25 lipca 2013

Jesień puka do eM

Można mnie nazwać trendsetterką albo wariatką, ale ja osobiście czuję już jesień w powietrzu. Doszłam do takiego wniosku po wnikliwym przejrzeniu zdjęć w telefonie. Żadnych lodów, słonecznych widoków, pań w bikini czy drinków z palemką.

Z Olsztyna przywiozłam w formie cyfrowej:

- marzenia nie-do-zrealizowania (albo do zrealizowania po trupie mojego kota), włochate dywany:

Wiem, wiem, siedlisko kurzu i wszelkich możliwych bakterii, wirusów i cholera wie czego. Wiem też, że za dywanami nie przepadam i do sklepu z takim sprzętem trafiłam tylko towarzysko, bo sama przecież nigdy... ale te włochate, kolorowe i z lekka kiczowate coś po prostu w sobie miały, skoro trafiły do przepastnej pamięci mojego telefonu. Kto wie.

- coś, co trudno wyjaśnić, a jednak skojarzenia nasuwają się same:

Dla niezorientowanych: z lewej strony widzimy fotel z House Cafe, po prawej welurową (?) zasłonę z kina Awangarda.

Nie trzeba być Freudem, żeby zinterpretować to wszystko jednoznacznie: jesień, kawa, książka (bo przecież nie smartfon), koc. Ciasto. Koniecznie ciasto, Emilki lub Oli. W opcji jesiennej może być krucho z owocami, ale wszystko da się zastąpić czekoladą;). Tak, już mi się chce. Lato tego roku jest takie jakby chciało, a nie mogło przyjść w końcu konkretnie i na dłużej, więc ja sobie życzę długiej jesieni. 

Za zdjęciami poszły czyny, choć w skali mikro i w wyniku przypadku. Musiałam się wczoraj pofatygować do centrum handlowego w celu zdobycia dozownika do mydła, który zginął niedawno śmiercią tragiczną (swoją drogą odkryłam, że nie umiem żyć bez tego sprzętu). Centrum dozownikami nie dysponowało, a przynajmniej nie takimi, które odpowiadałyby moim wyrafinowanym potrzebom, miało za to Home&You i sezonowe wyprzedaże tamże. 

Wyprzedaże w Home&You to jedno z najbardziej niebezpiecznych dla mojego portfela zjawisk. Omijam szerokim łukiem, unikam, ale nigdy mi to do końca nie wychodzi. W styczniu wydałam tam małą fortunę na akcesoria świąteczne, czyli od siedmiu miesięcy w napięciu czekam na Gwiazdkę, żeby tego wszystkiego w końcu użyć. 

Byłam naprawdę twarda, kupiłam tylko jedną rzecz, wybór jednak nie był zaskakujący:



Jeśli ktoś mi powie, że kubki w swetrach są so last season będzie miał oczywiście rację, ale jako fanka tego trendu, nie mogłam sobie darować. Swetrowe poduszki i koce mogłyby się nie sprawdzić przy kocie (nie wiem, po co ja trzymam tego sierściucha, same ograniczenia), ale kubek powinien wyjść z tego cało. 

Kubek kosztował niecałe 12 zł, oczywiście w ramach 70-procentowej przeceny. Biorąc pod uwagę, że dzięki niemu eM jest w pełni gotowe na jesień, a nawet zimę, czyli najbliższe 8 miesięcy, można przyjąć, że te 12 zł to prawie za darmo;). W pakiecie miał też małą puszkę widoczną na dolnym zdjęciu, idealną na kawę lub herbatę lub czekoladę. Czy wspominałam już o czekoladzie?

5 komentarzy:

  1. bosssko!!! mogłaś kupić od razu cały komplet 12 sztuk! jak Ty chcesz gości przyjmowac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz? Tak w swetrze do gości? Nie namawiaj do złego;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. też się nad nim zastanawiałam :) cudny jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba się szybko decydować, w moim Home&You było ich już tylko kilka. Polecam:)

      Usuń