10 września 2013

Kryzys kuchenny

Przeżywam właśnie kryzys o charakterze kuchennym. Nie, nie chodzi o gotowanie. W gotowaniu jestem bezapelacyjnie mistrzem. Kryzys dotyczy mebli kuchennych, których nie posiadam i jak tak dalej pójdzie, to nigdy w ich posiadanie nie wejdę.

Nie rozumiem idei zabudowy kuchennej, serio. Wystarczyłoby mi palenisko i jeden gar na to moje gospodarstwo domowe. Ale nie, musi być kuchnia. Szafki, półki, szuflady, fronty, blaty. I pomysł musi być, to najważniejsze. A ja w sprawie pomysłu leżę i kwiczę.

Przez długi czas trwałam w głębokim przekonaniu, że marzę o białych ascetycznych szafkach kuchennych, które połączę z retro-vintage-strych-piwnica meblami odpicowanymi tymi ręcyma. Potem doszedł pomysł betonowego blatu. Potem pewien mądry człowiek powiedział mi, że betonowy blat to przegina w moim przypadku i że białe blaty będą lepsze. Zna się na tym, więc czemu by nie zaufać?

Jestem po dwóch randkach z panami od mebli. Pan pierwszy, Witek niejaki, przybył, porozmawialiśmy, zapadł się pod ziemię. Po kilku tygodniach wychylił głowę z tej otchłani piekielnej, w której się niewątpliwie pogrążył, i przysłał mi maila z wyceną mojej kuchni. Uprzejmie zapytałam, czy mogę się spodziewać jakiegoś projektu, bo nasze machanie rękami i jego luźne notatki to dla mnie słaba podstawa pracy. Pana Witka ponownie zassała czarna dziura, ani projektu, ani odpowiedzi, z dobrych źródeł wiem, że nie tylko w mojej sprawie tak milczy.

Przy okazji okazało się, że nieszczęście nie jest mniejsze czy bardziej znośne, kiedy się je z kimś dzieli;). Kolejny mit romantyczny upadł.

Dziś miałam spotkanie z drugim panem stolarzem. Ponownie: pomachaliśmy rękami, pokreślił coś na kartce i zapowiedział, że wycenę przyśle mailem. Zapytałam, czy projekt też. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem "A po co pani projekt? Przecież narysowałem" i pokazuje jakieś kuchniopodobne bazgroły. "Powinna pani zaufać mojemu 30letniemu doświadczeniu" - dodał z wyższością. Cóż, z mojego niespełna 30letniego doświadczenia życiowego wynika, że pewnych rzeczy w ciemno kupować nie należy. Kuchnię mam na liście takich rzeczy. Pan nie przyniósł nawet próbników blatów czy frontów, bo doświadczenie wystarczy. Przykro mi, ale nie sądzę.

W sobotę mam w planie pana numer 3, pan numer 4 został już wytypowany, zobaczymy. Na razie widzę jedynie błędy systemowe:

- błąd po stronie panów fachowców - biorą na klatę wszystko, co mi do głowy przyjdzie. Mówię: betonowy blat, wmontowane stare meble, tu połysk, tu mat - a oni zgodni, bezdyskusyjnie. Wiem, że klient płaci, klient wymaga i nawet jeśli ma życzenia durne, to należy je spełniać. Ja się jednak staram skonsultować, mówię, że nie wiem, że się waham... A oni mi na to, jeden z drugim, że ok, że się zrobi. No kurde, nie po to rozmawiam z fachowcami i proszę o radę, żeby zgodzili się na wszystko, z paśnikiem dla jeleni i ołtarzem maryjnym włączenie!

- błąd po stronie mojej - za dużo chyba mówię. Może powinnam wprowadzać panów na salony i mówić: "To jest moja kuchnia, czekam na propozycje"? No i chcę stanowczo zbyt wiele.

Kuchnia w eM jest malutka. Jest też pomieszczeniem wielofunkcyjnym: jadalnią, pokojem dziennym, pokojem do pracy (np. w tej chwili). Czego sobie życzę zatem? Starego, nowego, pożyczonego... może bez niebieskiego, ale w sumie... Wszystkiego sobie życzę. Ma być rustykalna, ale nowoczesna, industrialna, ale retro. Ascetyczna, ale ciepła. Cholery ciężkiej sama ze sobą dostaję.

Wpatruję się w zdjęcia kuchni różnych w internecie i podoba mi się wszystko. Zdrowy rozsądek chwilami się budzi i każe mi eliminować nadmiar półek, wiadomo, wszystko na wierzchu być nie może. Na pomoc panów od zabudowy liczyć nie można, chcę wszystko, więc dadzą mi wszystko, buhahaha.

Tymczasem kilka zdjęć, które mi się podobają bardzo. Ukradzione z fanpage'a ArchitekturaWnętrz. Prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce w internecie.





Jak żyć, ja się pytam? Pomoc, rady i wsparcie mile widziane. 








9 komentarzy:

  1. ja polecam taaakie kuchenne cudo:
    http://pinterest.com/pin/445223113132644858/
    po dziś dzień śni mi się po nocach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak żyć?
    "Kawy się napić. Sernika wtrącić" - mówi mama.
    Ja proponuję kaszę. Rzekę kaszy z jagodami.
    Ale ja jeszcze mało wiem. Podobno.

    Żuń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję z kawą, kaszę z jagodami zachowam w pamięci na gorsze kryzysy, takiej broni z lichego powodu się nie wyciąga;)

      Usuń
  3. W tym kuchennym cudzie z pierwszego komenta nawet kot został uwzględniony! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. co byś nie zrobiła to i tak będzie to wyglądało tak, że albo najpierw się zachwycisz i stwierdzisz woooowww!!!! ale potem z czasem będziesz na cos narzekać, a to że półek otwartych mniej trzeba było zrobić bo się kurzu nie chce ścierać albo odwrotnie. Albo w drugą stronę, na początku już dojdziesz do wniosku że projekt do dupy i w ogóle to żałujesz że się zdecydowałaś no ale teraz to musztarda po obiedzie i kuchnia zostaje - po czym po jakimś czasie stwierdzisz że już ci się podoba i w sumie to jakoś podświadomie wybrałaś tak zajebiście że chyba z tym "wszystko do dupy" to było mocno przesadzone bo pewnie PMS był albo pomroczność jasna cię dopadła. Pierwsza zasada: NIE KOMBINUJ!!!! i na tym zakończę mój koment :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest mi trudno wyobrazić sobie, że kiedyś tę kuchnię będę miała;). Ale co do półek się zgadzam, nadmiar to tylko problem przy sprzątaniu. Piękny element zdjęć, ale poza tym się (chyba) nie sprawdza.

      Usuń
  5. Ja też miałem przeboje ze stolarzem i nikomu go nie polecę. Ogólny efekt jest zadowalający, ale współpraca z tym panem była poniżej średniej, więc rozumiem Ciebie w pełni. Z doświadczenia warto ustalić konkretną datę ukończenia i zawrzeć to w umowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, zaczynam myśleć, że stolarze są jak dentyści i kontakt z nimi po prostu trzeba jakoś przetrwać...

      Usuń