21 marca 2012

A może Wolę wolę?

Na początku przygody blogowo-mieszkaniowej zadeklarowałam, że serce mam po stronie praskiej. Jak pokazało życie, serce sercem, a czasem trzeba się rozsądnie przejechać do Piaseczna. Wycieczka do Piaseczna wzmogła jedynie moje przywiązanie do Pragi (oraz humanitarnych warunków bytowania ogólnie) i nie planowałam eskapad w inne rejony Warszawy, jednak głupio mi było odmówić, gdy pojawiła się bardzo uprzejma propozycja obejrzenia mieszkania na Woli. Propozycja zawierała słowa kluczowe takie jak: "kamienica" i "do remontu", więc wybrałyśmy się z Izoldą na zwiedzanie.

Dotychczas Wolę znałam tylko z widzenia i to bez przyglądania. Kojarzyłam "rzeź na Woli", bolesną historię tej dzielnicy, tablice na każdym niemal budynku upamiętniającą, ile osób oddało za to miejsce życie... Znałam przyśpiewkę: "w zrujnowanym lokalu na Woli na harmonii walczyka ktoś rżnie". Reasumując, nie miałam skojarzeń z Wolą, które nadawałyby się na tekst reklamowy do folderu dewelopera. 

Opis mieszkania i kamienicy pozwolę sobie darować, przejdę do meritum. Mieszkanie może mieć różne zalety: może być świetnie skomunikowane, może być położone blisko parku lub sklepów, co kto lubi. Mieszkanie na Woli ma większy plus: mordercę na parterze. Tak, tak, drogie dzieci, mordercę. W kamienicy, którą oglądałyśmy, na parterze, znajduje się zabite dechami mieszkanie. Jak uprzejmie wyjaśnił pan, który nas oprowadzał, należy ono do pana, który siedzi w więzieniu za morderstwo. 

Może ktoś teraz machnął ręką, bo czymże jest jeden trup wobec mieszkańców Woli poległych na wojnie. Jeden trup to rzeczywiście mało, ale nie zawsze liczy się ilość. W tejże kamienicy nie tylko jakiś człowiek stał się zwłokami, dodatkowo został on poćwiartowany i był trzymany w lodówce! Ha! To jest dopiero denat, to jest potencjał towarzyski!

Już to widzę: "Hej, mieszkam obok mieszkania mordercy, może wpadniesz?", "To urocze, że odprowadziłeś mnie pod dom, ale wiesz, tu jest mieszkanie mordercy, mnie się odprowadza dalej...", "Boję się wracać sama, kiedy myślę o tym mordercy...". Itd., itp., natychmiast stało się jasne, że do znanej mi przyśpiewki o Woli dołączyć może powiedzenie "Kto mieszka na Woli ten często swawoli" i poczułam potrzebę nabycia tego potencjału drogą kupna. 

Niestety, w tym miejscu przyszedł czas na "niestety". Mieszkanie jest przedmiotem sporu spadkowego i postępowanie może potrwać. Właściciel zaproponował mi bardzo korzystne warunki przeczekania tej spadkowej zawieruchy, ale kiedy się na nie zdecydowałam, zmienił zdanie. 

Mieszkanie na Woli dało mi niezwykłą możliwość powiedzenia słowa BIORĘ w odniesieniu do mieszkania. Stwierdzam, że to bardzo ekscytujące;). Słowo "biorę" w kontekście mieszkaniowym można chyba spokojnie dopisać do listy Bardzo Ważnych Słów, takich jak: "Mikołaj nie istnieje", "Jestem w ciąży" albo "Musimy porozmawiać".  Mam nadzieję, że BIORĘ w kontekście mieszkania powiem w końcu z lepszym skutkiem;). 

PS. Mamo, "swawolić" to w młodzieżowym slangu "uprawiać gry i zabawy towarzyskie, przeważnie na świeżym powietrzu". Co więcej, o swawoleniu pomyślałam oczywiście w imieniu Izoldy, bo ja to raczej książki czytam w wolnym czasie;).

1 komentarz:

  1. Jako, że czytam w lekkim pośpiechu - wyszło mi, że w wolnym czasie swawolę sobie na świeżym powietrzu z mordercami, rżnąc walczyka. Słowo rżnąć w kontekście mordercy nabiera innego, odrobinę krwawego znaczenia :)
    Słowo BIORĘ w kontekście mieszkaniowym odczytuję podobnie jak "Ale schudłaś!" wypowiedziane z ust Exa, albo "Dostałaś podwyżkę". Po prostu kondensacja wspaniałych emocji :))
    Izolda

    OdpowiedzUsuń