14 września 2013

Przygody ze stolarzami, cz.2.

Część druga przygód ze stolarzami, na pewno nie ostatnia, chociażby dlatego, że dziś mam kolejnego umówionego pana, czwartego już. Nie wiem, czy czterech to dużo czy mało i czy to normalne, że trochę jestem już sfrustrowana? Z Waszych komentarzy pod poprzednim postem wynika, że tak, nie wiem, czy to dla mnie dobra wiadomość:).

Przypomnijmy: 

- pierwszy pan przybył i wymierzył, po czym po dwóch tygodniach przysłał maila z kwotą i zapadł się pod ziemię po pytaniu o projekt.

- drugi pan przybył i wymierzył, nie pokazał próbek, nie przysłał projektu, jako odpowiedź na wszystko miał swoje 30-letnie doświadczenie. Przysłał za to bardzo szybko wycenę.

Trzeci muszkieter pojawił się przedwczoraj. Przemiły chłopiec ze spojrzeniem bardziej artysty niż rzemieślnika. Dobrego wrażenia nie zmącił nawet fakt, że pan stolarz trafiwszy u mnie na przedstawiciela płci męskiej, usilnie usiłował z tymże przedstawicielem rozmawiać na temat mojej kuchni. Wyszedł nam z tego dość zabawny głuchy telefon, bo ja do pana mówiłam, a pan patrzył na A. i jemu zadawał pytania. A. odbijał wszystkie pytania komunikatem, że to ja tu decyduję, co pan przyjmował do wiadomości, aż do następnego pytania. Możliwe, że w oczach pana stolarza A. jest największym pantoflarzem na świecie:).

Przejdźmy jednak do tematu podstawowego, czyli kuchni. Wymyśliłam sobie, że moja kuchnia może i powinna być wyższa niż przeciętna, jako i mieszkanie mam z lekka wyższe niż normalnie zwykło się mieć. Wymyśliłam sobie, że zabudowa lodówki mogłaby być do sufitu, reszta proporcjonalnie wysoka takoż. Pan posłuchał, ponotował, przysłał projekt.



Kuchnia jest jak widać mała, to właściwie kąt kuchenny, wiszące szafki tylko na jednej ścianie, bo na drugiej chcę mieć coś ciekawszego. Wszystko ma być oczywiście białe, ale rozumiem, że projekt byłby wtedy nieczytelny, stąd ten brąz. Uchwyty też mam w planie inne.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że pan sobie jak gdyby nigdy nic zabudował totalnie piecyk gazowy oraz kratkę wentylacyjną, co chyba nie jest najlepszym rozwiązaniem i on chyba powinien o tym wiedzieć. Ewentualnie zadziałała znowu zasada: klient płaci, klient wymaga, chciała wysokie te szafki to niech się dusi. 

Ciekawą bardzo sprawą są też ceny. Pierwszy pan za kuchnię zaśpiewał 2,5 tys. plus blaty, drugi pan 3,8 tys. z blatami. Panowie 1 i 2 rozpatrywali nieco inny pomysł na wiszące szafki niż ten widoczny na rysunku, ale to kwestia 1-2 szafek, jak widać. Pan numer 3 za realizację tego, co widać powyżej, życzy sobie 7 tys. Różnica z gatunku solidnych, uważam, zwłaszcza, że wszystkich panów prosiłam o zwykłe, białe, matowe lub półmatowe fronty, czyli nie ma różnicy w materiałach. Jak żyć i co wybrać, ja się pytam?! W ogóle nie wybierać żadnego z panów, jak Salomon zdecydować się na kogoś zupełnie innego...? Liczę na dzisiejszego pana, może on jakoś spór ten rozwiąże, a przynajmniej sprawę cennika naświetli. Na przykład: mógłby sobie zażyczyć czegoś w okolicach 4 tys. i wtedy byłoby jasne, kto tu odstaje i to poważnie. Mógłby tez chcieć 5-6 tys. i wtedy mogłabym spokojnie rysować sobie wykresy z cenami w xlsie, dobrze by wyglądały.

Batalia ze stolarzami to chyba dopiero początek, bo poza meblami wypada mieć jeszcze jakieś AGD. Lodówkę do zabudowy posiadam, ale piecyk, płyta i zmywarka czekają na mój (trafny) wybór. Wczoraj oglądałam płyty. Znajomość tematu mam taką, że równie dobrze mogłabym oglądać płyty chodnikowe, no ale starałam się dialogować na poziomie z panem sprzedawcą. Pan sprzedawca poinformował mnie, że najgorsze, co może spotkać płytę indukcyjną, to podłączanie przez elektryka, ponieważ "ciągle mamy wielu klientów, którym płytę podłączał elektryk, nawet z uprawnieniami, a podłączał tak, że przy pierwszym włączeniu szlag trafiał i płytę, i instalację". Oczywiście pan poleca swoich ludzi do podłączenia i nie wiem, czy to marketingowa ściema czy rzeczywisty poważny problem społeczny z tymi płytami?

W każdym razie, moi drodzy, czy chcecie tego, czy nie, temat kuchni będzie wracał jak łupież zimą. Postaram się przeplatać posty kuchenne jakimiś kotami i jedzeniem, żebyśmy wszyscy nie zwariowali.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz