3 listopada 2013

Niewierna eN

Zaniedbuję bloga, gdyż zaniedbuję eM, taka prawda.

Nie chodzi tu oczywiście o brud i inne formy zapuszczenia, ale o zaniedbanie mentalne. Mianowicie: knuję przeciwko eM. Planuję ucieczkę z niego i czuję na tym tle lekkie wyrzuty sumienia, objawiające się głównie unikaniem bloga. Jak wiadomo z literatury, zdradzający mężowie starają się wynagrodzić zdradę swoim biednym zdradzanym żonom za pomocą kwiatów i innych suwenirów, ja idę w zaparte i nic nie wynagradzam. Myślenie o ścianach kuchni, które czekają na szkło, poszło w las; plany dotyczące zakupu patelni, która nie będzie mi psuła naleśników, umarły śmiercią naturalną (zupełnie jak naleśniki). O czym więc tu pisać? Udawać, że się przejmuję, kiedy wcale się nie przejmuję...?




Hola, hola, przejmuję się oczywiście bardzo. Niestety, zupełnie nie eM. Przejmuję się bardzo tym, że za miesiąc o tej porze będę po drugiej stronie globu, ewentualnie na drugim świecie, jak coś pójdzie nie tak z transportem (wiem mamo, że tak żartować nie wolno, ale brzóz tam chyba nie ma). Bycie bardzo daleko już za miesiąc rodzi miliony problemów i wątpliwości:

1. Wątpliwości natury odzieżowej: co mam spakować, żeby być przygotowaną na wszystko, a w co mam się ubrać w podróż i dlaczego do cholery internet na to pytanie odpowiada "w dresy"? Rozmawiam z internetem na temat przygotowań do podróży, a zwłaszcza lotu, intensywnie. W roli źródła wiedzy występuje tu głównie Victoria Beckham i inne osoby, które do zabierania głosu uprawnia liczba godzin spędzonych w powietrzu. No i dresy, dresy, dresy, cholera.

2. Wątpliwości natury kosmetycznej: w dużym skrócie - jak to zrobić, żeby po 14-godzinnej podróży wyglądać jak milion dolarów? Bardzo chcę wylądować w Houston bez konieczności powiedzenia swojemu odbiciu w lustrze: "Mamy problem...". Od razu wyjaśnię: torba na twarzy NIE jest rozwiązaniem. Ciemne okulary też nie.

3. Wątpliwości natury walizkowej: co do podręcznego, co do głównego? Co mi się przyda pod ręką, a co może zginąć tragicznie umieszczone w walizce? Czytam mrożące krew w żyłach opowieści o wybuchających szamponach i nie wiem, czy umieszczenie w bagażu perfum nie byłoby poważnym błędem. Dlaczego moja pasta do zębów nie występuje w małych tubkach? Dlaczego drogerie tak niechętnie dają próbki perfum (a już myślałam, że będę sprytna i wyeliminuję problem wożenia się z własnym flakonem)?

4. Wątpliwości natury kondycyjnej: jak to zrobić, żeby w mniej niż miesiąc stać się posiadaczką beach body? Nie oszukujmy się - każda normalna Polka w listopadzie zamienia depilator na czekoladę, o ile nie planuje zimowego wypadu do ciepłych krajów (albo o ile nie zrobiła tego w październiku). Czy głodówka i katorżnicze ćwiczenia przez miesiąc mają sens? Czy można zrobić tak, żeby głodówkę i ćwiczenia wziął na siebie ktoś, a ja bym przygarnęła efekty? Czy bardzo rozpaczliwym krokiem byłoby namalowanie sobie kratki na brzuchu samoopalaczem...?

5.  Wątpliwości natury kosmetycznej cz.2: jak się przygotować kosmetycznie do wyjazdu, żeby mieć kilka tygodni spokoju? Jako spokój rozumiem tu kwitnący stan o każdej porze dnia i nocy, bez konieczności laszczenia się godzinami. Naturalne piękno. Trwała ondulacja i wytatuowane brwi...?

6. Wątpliwości ogólne: co ja tam będę jadła, skoro nie lubię Oreo? Czy nikt mnie nie zastrzeli za brak samochodu? Czy dam sobie radę jako jedyna osoba w całym stanie bez pistoletu? Czy nauczę się walić w maski cudzych samochodów z gniewnym okrzykiem "I am walking here!"? Czy uda mi się wywalczyć ciepłe mleko do musli?

Słowo honoru daję i własnymi kończynami ręczę - jeśli znajdę odpowiedzi na te pytania, podzielę się. Jesli ktoś zna te odpowiedzi, może się podzielić (Victoria, Ty już nie, od Ciebie dowiedziałam się już chyba wszystkiego).

Na zakończenie zapożyczony z Pinterestu obrazek przedstawiający w ładnej formie to, co pewnie myśli sobie zdecydowana większość moich znajomych, z którymi wciąż i wciąż dzielę się obawami i wątpliwościami. W wersji prawdziwej gdzieś w okolicach tego "po prostu jedź" plącze się pewnie "w końcu" i "do diabła" i pewnie jakieś mocne pięcioliterowe słowo.




9 komentarzy:

  1. Myślę, że dobrze dać sobie prawo do paniki czy innej histerii => Smak pokonanych lęków jest tym bardziej oszałamiający :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się te obawy traktować jak wyzwanie. Głównie te kilogramowe;)

      Usuń
    2. Znalazłam niezłą metodę ostatnio i o ile na dłuższą metę niekoniecznie się sprawdza, bo wymaga powtarzania, to na krótkie momenty przynosi niezłą ulgę. Otóż, jako że my baby jesteśmy nieziemsko niesprawiedliwe wobec swoich ciał, zamiast w lustro spójrz w oczy przyjaciół. Niech Oni powiedzą co widzą i tego się trzymaj :)

      Usuń
    3. To jest bardzo dobra myśl! Jak będę przy tym trzymała w ręku pistolet to nawet odpowiedzi będę na pewno miłe;).

      Usuń
    4. hahaha zaplułam monitor - dzięki za zdrową dawkę śmiechu :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja zaniedbuję bloga. Gdyż kolejny raz będę się przeprowadzał. Nie chcę nic mówić, ale to wszystko przez panią Tereskę. Choć nie tylko. Rodzice tak mówią. Dlaczego - nie wiem. Ale jakoś im wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olaboga, Żuniu, miałeś już w swoim krótkim życiu więcej baz niż ja w swoim długim. Cygańska z Was rodzina!

      Usuń
  4. JA to jeszcze nic. Słyszałem któregoś razu, jak mama do taty mówi, że to już jej 24 baza będzie. W życiu.

    OdpowiedzUsuń