29 grudnia 2013

To lubię! 10 powodów by pokochać USA, cz. 1

Zanim przejdę do rzeczy, kronikarski obowiązek pcha na usta me i pod palce następujący komunikat:

wszelkie moje ochy i achy zamieszczone w poniższym tekście z całą pewnością odnoszą się do Teksasu. Generalizowanie w tej sprawie jest podobno groźne. Nie wiem, nie sprawdzałam, więc się nie kłócę, gdy lepiej obeznani ze sprawą strofują mnie, pouczają, a każde "Americans" zmieniają na "Texans". No to proszę bardzo, 10 zjawisk, które sprawiły, że straciłam głowę dla krainy, w  której kowbojki nigdy nie są passe. Na razie część pierwsza, czyli TOP 3, bo każde pozytywne zjawisko wymaga zaskakująco długiego komentarza.


23 grudnia 2013

Święta w eM



No i mam, pierwsze poniekąd Święta w eM. "Poniekąd Święta", bo na strategiczne dni uciekam do Olsztyna, ale jednak Święta. Oczywiście, bystrzy czytelnicy kojarzą fakt, że w eM mieszkam stanowczo dłużej niż rok, a w zeszłym roku nikt - przynajmniej oficjalnie - Świąt nie odwołał, czyli coś w tym pierwszym razie śmierdzi.


17 grudnia 2013

Houston, nie mamy żadnego problemu!

- Pierwszy raz w USA? - zapytał pan borykający się z imigrantami na lotnisku w Houston, biorąc do ręki mój paszport.
- Tak - odpowiedziałam głęboko zmęczona, ale też podekscytowana i przestraszona świadomością, że jestem tuż obok szklanej ściany, za którą czeka na mnie zupełnie nowa przygoda.
- To świetnie, że wpadłaś, nic tak nie cieszy Stanów Zjednoczonych jak wizyty pięknych kobiet.

I wtedy wyrosły mi mentalne skrzydła na tle wizerunkowym i z całkowitym spokojem i radością pofrunęłam na spotkanie przeznaczenia. 

Trzy minuty później moje przeznaczenie, usłyszawszy uroczą anegdotę o przemiłym urzędniku, wycedziło przez zęby: "Wszędzie ci cholerni latynosi i ich głodne kawałki!", co jedynie potwierdziło, że na każdym kontynencie otaczają mnie ludzie złośliwi i podli, ale absolutnie nie odebrało mi przekonania, że jestem królową lotniska.

Aha, ten pan NIE BYŁ LATYNOSEM. Słowo.