14 lipca 2012

Feminizm albo remont, czyli baj baj ideały

Tutaj ma pani takie specjalne naklejki - powiedział pan monter drzwi zewnętrznych, wręczając mi listek z zaślepkami. - Jak już się remont skończy, ponakleja je pani na wszystkie śruby, żeby nie było ich widać. Na śruby, nie na paznokcie, hehehehe.

Pan monter zarżał, zarżał kolega montera, a eN spuściła oczy i zachichotała, w myślach spychając typa ze schodów. Naklejeczki włożyła do torebeczki, jest nadzieja, że użyje ich prawidłowo. Chichot jest reakcją bardzo dobrą, sprawdził się już kilka dni później, kiedy hydraulicy ujawnili, że "lubią sobie popatrzeć na inwestorkę". 

Moja feministyczna dusza pcha mnie do mordobicia, pozwu sądowego i palenia opon pod Sejmem, ale, na boginię, kto by mi wówczas zamontował te cholerne drzwi? Kto by mi zrobił podłączenie pod sedes i prysznic, komu bym zawdzięczała zlew w kuchni? Siostrom w feminizmie? Judith Butler, Simone de Beauvoir, Kazi Szczuce chociaż?

Zawsze mnie drażnił tekst "Feminizm kończy się wtedy, gdy trzeba wnieść szafę na 10. piętro", obecnie mogę się pod nim podpisać. Panów nawracać nie mam zamiaru, a wodę lubię sobie czasem spuścić, więc ostre riposty zostawiam na inną okazję. Podobno kobieta powinna być damą w salonie, dziwką w łóżku i kucharką w kuchni. Niniejszym dodaję do tego: słodką idiotką w czasie remontu.

Od czasu ostatniego postu eM dorobiło się drzwi wejściowych, okien, instalacji elektrycznej i hydraulicznej. Miało też zacząć dorabiać się ścian i innych dosyć potrzebnych drobiazgów, ale w związku z osobistą katastrofą wykończeniowca, kolejny etap rozpocznie się w poniedziałek. To znaczy: mam nadzieję, że się rozpocznie. Pewien mój znajomy, człowiek mądry i życiowo doświadczony, powiedział mi, że nie powinnam wierzyć w dramaty, choroby i zgony bliskich, które stają się przyczyną opóźnień w remontach, bowiem ekipy remontowe to naród leniwy i zakłamany, a problemy rodzinne to ich ulubiona odmiana ściemy. Nie wiem, nie wiem, na razie wierzę i współczuję, ale wciąż słyszę w głowie nieznośne tykanie, które nie jest zegarem biologicznym, lecz świadomością, że z końcem lipca stracimy z Izoldą dach nad głową.  

Zdjęcie jest niewyraźne, lecz niesie optymistyczne przesłanie: najprawdopodobniej będę miała światło:)



Mimo że "każda wizyta inwestorki spowalniała pracę", część hydrauliczną uważam za zakończoną:



Odrobina wyobraźni wystarczy, żeby na tym zdjęciu dostrzec kuchnię:



3 komentarze:

  1. Kiedyś podczas remontu u moich rodziców jednej ekipie remontowej przytrafiło się zepsucie auta, które następnie zostało skradzione z zaliczką na materiały. Po drodze jednemu z fachowców zmarła matka, a drugi się rozwodził.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oraz: zawsze możesz zostać bohaterką w swoim domu!

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja już chyba wolę prawdę. Np. na okna czekałam dłużej niż powinnam, ponieważ pan, który przyjął ode mnie zamówienie, natychmiast udał się z tym zamówieniem na urlop i pewnie dobrze się razem bawili, bo firma nigdy się o moim zamówieniu nie dowiedziała. Firma potrafiła przyznać się do błędu, a nawet mi go zrekompensować. A przecież mogli skłamać, że zaraz po przyjęciu mojego zamówienia facet umarł w wyniku zderzenia z meteorytem.

    OdpowiedzUsuń