2 lutego 2012

Łochowska, czyli z gówna pałacu nie ulepisz

Kto wie, co to znaczy Łochowska - zapewne drży. Kto nie wie, niechaj nastawi się na krew, pot i łzy...

Mieszkanie na Łochowskiej wydawało się interesujące dopóki stanowiło abstrakcyjną ofertę biura pośrednictwa. Lokalizacja: Praga Północ - plus! Metraż i cena - marzenie! Do remontu - fantastycznie! Blok...? Cóż, może da się przeżyć. Nie parter i nie ostatnie piętro, balkon jest, spoko loko, dajmy sobie szanse, może będzie serca bicie. 

W celu obejrzenia Łochowskiej musiałam się skontaktować z pośredniczką, panią E. Z panią E. proszę się szybko oswoić, będzie wracała jak łupież recydywista, jak depresja wiosenna, jak wiatry po fasolce. Pani E. reprezentuje dużą firmę, której nazwę litościwie przemilczę, i w małym paluszku lewej stopy ma wszystkie socjosztuczki świata. Pani E. ściska mi dłoń przy każdej okazji, ani słabo, ani mocno, idealnie. Patrzy w oczy, potakuje każdemu słowu z życzliwym półuśmiechem. Zwraca się do mnie w wołaczu, brawo, ale dlaczego w każdym, ale to w KAŻDYM zdaniu? "Dzień dobry pani N-o, to jest mieszkanie pani N-o, tu się wchodzi pani N-o". Pochwaliła moje imię przy pierwszym użyciu - moje rozpasane ego pozwala mi przyjąć, że odmiana tegóż imienia przez przypadki sprawia jej po prostu wściekłą przyjemność. No to niech ma, a co tam, w sumie nie przeszkadza mi ta jej słowna masturbacja moim imieniem. 

Łochowska według pani E. to czarująca okolica, interesujący mix kamienic i bloków, mnóstwo zieleni, och i ach. Nic tylko uprawiać romantyczne spacery z psem, narzeczonym, bejbikiem... Blok - to  brzmi groźnie, ale wg pani E. ten blok to coś więcej niż zwykły blok! To bombonierka, cudeńko lśniące jak miliony monet! Na klatce schodowej czuć oczywiście jeszcze zapach farby, dzięki puszystym dywanom nie słychać stukotu obcasów na marmurowych posadzkach, łał. Mieszkanie do remontu, ale jaki rozkład! Brakowało mi tylko informacji, dlaczego pani E. sama nie przyjęła tego prezentu od losu, ale wolałam nie pytać, po prostu umówiłam się na oglądanie. 

Los okazał się dla pani E. przewrotny. Zanim nadszedł dzień umówionego oglądania, krnąbrna klientka eN wespół z krnąbrną wspólniczką Izoldą, samowolnie wybrała się na spacer w tę czarowną okolicę, a mieszkanie samo zaprosiło gigantycznym banerem "NA SPRZEDAŻ". 

Najpierw okolica. Styczeń to nie jest najpiękniejszy miesiąc w kraju nad Wisłą, więc nie oczekiwałyśmy wiele, ale na Łochowskiej pora roku nie ma większego znaczenia. Romantyczne spacery... w towarzystwie bejsbola i gazu pieprzowego - jak najbardziej. Jeśli jakiś mieszkaniec Wałbrzycha tęskni za rodzinnymi stronami - Łochowska zaprasza. 

Niestrudzone poszukiwaczki Magicznego Domku okolicy się nie przestraszyły i przekroczyły bramy raju. W bramie raju, a konkretnie w obskurnej windzie, czekał na nie mieszkaniec tego śmierdzącego przybytku. Pan z klasą, zapytał, na które piętro panienki sobie życzą, ale jak usłyszał, że na drugie, jak dopytał, w jakim celu, wywiózł bohaterki tego dramatu na dziewiąte i powiadomił, że nigdy w życiu nie kupiłby mieszkania na drugim, tu cytat: "Tam same kurwy i złodzieje mieszkają, był jeden diler, ale się zaćpał albo go policja zastrzeliła...". 

Zachęcone tą reklamą ruszyłyśmy na drugie, gdzie powitał nas intensywny zapach kapusty, w skrócie: potężny smród. Drzwi otworzyła nam mała romska dziewczynka. Za małą romską dziewczynką wyrosła jej równie romska mama. W mieszkaniu, które okazało się wynajmowane od lat przez bardzo liczną romską familię, zapanował popłoch straszliwy. Z każdego pomieszczenia wyskakiwali kolejni jej członkowie, których szybko przestałyśmy liczyć. Mieszkanie nie jest do remontu - należy je kupić i wjechać w nie koparką, ewentualnie całość wysadzić jakoś umiejętnie, żeby się ściany zewnętrzne ostały. 

Jedna lokalizacja stanowczo wykluczona, jedziemy dalej.

1 komentarz:

  1. Prawie się uśmiałam. Prawie, bo na wspomnienie Łochowskiej jednak coś tam w sercu drży i bynajmniej nie są to trzaskające od brzucha motyle. Zapach kapusty tamtego pamiętnego dnia nawiedza mnie w każdym sennym koszmarze.
    A panią E., którą poznałam jakiś czas później (sic! uprzedzam fakty ;) ) określę jedną, bardzo- moim skromnym zdaniem skromną frazą- "ach aach achchchchchch!"
    Izolda

    OdpowiedzUsuń