11 lipca 2013

W domach z betonu nie ma wolnej miłości?

Moja mama od lat powtarza mi jak mantrę: nigdy nie wychodź za mąż i planuj! Co do pierwszego przykazania - serdecznie pozdrawiam tatę, mamie poślubionego. Drugie polecenie zawiera treść głęboką jak Rów Mariański, natchnioną jak Pytia po wdychaniu toksycznych wyziewów i prostą jak budowa młotka - do szczęścia potrzebne są plany. Małe, duże, mniej i bardziej złożone cele życiowe, do których się dąży. Oczywiście, zaplanować sobie można sprzątanie piwnicy w weekend, ale prawdziwą frajdę sprawia wyznaczanie sobie celu ekscytującego, do którego zmierzanie samo w sobie jest frajdą. Planować warto wakacje lub podbój świata, nic poniżej!

Moje plany, choć nie wszystkie, kręcą się wokół eM. Jeden z nich narodził się wczoraj: będę miała betonowy blat w kuchni.

Zwracam uwagę na drastyczną różnicę między planami a marzeniami - ja nie chcę mieć betonowego blatu, ja go miała będę i koniec! Na potwierdzenie tych słów umieszczam tu niniejszym mix zdjęć mojego najświeższego obiektu westchnień, zaczytuję się we wskazówkach, jak coś takiego zrobić na własną rękę, szukam (niekoniecznie) własnej ręki gotowej blat popełnić i niech mnie kule biją, jak to się szybko nie zrealizuje!

Kot nie podrapie, nóż przypadkiem nie potnie, do przyłożenia zbolałej głowy na porannym kacu jak znalazł. No i jak wygląda...


1 komentarz:

  1. Tak, nie ma nic lepszego niż betonowy blat na kaca!! To się nazywa perspektywiczne myślenie :) Na lata!!

    OdpowiedzUsuń