17 czerwca 2013

Kot w dom...

Odnoszę wrażenie, że dziś cały internet pisze o kotach (np. E for Event), piszę więc i ja. Początkowo chciałam zrobić dziś post inspiracyjny, pokazać, o czym marzę, ale skoro spora część moich mieszkaniowych marzeń rozbija się o koty, czemu by o nich nie napisać najpierw?

Dawno, dawno temu, Disney, mama i łzawe powieści dla nastolatek nauczyły mnie, że jest coś takiego jak instynkt wojownika. Walka do końca, im trudniej tym lepiej, jak nie wpuszczą drzwiami to... No właśnie. W wieku lat nastu myślałam, że dotyczy to mężczyzn, dobijając 30tki wiem, że chodziło o koty.

Zamknięte drzwi? Drapie się. Drapie się i miauczy tak długo, aż ktoś je otworzy w końcu. Otwarte drzwi nie są już interesujące, wnętrze pokoju nie pociąga, króliczka się goni, a nie łapie. Koty.


Od prawej patrząc: Wenka i Wtorek. Śpią w tej chwili, więc mogę pokozaczyć  - nie, one nie rządzą w domu. Ale mają sporo do powiedzenia. Tak, wiem, podobno kota da się wychować. Podobno.

Chciałabym móc podać odpowiedź na pytanie: "Jak żyć z kotami i nie zwariować?", ale sama jej jeszcze nie odnalazłam. Mam jednak kilka wskazówek, które może ułatwią trochę życie z tymi szatanami. Zapamiętać jednak należy: bezstresowo nie będzie nigdy. Miły, spokojny kot, który nie sieje zniszczenia, to kot chory i sugeruję szybki kontakt z weterynarzem.

1. Kot nie dostosuje się do mieszkania. Niestety. 

Kotu nie wytłumaczy się raczej, że "nie wolno". Oczywiście, są środki, które pomagają zwalczyć skłonności kota do drapania mebli. Nawet działają. Nie mniej jednak, kot ma nieograniczoną wyobraźnię, jeśli chodzi o niszczenie otoczenia. Skłonności do drapania można wytępić, wchodzenie na stół też, co pozwala niekiedy uratować naczynia, ale i tak możliwości jest wiele, większość nie do przewidzenia. Nawet przy najgrzeczniejszym kocie należy unikać sytuacji zagrożenia - jeśli okazja jest, zawsze skorzystają (Wenka z podłą satysfakcją, Wtorek z głupawym uśmiechem).


To akurat była sytuacja kontrolowana, gdybym jednak spuściła towarzystwo z oka, tylko sobie mogłabym pluć w brodę w związku ze stratą filiżanki. 

2. Jak już wspominałam, kot nie dostosuje się do mieszkania

Jeśli najpierw pojawia się kot, a potem eM, warto wziąć na kota solidną poprawkę. Kota nie łączy się z meblami ze skóry, meblami tapicerowanymi w cokolwiek z węzełkami, które można by było szarpać pazurami, dywanami czy kocami ze wspomnianymi węzełkami lub inną nitką do wyciągnięcia. Podejrzewam, że staromodne koronkowe obrusy czy serwety przegrałyby z kretesem. W firanki też nie radzę inwestować za bardzo. Moje po roku mają bardzo wiele blizn.

3.  Czy wspominałam już, że kot nie dostosowuje się do mieszkania?

To już drobiazg, ale warto go odnotować - przy kotach o ciemnej sierści białe meble tapicerowane to prosta droga do domu bez klamek. Mieszkanie z kocim lokatorem nigdy nie będzie sterylnie czyste - dobrze jest więc kolorystykę wnętrza zgrać z futrzakiem, jeśli jest to możliwe. Mniej widać, błogosławione złudzenie mniejszego syfu niż w rzeczywistości.

4. IKEA wcale nie pany. 

O tym już było: IKEA przy kotach sprawdza się słabo. Każdy kontakt z pazurami zostawia ślad i boli całe życie. Widoczna poniżej szafa stoi w mojej sypialni i przez długi czas była obiektem zainteresowania Weny.  Usiłowałam z tym walczyć psikaniem stosownym środkiem,  utrudniałam też kotu dostęp do szafy poprzez zastawianie jej czymkolwiek (szalenie wygodne, nie ma co!). Im bardziej jednak z nią walczyłam, tym bardziej jej na tej cholernej bliskości z szafą zależało. Kiedy ja odpuściłam, odpuściła też Wena. Teraz mogłabym trzymać tam tonę świeżej ryby i Wenka nawet by się spojrzeniem w tę stronę nie pofatygowała. Straciła przeciwnika, straciła więc cel, ale ja naprawdę wierzę, że ona mnie kocha;).


5. Puk puk, do cholery.

Podobnie sprawa ma się z drzwiami do sypialni. Zamknięte drzwi to drzwi interesujące. Niestety, wejście do mojej sypialni jest niebezpiecznie blisko kanapy. Z oparcia kanapy Wenka ma już drzwi w zasięgu łapy i drzwi wiedzą o tym bardzo dobrze.


6. Ok, ale co z tym zrobić?

Jak wspominałam - nic. Można się modlić i dużo rozmawiać z kotem. Można oglądać programy o tresurze kota. Można też zapewnić mu rozrywki, bo kot, który ma co robić, mniej niszczy. Koty cieszą dziwne rzeczy, np. Wtorka ulubioną zabawą jest grzebanie w śmietniku i rozrzucanie wygrzebanych fantów po mieszkaniu. Niekiedy jednak prawdziwe zabawki też się sprawdzają. I nie śmierdzą jak za długo leżą pod łóżkiem.


7. Ja kontroluję świat.

Dobrym rozwiązaniem w sezonie letnim jest wietrzenie kota. Kota wietrzyć można na balkonie lub parapecie, pod warunkiem, że wszystko mamy zabezpieczone siatkami. Kot przez siatkę może pogapić się na owady, ścigać muchy, nagrzewać się jak mały kaloryfer, który potem szuka dla odmiany ochłody i śpi blisko podłogi, najchętniej w łazience. Siatka działa. Kwestie estetyczne przemilczę. Moim zdaniem warto. Dodatkowo siatka chroni doniczki na parapetach zewnętrznych przed ptakami i innymi roślinnymi agresorami. Poza kotami, oczywiście, wiadomo. W moim eM siatki zostały zamontowane w kuchni i w sypialni. Okno kuchenne zajmują obecnie moje uprawy widoczne poniżej, parapet w sypialni pozostaje do dyspozycji kotów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz