25 października 2013

Kuchnia moja a w niej...

Kuchnia stoi. Patrzę na nią podejrzliwie, ona nieufne spojrzenie me odwzajemnia. Mamy jedną wciąż niezałatwioną sprawę - za cholerę nie mogę uruchomić zmywarki. Ale do rzeczy.

Meble przyjechały do mnie o 23:30 w piątek. W sobotę od świtu do zmierzchu pan stolarz mi je stawiał, wieszał, składał. Od zmierzchu do świtu sprzątałam pobojowisko, które zostawił. Niedziela zastała mnie w kuchni czystej, urządzonej, lecz wciąż bezużytecznej. Nie działał zlew, zmywarka, płyta, piekarnik... We wtorek o 20 przybył pan wszechstronny, gazowniko-hydrauliko-podrywacz, zamontował wszystkie te ustrojstwa i już o 23 miałam prawdziwą kuchnię. Choć to oczywiście tylko początek.


19 października 2013

Powoli po Woli

Biegam. Zainwestowałam w stosowne obuwie, wdzianko odpowiednie też mam, więc jestem biegaczką pełną gębą (i pustą kieszenią). I nie jest to jednorazowa przygoda, o nie!


(napisawszy powyższe usłyszałam chichot leżących pod grubą warstwą kurzu butów do wspinaczki, rakiety do squasha i owijek do boksu)


16 października 2013

Czekając na wyrok

W stresie jestem.

Całe życie byłam, jestem i pewnie niestety będę, panikarą. Nie powiem, że pesymistką, bo to brzmiałoby dumnie. Pesymizm to zrezygnowanie, to ponury spokój w stylu Kłapouchego, ma w sobie pewną godność, a mój stan ze spokojem, ani tym bardziej godnością, nie ma nic wspólnego. Moja panika jest blisko związana z histerią. Pewne ukojenie przynosi mi przeklinanie i truchtanie, którego nie nazwę bieganiem, bo biegać to biegał Chyra w filmie "W imię...", a ja tak raczej wypadam z domu i lecę przed siebie na oślep, mamrocząc przekleństwa pod nosem. Żeby nie latać tak bez sensu ustalam sobie jakiś cel, z reguły ambitny, jak sklep z owadem w nazwie. W wersji domowej chodzę po mieszkaniu, co nie jest zbyt kojące, biorąc pod uwagę nikły jego rozmiar, dlatego wiąże się to ze zwiększeniem natężenia przekleństw.

Denerwowałam się w tak w życiu może ze trzy razy. Pierwszy raz po maturze, w oczekiwaniu na wyniki. Drugi raz przed pewną bardzo ważną randką chyba z tysiąc lat temu, trzeci raz przy okazji ustnych egzaminów na studia doktoranckie. Patrząc na te sprawy z perspektywy wiem, że żadne z tych zdarzeń nie było warte nerwów i przeklinania, a 2/3 okazji mogłam sobie darować, nie iść, życie byłoby piękniejsze (matura się jednak przydaje, więc tego bym nie anulowała).

Obecnie stresuję się kuchnią. Tak, tak, to na tle cholernej zabudowy kuchni mam palpitacje, pocą mi się ręce, nie jestem w stanie skupić się na niczym dłużej niż 15 sekund i klnę tak, że strach odpisywać na maile od promotora, czy mi się coś tam nie zaplącze z tego, co mi się po głowie kołacze i na usta pcha.


11 października 2013

Perły przed wieprze

Mam ostatnio kryzys blogowy. Kryzys przyczyny ma dwojakie, czynne i bierne, czyli jednocześnie na tle blogowania aktywnego i czytelnictwa blogowego.

Czytanie blogów to zajęcie bardzo ryzykowne. Niestety, przychodzą  takie chwile w życiu człowieka, kiedy się za to bierze - tak po prostu, w ciemno, bo fejsbuk pokazał, że jakiś autor istnieje i tworzy, a że nic innego chwilowo nie było do roboty... Klika człowiek naiwnie, bezmyślnie, a potem musi szybko szukać środków opatrunkowych, bo nóż mu się w kieszeni z takim rozmachem otworzył, że przebił kilka narządów i krzesło porysował.

8 października 2013

God save bay windows!

Ten post miał być już dawno, z miesiąc temu chyba. Wróciłam wówczas z urlopu z aparatem pełnym zdjęć i głową pełną spostrzeżeń turystyczno-mieszkaniowych. Moje zdjęcia jednak przynajmniej chwilowo szlag trafił razem z komputerem, losy głowy nigdy nie są pewne, na wszelki wypadek więc spiszę, co myślę, posiłkując się zdjęciami z internetu.

LONDYN. Tak, tak, czerwone budki telefoniczne, piętrowe autobusy, William, Kate i reszta tej bandy, Big Ben, kiepskie jedzenie, boskie słodycze, uzależniające sklepy, wyraźna dominacja mocno opalonych obywateli, którzy gardzą językiem angielskim...

Na mojej prywatnej liście najważniejszych elementów składających się na Londyn są słodycze, słodycze, słodycze oraz te ich niesamowite wąskie domki.






(zdjęcia pożyczyłam z tego portalu TU)