17 marca 2012

Tykocińska, kamienica - celebrytka

Czy wyobrażacie sobie, co czuje człowiek, który dostaje czułego smsa od obiektu westchnień, a zaraz potem drugiego, z informacją "Oooo, ups! Pomyliłem numery, sorry"? Czy jesteście w stanie postawić się w sytuacji studenta, który dowiaduje się, że dostał z egzaminu "bdb", żeby chwilę potem usłyszeć: "A nie, źle popatrzyłam, pan oblał, to Kowalski ma 5"? No to wczoraj, z okazji piątku, w towarzyskim prajmtajmie, ja to wszystko przeżyłam. Oczywiście w wersji mieszkaniowej.

Tykocińska. W moim prywatnym rankingu: pierwsza trójka wymarzonych lokalizacji. Leniwa atmosfera Sandomierza, proste, eleganckie kamienice z lat 30., cisza, spokój, a jednocześnie rzut beretem do centrum. Mieszkanie zapowiadało się nieźle cenowo i rozmiarowo, poszłam. 

III piętro, okna od podwórza, więc żadnych problemów z urokliwym kościołem znajdującym się przy tej ulicy. Niezła klatka schodowa - w końcu kamienica! Cena wskazywała na stan "do remontu", rzeczywistość zaskoczyła mnie pozytywnie. Ciekawy, autorski rozkład pomieszczeń, sporo przestrzeni, przemili właściciele. Brak balkonu, co jest pewnym minusem, ale minusem do przeżycia. Nawet dzieci właścicieli były słodkie, po prostu raj. Nie raz i nie dwadzieścia razy, słyszałam, jak buty mówią do mnie "mamo!", mówiły już tak torebki i sukienki, regularnie mówi tak do mnie Nutella, ale pierwszy raz powiedziało mi to mieszkanie. Z młodej piersi rwało mi się "Biorę!", ale się powstrzymałam. 

Kiedy już i tak byłam rozanielona i oczarowana, spod kanapy wyskoczył kot, śliczna chudzina. Odruchowo pochwaliłam, na co właścicielka powiedziała: "O, jeśli pani chce, to kot może zostać, słabo dogaduje się z dziećmi". Wtedy zrozumiałam, że jeśli nie ucieknę natychmiast, to okaże się jeszcze, że mają obszerną bibliotekę, którą też mi mogą zostawić oraz kolekcję filmów z Judem Law, że waniliowa herbata się parzy, a w lodówce czeka różowe wino... Zwiałam z postanowieniem, że wrócę. 

W euforii doturlałam się do domu i na tym się kończy ta historia, bowiem w domu czekał telefon od mojej mamy, której Rutkowski mógłby wiązać buty, oraz nieprzebrane zasoby Google - czyli koniec marzeń. Tym razem okazało się, że idealne mieszkanie znajduje się w kamienicy, która ma tak skomplikowaną i śmierdzącą sytuację prawną, że tylko szaleniec mógłby się władować w kupno. Kamienicę można nawet uznać za celebrytkę, bo była bohaterką programu Elżbiety Jaworowicz - właściciel kamienicy pasjami gnębi lokatorów. Sprawa ciągnie się kilkanaście lat i końca na razie nie widać. 

Resztę wieczoru spędziłam na oglądaniu zdjęć tej kamienicy, takich normalnych widoków skąpanej w słońcu ulicy, takich kryminalnych z pikselozą na oknach... Wiadomo, że kobiety lubią niegrzecznych chłopców, ale niegrzeczne kamienice? 

1 komentarz:

  1. echh..niestety standard. Kamienic z uregulowaną kwestią prawną jest sporo ale to głównie te "developerskie" wyremontowane na...(przepraszam za słowo)...CYCUŚ...i z metra cięte na około 5 do 8 klocków...echh

    OdpowiedzUsuń