13 listopada 2013

Jak dobrze być blogerką!

Ze dwa posty temu przyznałam się, że jestem w przedurlopowej histerii, która nie pozwala mi się skupić na eM i prowadzi do zaniedbań w blogowaniu. Post ten, jak magiczne zaklęcie, odmienił moje życie na lepsze.






Po pierwsze, natychmiast po publikacji TEGO rozpaczliwego posta o tym, że nie wiem, jak się do wyjazdu przygotować, jak przetrwać lot i co zrobić, by na lotnisko wyjść z twarzą, a nie śladem po oponie, dostałam wspierającą wiadomość od Pink Dodo. Pink Dodo to kosmetyczka z głową na karku, więc nie tylko przysłała mi słowa otuchy, ale też listę produktów, które są mi potrzebne oraz zabiegów, którym powinnam się poddać. Sytuacja na froncie kosmetycznym wydaje się obecnie opanowana, choć wiedzieć na pewno będę to dopiero za jakieś trzy tygodnie.

Będzie to stanowcze zaprzeczenie mojej zasadzie blogowania tylko o eM i okolicach, ale na pewno nie zachowam tych doświadczeń tylko dla siebie. Dodo jest człowiekiem rozsądnym i empatycznym, z uwagi na to, że znamy się i widujemy prywatnie, a część zalecanych zabiegów powinna odbywać się przy braku odzieży, ta najbardziej wrażliwa kosmetyczka na świecie zaproponowała, żebyśmy założyły na głowy papierowe torby! Rozwiązanie uważam za genialne, na pewno nie będę się czuła skrępowana, kiedy różne dziwne rzeczy będzie mi robiła anonimowa papierowa torba. Papierowa torba na mojej głowie pozwoli mi się zrelaksować chociażby poprzez ograniczenie widzenia.

Po drugie, na moje dramatyzowanie na tle "jak to zrobić, żeby założyć bikini bez żenady?" odpowiedziała Izolda, czyli Lets FIT together. Izolda, jako specjalistka od życia w zdrowiu i szczupłości, wspiera radą, pomocą i dobrym przykładem. Przede wszystkim jednak, jako specjalistka od mojego żywienia, zna moją najsłabszą stronę i najgorsze uzależnienie - czekoladę:(. Tak, czekolada to jedyny produkt spożywczy, dla którego mogłabym zabić i najpoważniejszy wróg mojej potencjalnej szczupłości. Izolda postanowiła więc zawalczyć z tą słabością sposobem i zamiast mi zabronić, zakazać, krzyczeć i bić, zaproponowała stworzenie substytutu, czyli wspólne pieczenie dietetycznego ciasta czekoladowego z fasoli, żeby eN była syta, a ubytek w wadze widoczny. Już w sobotę odkryję ten nowy słodyczowy świat, również nie omieszkam się podzielić wrażeniami.

Po trzecie, post ten stanowił czytelny przekaz dla otoczenia "w eN obudził się psychol, dzizas". Od kiedy go opublikowałam, cały świat mówi mi, że jestem szczupła. Bardzo to miłe, a ja zakładam szczerość takich zapewnień;). Wczoraj usłyszałam, że wyglądam już jak szparag i komplement ten trafił na listę moich ulubionych.

Po czwarte, dopiero ten post sprawił, że moja koleżanka z liceum, niewidziana, niesłyszana i nieczytana od wieków postanowiła dać mi znać, że mnie czyta. Po niemal dwóch latach blogowania to jest coś! Przeżywamy obecnie towarzyski drugi miesiąc miodowy - przesyłam tulaski, kisiaczki i pozdrowionka;).

Po piąte, ostatnie, lecz nie takie najgorsze - napisanie tego posta przyniosło mi ulgę, a to jest bezcenne.

Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze wśród czytelników jakiejś szafiarki, która wsparła by mnie w kompletowaniu odzieży na temperatury od 0 do 15 stopni z prawdopodobieństwem zaliczenia znacznie wyższych... No ok, nie musi być szafiarka, może być rozsądny człowiek. Mamoooooooooo!


2 komentarze: