14 maja 2013

Olsztyńskie blogerki

Jak na prawdziwą warszawiankę z Warszawą w dowodzie osobistym przystało, wcale nie jestem z Warszawy. Jestem z Olsztyna, z Warmii (nie z Mazur!), i to ta kraina na zawsze w sercu mym oraz czasem pod stopami, przede wszystkim wtedy, gdy kręci się tam niezła impreza, a taka zakręciła się w ostatnią sobotę.

Emilka, Gabi, Ola i Agata zorganizowały Pierwsze Spotkanie Olsztyńskich Blogerek. Głęboko wierzę, że za pierwszym pójdą kolejne, bo było lepiej niż tylko miło.

Po pierwsze, gwoli wyjaśnienia: na spotkaniu pojawiłam się nie tyle jako blog (albo nie tylko), ale jako człowiek, który zna się na pisaniu. Jak każdy z moich wiernych czytelników wie, w blogowaniu jestem słaba.  Jak każdy z moich studentów wie, w wyszukiwaniu błędów w cudzym pisaniu jestem świetna. Swoją drogą, zajrzałam niedawno w statystyki bloga, i jak bum cyk cyk mam więcej odwiedzających niż znajomych na FB! A to już o czymś świadczy, choć jeszcze nie wiem, o czym.

Co do bloga - miałam okazję podzielić się z innymi blogerkami myślą, że "eN szuka eM" to sprawa przeterminowana w związku ze znalezieniem eM. Domena jednak jest niezła, liczba odwiedzających zaskakująca, głupio to zmarnować. Pojawiło się kilka propozycji nowego znaczenia "eM", ale żadna nie była dobra (bo na "m" nie ma ciekawych rzeczy, prawda M.?). Proces myślowy trwa.

Poniżej widać, jak to wygląda, kiedy proces myślowy przechodzi u mnie w proces mówienia, są to z reguły dwa wykluczające się procesy (prawda, wszyscy ludzie, którzy mnie znacie?).



Spotkanie odbyło się w zupełnie nowym dla mnie miejscu. Tak to jest, jak się człowiek w Olsztynie żywi głównie u mamy. Teraz już wiem, że mama jest spoko, ale to Fajferek ma zielone kopytka.  Nie to, żebym była kopytkową rasistką, ale po inny kolor więcej nie sięgnę.


Poza jedzeniem najważniejsze były prezenty. Nie, żart, ludzie. Nie, żart, prezenty, ale o ludziach wypada wspomnieć wcześniej:).



Olsztyn, jak każde niewielkie miasto, ma to do siebie, że wszyscy się znają. Czyli poszłam na spotkanie w ciemno i okazało się, że przynajmniej połowę pań znam lub kojarzę. Albo nie kojarzę, ale znam i tu się nasuwa anegdota, której oczywiście nie zamierzam zachować dla siebie.

Natalia, autorka zdjęć, rozpoznała mnie natychmiast. Podobno (ok, żadne podobno, moja mama potwierdza) znamy się od gówniarza, a właściwie gówniary. Podobno w okresie nastoletnim zdarzyło nam się uczestniczyć razem w zajęciach z rysunku. Ja niestety jestem bardzo kiepska w rozpoznawaniu ludzi, czego najlepszym dowodem jest to, że kiedyś zobaczyłam w sklepie znajomą twarz i chciałam się przywitać, choć za cholerę nie pamiętałam skąd kojarzę, ale powstrzymałam się, na szczęście. Na szczęście, bo po kilku godzinach rozważań przypomniało mi się, że to był aktor z "Na Wspólnej". Z ciekawostek dodam, że zaraz po spotkaniu blogerek zdarzyło mi się inne spotkanie, na którym opowiedziałam o Natalii i naszych zaskakujących powiązaniach. Dzięki temu, droga Natalio, do listy chwil, gdy jakoś zetknęło nas życie, dodać mogę, że studiowałaś z moim ulubionym byłym chłopcem. Gdyby różniła nas płeć, pomyślałabym, że jesteś moim przeznaczeniem.

Poza Natalią, znaną-nieznaną, obecne były też:

Monika, która teraz jest chodzącą reklamą macierzyństwa, ale pamiętam ją z pełnych wyklasku młodzieńczych czasów, gdy jadłyśmy czekoladę, oglądałyśmy filmy o miłości i udowadniałyśmy na każdym kroku, że z aparatem ortodontycznym można żyć, podbijać świat i łamać serca;).

Natalia, którą pamiętam z czasów, gdy usiłowałam być artystką w czerni. Natalia zawsze stawiała na kolor i chyba miała rację.

Nie mogę nie wspomnieć też o Paulinie, Ani, SylwiiEwieMoniceKarolinieMałgosiDorocie, LidceAgnieszceDorocie i Ani. Szczególnie Paulinie dziękuję w imieniu mojej fryzury za ciepłe słowa na YT:).

Mogłabym pisać tak jeszcze bardzo długo, ponieważ piję właśnie kawę, którą otrzymałam w prezencie. Chyba nigdy w życiu nie byłam taka pobudzona. 

Bardzo dużo otrzymałam w prezencie. 





Wymienianie wszystkiego byłoby wbrew mojej nieprzekupnej naturze (tak, jasne). Uwagę mojego potencjalnego przyszłego narzeczonego zwracam na Pat&Rub. Bez pomarańczowego pilingu do ust ja się nie zamierzam już nigdy całować.

Za logo i wszelkie inne wizualne rozwiązania odpowiada Emilka, najzdolniejsza i najbardziej pracowita kobieta na świecie. Pękam z dumy, że ją znam i czasem mogę pławić się w jej blasku:).

Dziewczęta, dziękuję za już i proszę o więcej:).

8 komentarzy:

  1. bożebożebożenko!!!! ile komplementów!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. :) a ja dziękuję za wykład, który (mam nadzieje) pozwoli mi sie jeszcze bardziej określić i wejść na wyższy poziom wtajemniczenia blogowej ekipy :)

    a włoski...boskie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się, gdyby były jakieś pytania:)

      Usuń
  3. miss najlepszej fryzury olsztyńskich blogerek- świat jest mały!

    OdpowiedzUsuń