2 czerwca 2013

Jak trwoga to do…

… no właśnie, to cholera wie do kogo.

Kiedy człowiek mieszka w najętym mieszkaniu czy pokoju, to ma ten luksus, że wszelkimi naprawami bardziej zaawansowanymi niż wymiana żarówki, zwłaszcza jeśli konieczność naprawy nie wynika z niewłaściwej eksploatacji sprzętów, zajmuje się właściciel mieszkania. Ok, dobra, wiem, wiele osób pomamrotało teraz gniewnie pod adresem różnych właścicieli różnych mieszkań, na których nigdy nie można było liczyć.  W idealnym świecie właściciel mieszkania jest jednak od napraw, jednak jest to idealny świat  osób najmujących mieszkania. Dla właścicieli owych mieszkań ten świat wcale nie jest idealny, zwłaszcza jeśli w tym mieszkaniu się mieszka i konieczność naprawy dotyczy bezpośrednio.

Jak łatwo się domyślić, na eM spadła katastrofa.

Kilka dni temu zdarzył się niewinny z pozoru wypadek. Z brodzika prysznica wypadło takie coś do zatykania tegoż brodzika. Taki grzybek, gwint, czy jakkolwiek to nazwać. Takie coś, co jest na środku, można sobie tym brodzik zatkać, choć głównie chyba zapchać. Jak wyleciał to się nawet ucieszyłam, jeszcze nigdy tak dobrze mi woda nie spływała. Moja radość skończyła się dość szybko: rano się okazało, że mam zalaną z lekka łazienkę. Czyli gwint wyleciał uszkadzając (?) rurę i woda spływa jakoś gdzieś pod brodzik, a potem się spod niego powoli wylewa. Reasumując, nie jest dobrze, co więcej, szybko dobrze nie będzie, bo jezioro odkryłam w piątek rano, musiałam lecieć do pracy, a zaraz po pracy opuścić na kilka dni miasto stołeczne.

Szukanie hydraulika na odległość jest łatwe mniej więcej tak, jak zdalne zbieranie grzybów.

Najpierw zadzwoniłam do hydraulika, który zajmował się eM rok temu. Poinformował mnie, że zajęty jest przez co najmniej tydzień, więc nic z tego. Na osuszenie łez, bo raczej nie łazienki, powiedział mi, że jestem piękna i wolna. O ile wrażenia estetyczne były jakoś uzasadnione, bo rok temu widywał mnie dość często, o tyle zdiagnozowana wolność trochę mnie zaskoczyła. Tylko wolnym ludziom psują się brodziki?

W związku z niedyspozycją pana Krzysztofa, obdzwoniłam kilka innych osób, uzyskując przydatne informacje takie jak „mam hydraulika, ale nie szybko”, „mam, ale nie w Warszawie”, „jak chcesz się umyć to wpadaj”.

Dostałam też jedną niezłą wskazówkę: administracja budynku powinna mieć swojego człowieka. Wskazówka cenna, choć realizacja trudna, bo weekend, a numer do administracji mam tylko na stacjonarny, bo mnie nie było w Warszawie… Na szczęście udało mi się wysłać umyślnego do gabloty na klatce schodowej i uzyskać faktycznie wiszący tam numer hydraulika.

Na nieco mniejsze szczęście, hydraulik telefon odebrał i powiedział, że od dwóch lat domaga się usunięcia swojego numeru z gabloty w moim budynku, bo on sobie nie życzy współpracy, noga jego więcej nie postanie i w ogóle widmo jakiejś awantury. Wyraził ubolewanie, że pomóc nie może, ale nie może. Nie powiedział mi nawet, że jestem piękna. Ogólnie dół.

Ostateczną ostatecznością okazał się internet i gumtree. Zadzwoniłam do pierwszego pana, który się tamże ogłaszał. Z rozmowy wynikało, że jest trzeźwy. Rozmawialiśmy wczoraj i jeszcze nie zadzwonił z komunikatem „pamiętam, że rozmawialiśmy, ale nie pamiętam o czym”, jak to się zdarzało w kontaktach z fachowcami z ogłoszenia. Jutro wielki test, przyjdzie lub nie, odezwie się lub nie, naprawi albo w sezonie wysokich temperatur będę emitowała nieznośną woń przez tydzień.


Mam marzenie, wielkie marzenie. Marzy mi się jakiś serwis, portal, forum, cokolwiek, co ułatwiłoby szukanie fachowców różnych specjalności. Coś z rekomendacjami, nie tylko namiarami. Miejsce, które sprawiłoby, że szukanie fachowca przestałoby przypominać rosyjską ruletkę. Jeśli ktoś rozumie moją wizję i co więcej – wie, że jest ona zrealizowana – bardzo proszę o jakiś link w komentarzu. Jeśli ktoś rozumie moją wizję i podziela to marzenie, może się modlić, żeby mi się chciało coś takiego zorganizowaćJ


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz