negocjacje zatrzymały się w punkcie wszechstronnie satysfakcjonującym, dziś przyjechały najwyższe władze, czyli moi rodzice, potwierdzili moje pozytywne odczucia na tle mieszkania, dogadaliśmy sprawę cenę, podpisaliśmy co trzeba i teraz nic, tylko załatwiać kredyt i się przeprowadzać. Czyli koniec blogowania, moi drodzy;((.

Taaaa, jasne. Wróćmy do fragmentu: "przyjechali moi rodzice".

Przyjechali moi rodzice, pojechaliśmy do potencjalnego eM. Okolica, budynek - wszystko bardzo w porządku. Klatka schodowa - ok. Wchodzimy do mieszkania, a tu pan właściciel, którego twarz musiała być inspiracją dla człowieka, który wymyślił Mario, mówi, podkręcając wąsa, że ma pewnych absolutnie zdecydowanych klientów, więc cena urosła nagle. Nawet nie chce mi się zastanawiać, gdzie sens, gdzie logika, skoro ktoś chce już to kupić i to drożej, to po kiego grzyba ten Mario traci czas na spotkanie z nami? Sprzedałby i już, rany. Co to za wioskowa strategia marketingowa?! W czasie zwiedzania okazało się dodatkowo, że wyposażenie mieszkania, które było w cenie, nagle przestało być w cenie. Reasumując: w wyniku negocjacji cena stała się wyższa od wyjściowej. Fascynujące.

Gdyby w tej imprezie nie brali udziału moi rodzice, ludzie na poziomie, załatwiłabym to tak, jak nauczyłam się na Pradze, ale trzeba było zachować fason.

Zauważyć należy tu pewną interesującą prawidłowość. Mnie krew zalała, kiedy Mario ujawnił swoje żenujące cwaniackie zapędy, wywindował cenę wbrew wcześniejszym ustaleniom, wywindował ponad poziom, którego powinnam się trzymać, itd. No ale ja jestem tylko zwykłym spłacaczem przyszłego kredytu. Moja mama zaś, kobieta z fantazją, rozmachem i wymaganiami, oraz pozbawiona przemyśleń na tle kredytu, stwierdziła, że mieszkanie jest za ciasne, w łazience jest kawałek widocznej rury i że w ogóle to nie to, całkowicie abstrahując od ceny. Nigdy tak bardzo nie odczułam, ze punkt widzenia zależy od punktu siedzenie - w moim wypadku punkt widzenia zlokalizowany jest na krzesełku bankowego petenta. 

W momencie, kiedy jak dla mnie niezbędne stało się wyjęcie noża z kieszeni, przypadkiem wyszło w rozmowie, że w celu pokazania mieszkania Mario przyjechał z Olsztyna, z tego samego Olsztyna, z którego przyjechali moi rodzice! Swój chłop, panie! Łzy, uściski, wzruszenie. Pośredniczka nagle przypomniała sobie, że jej matka i siostra też pochodzą z Olsztyna, w ogóle taki niesamowity zbieg okoliczności, że hoho (pośredniczce naturalnie nie wierzymy ani trochę).

W atmosferze ogólnego wzruszenia pożegnaliśmy się miło (ach, ta upupiająca obecność rodziców), powstrzymałam przemożną chęć porysowania pośredniczce samochodu i pojechaliśmy do Ikei, bo już zdążyłam zapomnieć, że Szwedzi to psychopaci, zboczeńcy i naziści.

Bardzo przepraszam za niehumorystyczny wpis, mam nadzieję, że moje następne rozczarowanie będzie zabawniejsze;).

3 komentarze:

  1. Po zakupie mieszkania wiem jedno. Pośrednicy do niczego nie są potrzebni, ich papierki podpisywane przed oglądaniem mieszkania mają wartość papieru toaletowego.Zbijają kapuchę za jeżdżenie samochodem i pieprzenie głupot.3-4-5 lub te 6 koła ich prowizji można lepiej rozdysponować;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh, tylko znajdź mieszkanie bez pośrednika... Pośredników jest więcej niż mieszkań, dziś pośredniczka proponowała mi obejrzenie mieszkania, które już widziałam z inną, była niepocieszona. Nie ukrywam, że podpisując kolejną umowę z kolejnym pośrednikiem na kolejne mieszkanie, przeliczam sobie, co mogłabym za to kupić u szwedzkich nazistów albo ile parapetówek zrobiłabym za tę kasę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisujesz umowę, poznajesz właściciela, dogadujesz się z właścicielem-wiesz już gdzie mieszka:) (np. za tysiaka więcej za mieszkanie) i pośrednik z głowy:).Nieładne i "nieetyczne" bo biedny pośrednik nie zarobi 3 klocków. No ale ludzie zamieszczają ogłoszenia gdzie popadnie i nie sposób dojść komu i jak się sprzedało. Jak pośrednik jest nachalnym sprzedawcą i go nie lubisz...po co skrupuły-oni ich nie mają...:)

    OdpowiedzUsuń