21 listopada 2013

Proście, a będzie Wam.. tego...

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, było sobie eM. W eM zamieszkiwała eN oraz dwie kuchenki. Jakie dwie kuchenki - zapytacie na pewno. Ano dwie kuchenki: stara i nowa. Nowa kuchenka pojawiła się razem z nowymi meblami kuchennymi i zamieszkała w jedynym słusznym dla kuchenki miejscu w eM. Druga, czyli stara kuchenka, musiała przełknąć gorycz porażki, ustąpić miejsca nowemu pokoleniu kuchenek i zamieszkać w przedpokoju. Jak to w przedpokoju - zapytacie na pewno. Ano w przedpokoju - odpowie eN, zgrzytając zębami tak, że aż echo idzie po Tatrach.

17 listopada 2013

Wszystko albo nic

Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony, jak spadać to z wysokiego konia, a jak rozpieszczać się to tylko prawdziwą czekoladą. Niby wiedziałam to zawsze, ale wczoraj sprawdziłam. Wczoraj, wraz z Izoldą z Lets FIT together upiekłam ciasto czekoladowe z fasoli.

Izu, powiem Ci to na blogu, bo na żywo zapewne zarobiłabym z liścia. Zaraz po Twoim wyjściu pobiegłam (i nie jest to metafora taka) do najbliższego spożywczego. Po chwili, ponownie kłusem, wróciłam do eM. Zaparzyłam kawę. Otworzyłam Twiksa. I dopiero wtedy poczułam, że jestem człowiekiem szczęśliwym i spełnionym.


13 listopada 2013

Jak dobrze być blogerką!

Ze dwa posty temu przyznałam się, że jestem w przedurlopowej histerii, która nie pozwala mi się skupić na eM i prowadzi do zaniedbań w blogowaniu. Post ten, jak magiczne zaklęcie, odmienił moje życie na lepsze.




6 listopada 2013

W trosce o markę własną

Mój tata zasugerował, że powinnam powiadomić blogowo świat, że zmywarkę udało się uruchomić. Faktem jest, o zmywarce pisałam tylko negatywnie. "W realu" sytuacja uległa zmianie i obecnie pałam do zmywarki miłością namiętną, a blog o tym nie wie. Nie informowałam o tym bloga przede wszystkim dlatego, że moja przygoda ze zmywarką nie stawia mnie w najlepszym świetle. Przyznałam się tacie, że milczę w tej sprawie ze względów wizerunkowych. Mama zabrała wtedy głos (a moja mama zabiera głos mniej więcej tak, jak rewolwerowcy wyciągają pistolet i przeładowują) w celu powiadomienia mnie, że mojemu wizerunkowi blogowemu nic nie grozi, bo cały świat już wie, że jestem Bridget Jones.



3 listopada 2013

Niewierna eN

Zaniedbuję bloga, gdyż zaniedbuję eM, taka prawda.

Nie chodzi tu oczywiście o brud i inne formy zapuszczenia, ale o zaniedbanie mentalne. Mianowicie: knuję przeciwko eM. Planuję ucieczkę z niego i czuję na tym tle lekkie wyrzuty sumienia, objawiające się głównie unikaniem bloga. Jak wiadomo z literatury, zdradzający mężowie starają się wynagrodzić zdradę swoim biednym zdradzanym żonom za pomocą kwiatów i innych suwenirów, ja idę w zaparte i nic nie wynagradzam. Myślenie o ścianach kuchni, które czekają na szkło, poszło w las; plany dotyczące zakupu patelni, która nie będzie mi psuła naleśników, umarły śmiercią naturalną (zupełnie jak naleśniki). O czym więc tu pisać? Udawać, że się przejmuję, kiedy wcale się nie przejmuję...?