3 kwietnia 2012

O kciukach i nie tylko

W ostatnim poście zwróciłam się do Was z prośbą o trzymanie kciuków. Trzeba będzie tę akcję przećwiczyć jeszcze raz, czyli pewnego dnia znowu poproszę o wsparcie, kciuki i pozytywne fluidy i Wy tę prośbę spełnicie, bo tym razem wyjątkowo słabo nam poszło. Reasumując - z mieszkania na Woli nic nie wyszło. Już już już... już miałam nadzieję, już wierzyłam w sukces, a tu lipa. Z oględzin eksperckich wyszło, że doprowadzenie mieszkania do stanu użyteczności kosztowałoby więcej niż wybudowanie własnej kamienicy, a właściciele tegoż eM nie zgodzili się w związku z tym obniżyć ceny do jakiegoś rozsądnego poziomu. Rozczarowanie - to mało powiedziane.

W związku z tym - kolejnym już - mieszkaniowym rozczarowaniem, nasunęła mi się refleksja natury ogólnej. To szukanie, przeglądanie ogłoszeń, setki maili i telefonów, serce w gardle, kiedy jadę oglądać, a następnie gigantyczne rozczarowanie, kiedy życie weryfikuje wyobrażenia zbudowane na chwiejnej podstawie optymistycznych ofert... Eh. Ta huśtawka emocji, czekanie na cud ze stałym elementem rozczarowania, sprawia, że staję się powoli kobietą ze stali.

Zrozumiałam to dziś, kiedy 5 minut czekałam na klucz do pokoju, w którym przeprowadzam konsultacje. Czekanie wynikało z faktu, że pani portierka musiała komuś wyjątkowo mało błyskotliwemu wytłumaczyć przez telefon zasady pikowania pomidorów. Stałam przy tej portierni i stałam, mimowolnie przyswajając wiedzę na temat uprawy pomidorów, i byłam na tę drobną przeciwność losu tak obojętna, że aż sama siebie zaskoczyłam. Już wiem, że nie ma takiego czekania czy takich starań, które mogłyby mnie złamać. Od trzech miesięcy szukam eM, więc nigdy już nie będę się denerwowała sytuacjami takimi jak:

- oczekiwanie, aż szef sam zrozumie, że zasłużyłam na podwyżkę
- czekanie aż ciasto drożdżowe wyrośnie
- nadzieja, że "on się kiedyś do cholery w końcu oświadczy"
- czekanie, aż wyschnie lakier do paznokci
- obserwowanie notowań giełdowych
- staranie o dziecko
- szukanie pracy
- czekanie na kogoś godzinę w deszczu, po kolana w kałuży, w miejscu, w którym akurat nie ma żadnego zadaszenia. Przy całkowitym braku parasolki, naturalnie
- stanie w kolejce w Kerfie pół godziny tylko po to, żeby akurat wtedy, kiedy nadchodzi pora na mnie i moje zakupy, skończyła się rolka w kasie, a pani najwyraźniej nigdy w życiu nie jej nie wymieniała. Oczywiście, tylko po to, żeby szczęśliwy koniec wymiany rolki był jednocześnie końcem dnia pracy tej pani, czyli kolejne czekanie, tym razem na zmianę kasjerów
- czekanie na samolot, bez względu na rozmiary opóźnienia, nawet przy małej ilości sklepów

Czekam na eM tak długo, że teraz to już mogę spokojnie czekać na wszystko inne. Tak, jest mi smutno, tak, jestem sfrustrowana, tak batoniki są satysfakcjonującą formą pocieszenia;)

4 komentarze:

  1. Izolda: Szkoda, że dziś tak późno wracasz, zaaplikowałabym Ci godzinę miłości Joeya i jakąś kawówkę :) Ale nie martw się, mam podobnie, znaczy, że koniec już blisko, w jedną lub drugą stronę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam więc wcześniej i ani Joey'a, ani kawówki nie widać:(

      Usuń