6 lutego 2012

Łojewska, czyli Bródno vol.2

Największą wadą N-o jest skłonność do dawania kolejnych szans. Do tej pory ułomność ta utrudniała jej jedynie życie towarzysko-uczuciowe, teraz z zapałem komplikuje poszukiwania eM. W dzisiejszym odcinku: Bródno po raz drugi, bo jednorazowa niechęć do tej dzielnicy to za mało.

Ulica Łojewska... Zobaczyłam tę nazwę w całkiem interesującej ofercie (trzy pokoje, osobna kuchnia, po remoncie) i nie powiedziała mi ona nic. Mapa podpowiedziała, że ta Łojewska końcem świata nie jest, więc warto zobaczyć. I ja jej, głupia, uwierzyłam. 

Dramatyzm sytuacji pogłębia fakt, że na Łojewską wybrać się musiałam sama, gdyż Izolda postanowiła pouprawiać w tym czasie pracoholizm. Wtedy, tydzień temu, miało to niby swój sens, bo eM to jedno, a na wyprawę do Ikei ktoś zarobić musi, ale byłyśmy wczoraj na "Dziewczynie z tatuażem" i nasz stosunek do Ikei uległ zmianie. Od kiedy wiemy, że wszyscy Szwedzi to naziści, zboczeńcy i psychopaci, nie nosimy spodni "szwedów", nie słuchamy Abby, a katalog Ikei przestał być obiektem kultu. Gdybym miała Volvo... Mniejsza z tym. 

Na zewnątrz temperatura osiągnęła poziom zamarzania wódki, w autobusie była niewiele wyższa, a Łojewska okazała się być bardzo daleko. W połowie tego "bardzo daleko" uznałam, że jest już za daleko i nie jestem zainteresowana tym mieszkaniem, ale co miałam robić, pojechałam dalej.

Ulica Łojewska zabudowana jest blokami, które podobno są unikatem w Polsce (obstawiam, że na świecie też, bo skoro nawet w Polsce nikt się z tym nie wygłupiał na dłuższą metę, to niby gdzie?!). Po pierwsze, pozornie całkiem normalny budynek ma bardzo dużo klatek schodowych. Po drugie, do każdej klatki prowadzą wąskie, wysokie schodki, jak do kurnika (albo bardziej romantycznie: jak do chatki Baby Jagi). Po trzecie, klatka schodowa jest spiralna. Tak, drogie dzieci, spiralna. Ja byłam zachwycona i waliłam foty jak nawiedzony japoński turysta, ale właściciel mieszkania, które przyjechałam obejrzeć, sprowadził mnie na ziemię informacją, że po tych schodach praktycznie nie da się nosić mebli, windy brak i mieszkańcy bloku przeklinają twórcę tego cudu w żywe kamienie. Ochłonęłam więc szybko i rozpoczęłam zwiedzanie potencjalnego eM.

Od czasu wizyty w tym mieszkaniu zastanawiam się, co może u normalnego człowieka wywołać takie zaburzenie proporcji, jak to ma miejsce na Łojewskiej. Jakaś choroba genetyczna? Plamy na słońcu? Łojewską wybudowano za Gierka (tudzież Gomułki), na grzybkach nikt chyba wtedy w Polsce nie leciał, a zwykła wódka takich efektów nie daje. Po długim bloku i wąskich klatkach schodowych, po wysokich schodach, przyszedł czas na małe okienka. U producentów okien Łojewska musi mieć własną linię, bo tak niewymiarowych okien normalnie się chyba nie produkuje. Dodatkowo wiszą na jakiejś dziwnej wysokości, osoba mojego wzrostu (1,75 cm) musi się do nich lekko schylać. 

Skoro o schylaniu mowa: łuki. Jedyne łuki, jakie uznaję to brwiowe, ewentualnie takie, z których da się strzelać. Z łuków znajdujących się na Łojewskiej strzelić by się nie dało, ale bez problemu można by się było strzelić głową w taki łuk, o ile głowę ma się powyżej 1,60 cm. Uprzejmy pan, który mnie oprowadzał, nie zamieszkiwał tego dziwnego lokalu, to było mieszkanie jego świeżo zmarłej teściowej, więc nie wypadało pytać, czy była krasnalem. 

A skoro już jestem przy umieraniu. Bezcenna wymiana zdań:

eN: A jak tu się mieszka? Dobrze? Sąsiedzi spokojni?
Uprzejmy pan: Tak, bardzo spokojni, sąsiadka z naprzeciwka na pewno niedługo umrze. 

Zgroza. 

Ponieważ 15 minut w tym miejscu wystarczyło, żebym poczuła się jak Gargamel w wiosce Smerfów, pożegnałam się na zawsze i ruszyłam do domu, co w tych warunkach atmosferycznych przypominało wyprawę z jednego bieguna na drugi. O pogodzie wspominam po raz kolejny, ponieważ niedługo potem miałam przyjemność pokonferować z jakąś panią pośrednik, która intensywnie namawiała mnie na mieszkanie na Bródnie, zachwalając każdą ulicę, blok, studzienkę, psią kupę. Kiedy doszła do Łojewskiej w tym swoim hymnie na cześć dzielnicy, a ja powiedziałam, że już widziałam tę okolicę, wykrzyknęła radośnie: "Och, to już pani wie, jak tam jest pięknie! Cudowne lipy!". Darowałam sobie komentarz, że żadnych lip nie zauważyłam, prawdopodobnie dlatego, że górne rzęsy przymarzły mi do dolnych, a poza tym ja Łojewską nie szłam, tylko walczyłam tam o przetrwanie...

Morał z tego taki: mieszkania w zimie kupują tylko głuptaki.  

1 komentarz:

  1. I my, ale zamieszkamy już na wiosnę więc od głuptaków możemy śmiało abstrahować :)
    Aż żałuję, że mnie tam nie było-nigdy więcej żadne pieniądze nie przesłonią mi takiej atrakcji! Choćby i krajoznawczej (bo że nie pro-mieszkaniowej to na pewno), kariera mi legnie w gruzach, ale nie dam Ci oglądać samej!!
    Btw, kocham Twoje poczucie humoru, kocham je bardziej niż na nasz damsko-koci konkubinat przystało i zastanów się co robisz, biorąc mnie ze sobą w ten dorosły świat, bo się z tej miłości nigdy nie wyprowadzę... ;-)

    Ps. Byłabym skłonna bronić lip na Bródnie, ale po poznaniu ulicy na Te i tej na A już nie chcę ;)
    Izolda

    OdpowiedzUsuń