11 listopada 2012

Trailer, zajawka, whatever


Jolanta Brach-Czaina opisała robienie pierogów i ścielenie łóżka, a także wrażenia z trzymania w ręku surowego mięsa.
Sylwia Chutnik skupiła się na myciu kibla - w literaturze, bo jak przyznaje w wywiadach - w życiu za bardzo jej to nie wychodzi.
Claude Levi-Strauss omówił różnicę między pieczeniem a gotowaniem.

Pisanie o banalnych sprawach - np. gotowaniu - nie jest pomysłem blogerek kulinarnych, sprzątania w domu nie wymyślił TVN.

Sławomira Walczewska w Damach, rycerzach i feministkach stwierdza, że przygotowanie słodkich wypieków odbywa się obecnie poza domem, bo matriarchat domowy upadł, a ja się z nią nie zgadzam (co do miejsca wypieku ciast i ciasteczek), dlatego też...

Niech mnie kule biją - jakkolwiek ryzykowne to zawołanie 11 listopada w Polsce - ja napiszę o muffinach. I to niedługo. Sprzęt już jest. I nie będzie mi głupio. No chyba, że nie wyjdą;).

PS
Roland Barthes pisał o otyłości... tego tematu nie zamierzam pociągnąć.


10 listopada 2012

Jesień w eM

Co prawda zapowiadałam posta inspiracyjnego, ale zmienianie planów to moje drugie ulubione zajęcie, zaraz po wyszukiwaniu kolejnych rzeczy, którymi zagracę eM.

Do eM przyszła jesień, ta smutna pora roku, kiedy wzrasta spożycie alkoholu, czekolady i chusteczek higienicznych, maleje za to zużycie maszynek do golenia. W eM jesień okazała się porą cudów - w mieszkaniu jest niesamowicie ciepło, chociaż grzejniki są zimne. eM jest zlokalizowane w małym budynku, jest mieszkaniem narożnym, więc teoretycznie zimno powinno być jak diabli. Dodatkowo grzejniki są nieduże - na etapie remontu rozważana była wymiana na większe, bo przecież na pewno jest tu zimno. Do wymiany na szczęście nie doszło. Nie mam pojęcia, skąd to się bierze, może to jakiś kanaryjski mikroklimat, może gorące źródła pod budynkiem, a może mamy tu jakąś zbiorową menopauzę objawiającą się jednym wielkim uderzeniem gorąca, na dodatek wściekle zakaźną - gościom udziela się natychmiast. Kotom najwyraźniej taka sytuacja nie przeszkadza.


Jesień ujawniła pewne braki w eM. Im zimniej na zewnątrz, tym wyraźniejsza stała się potrzeba zainwestowania w wieszak.Co prawda, całkowity brak miejsca na kurtki był niezłym sprawdzianem kreatywności dla gości - wierzchnie okrycia trafiały z reguły do mojej sypialni, na oparcie kanapy, najczęściej na narożnik regału piwnicznego, który chwilowo stanowi główne wyposażenie mojej części korytarzowej. Najbardziej pomysłowa jednostka powiesiła kurtkę na klamce łazienki.

Nadeszła jednak chwila, kiedy problem kurtek musiał zostać ostatecznie rozwiązany, a ja zyskałam możliwość zdobycia stojącego wieszaka, najbardziej retro z retro, najbardziej klasycznego z klasycznych. Zakupu dokonałam przez internet, jak ostatni burżuj wybrałam najdroższą białą wersję kolorystyczną... i przeżyłam spore zdziwienie, kiedy zamówienie dotarło. Mój wieszak o wysokości 185 cm przyjechał w pudełku mniej więcej 40-cm wysokości, w kilkunastu częściach i ze sporym zasobem wkrętów.


Interwencja człowieka zasobnego w śrubokręt (?) i umiejętność jego obsługi stała się koniecznością. Wszystko naturalnie pod czujnym kocim okiem.



Wdzięczność moja dla człowieka biegle posługującego się śrubokrętem nie zna granic i na pewno wciąż nie wyraziłam jej wystarczająco. Jednocześnie jednak nie mogę przesadzać z wdzięcznością za wieszak, ponieważ pewna jestem, że nie była to ostatnia przysługa;). Na szczęście człowiek biegle posługujący się śrubokrętem jest tak sprawny w tej dziedzinie, ponieważ takie zabawy sprawiają mu przyjemność, więc nie mam bardzo poważnych wyrzutów sumienia wykorzystując to wciąż i wciąż, ku obopólnemu zadowoleniu:).

Pomieszczenie widoczne na zdjęciach to moja sypialnia. Ewidentny śmietnik w tle wskazuje na to, że pokój ten wymaga wielu, wielu inwestycji i ogromu pracy, żeby nadawał się do pokazania na blogu. No dobra, przede wszystkim wymaga posprzątania;).

Nie wszyscy uczestnicy dotrwali przytomni do końca imprezy, ale skończyła się ona sukcesem - wieszak stoi, nie przewrócił się nawet pod naporem kurtek, nie wywołuje szkodliwego zainteresowania kotów.. Wersji finalnej jednak pokazać nie mogę, gdyż ten rejon mieszkania jest jeszcze w stanie bardzo przejściowym. Mniej więcej tak przejściowym, jak widoczna na zdjęciu poniżej zasłonka, która jest prawdopodobnie starsza ode mnie.


Oprócz zasłonki konieczne jest jeszcze kupienie miliona rzeczy, np. mebli kuchennych i paru innych drobiazgów. Z moich doświadczeń z eM wynika jednak, że radość z zakupów nie jest wcale proporcjonalna do ich ceny czy rangi. Kupiłam pralkę, suszarkę i ten drobiazg, widoczny poniżej. Kosztował mniej niż 4 zł i cieszy mnie codziennie od nowa.