23 grudnia 2013

Święta w eM



No i mam, pierwsze poniekąd Święta w eM. "Poniekąd Święta", bo na strategiczne dni uciekam do Olsztyna, ale jednak Święta. Oczywiście, bystrzy czytelnicy kojarzą fakt, że w eM mieszkam stanowczo dłużej niż rok, a w zeszłym roku nikt - przynajmniej oficjalnie - Świąt nie odwołał, czyli coś w tym pierwszym razie śmierdzi.


 

Ano: rok temu, jak i w latach wcześniejszych, byłam nieszczęśliwym człowiekiem na etacie. Oznacza to, że okres przedświąteczny spędzałam w korpo, wgapiając się w całkowicie nieświąteczne dane wypluwane przez komputer, a ziemistą mą cerę, czyli niemal korpo mundurek, podkreślał blask światełek na korpo choince, który w tych okolicznościach kojarzył się bardziej z prosektorium niż radosnym oczekiwaniem.  24 grudnia roku pańskiego ubiegłego zakończyłam szychtę i - jak na słoika przystało - poturlałam się w rodzinne strony, prosto do stołu. 26 grudnia roku pańskiego ubiegłego powróciłam do eM, zimnego i ciemnego, by iść spać, bo rano znów musiałam stawić się w Mordorze. Wszelkie "hołhołhoł" kojarzyło mi się wówczas tylko z obcowaniem z tłumem w centrum handlowym, zaś same dni świąteczne były niekończącym się pasmem obżarstwa. 

W tym roku jest inaczej. Etat zastąpiła aktywność zawodowa prowadzona na własną, drżącą niekiedy rękę. Ziemisty odcień oblicza zniknął, pojawiły się za to podkrążone w wyniku pisania nocą oczy, jednak wbrew pozorom jest to zmiana na lepsze. Straciwszy etat zyskałam godność, dawno niewidzianą wolność i - jak się okazało - Święta. Praca z domu pozwoliła mi odkryć urok wszelkiego bożonarodzeniowego badziewia, dała szansę słuchania świątecznych piosenek w kółko przez kilka dni, pozwoliła na pełne, zwłaszcza kulinarne, zaangażowanie się w okolicznościowe spotkania towarzyskie. Tak bardzo Świąt nie czułam od czasów głębokiego dzieciństwa. W związku z tym uwag kilka:

 1. Nie twierdzę, że jedyną szansą na pełne przeżycie Świąt jest utrata pracy etatowo-biurkowej, ale osobiście nie widzę innego sposobu. 

2. Świąteczny wystrój to jest to!


  Jako posiadaczka kota musiałam zrezygnować z tradycyjnej choinki, ale taka też świeci i klimat robi (bardzo proszę nie współczuć mi i nie użalać się nad moim losem i choinką. Ja ją naprawdę lubię!). 

Jedna uwaga: jakość musi kosztować, jeśli chodzi o choinkowe światełka. Zainwestowałam w moje 10 zł w sklepie "Wszystko od 2 zł" i umarły mi w drodze do domu, tzn. w sklepie działały, a 5 minut później w domu już nie. Są plusy w tym minusie, wymieniono mi je na inne. Owe inne umarły dopiero następnego dnia. 

3. Świetnym patentem jest kupowanie ozdób świątecznych po Świętach. Cały mój świąteczny stan posiadania (poza lampkami) kupiłam w Home&You w styczniu, przecenione o 60%. Ok, może się człowiek trochę niecierpliwi przez te 11 miesięcy bezsensownego posiadania takiego sprzętu, ale jak przychodzi ten dzień, kiedy można ujawnić takie skarby, to hohoho!


 4. Najlepszym z najlepszych pomysłów jest dostawanie świątecznych gadżetów w prezencie;). Oto jedno z dóbr darowanych mi niedawno za wielką wodą. Widoczne na zdjęciu dobro składa się z miseczki i takiego płaskiego narzędzia do nakładania zawartości tejże miseczki (jeśli ktoś zna tego profesjonalną nazwę, będę wdzięczna za ujawnienie). Płaskie narzędzie niebezpiecznie przypomina nóż, a że miałam je w bagażu podręcznym, zagwarantowało mi bliskie spotkania z obsługą każdej bramki na każdym lotnisku (nie polecam).



 5. Świąteczne ciastka. Ciasteczka gwiazdki, reniferki, bałwanki, cholera wie co. Roześmiane buzie dzieci na reklamach, gdy tak sobie pyk-pyk wycinają te słodkie kształty, duma na obliczu matki ładującej do piekarnika wytwory pracowitych dziecięcych dłoni, duma na obliczu ojca pochłaniającego gotowe wypieki... Znacie? Ja znałam. Teoretycznie. Praktyczne zapoznanie z tematem skończyło się gorszym rozczarowaniem niż sprawa (nie)istnienia Mikołaja. 


 Ona i ja, ja i ona. Dwie dorosłe kobiety z wyższym wykształceniem. Cztery dłonie, w tym dwie podobno wyjątkowo sprawne (to nie o mnie). 

Cel: ciastka w dwóch odmianach - waniliowe i cytrynowo-cynamonowe. 

Przyczyna zamieszania: wigilia u znajomych, na której z pustą łapą pojawić się nie wypadało. 

Przyczyna wyboru tego "dania": zakupiłam na urlopie foremkę w kształcie gwiazdki-śnieżynki i zapowiedziałam, że jeśli nie zrobimy ciastek, będę te gwiazdki i tak wyciskać, choćby w schabowych. Stanęło na ciastkach i przepisach w rodzaju "proste wypieki, które zajmą Wam na chwile dzieci w czasie przygotowań do Wigilii". 

Efekt: niezłe ciastka (w ogromnej ilości, żeby nie było, że tylko ten jeden talerz)



Oraz: cały cholerny dzień w plecy. Mimo profesjonalnego sprzętu (gwiazdka!) nadawanie ciastkom pożądanej formy przypominało rzeźbienie w wyjątkowo kruchym betonie. W kosmos wysłałyśmy wiele brzydkich słów i mnóstwo negatywnej energii. Mojej najlepszej przyjaciółce niechęć do ciastek zostanie pewnie do końca życia. Ja jestem niestety za bardzo ciastkożerna, żeby w ten sposób przeżywać traumę. Ja ją zajadłam. Ciastkami, oczywiście. Ktoś mi kiedyś powiedział, że wspólne gotowanie to najlepsza gra wstępna. Nie pamiętam, kto to był, ale pewna jestem, że w życiu ciastek nie robił.



Reasumując: ciastka są bardzo ważnym elementem Świąt. Polecam czekoladowe z nadzieniem czekoladowym z Auchan. Mają je też w Simply. Coś koło 3 zł za paczkę. Jak komuś zależy mogę sobie przypomnieć nazwę.

6. Prezenty. Okres przedświąteczny to podobno czas kupowania prezentów. Mówię "podobno", ponieważ ze zdecydowaną większością najbliższych mi osób, przede wszystkim zaś z rodziną, mam pozawierane umowy w rodzaju: "nie dajemy sobie prezentów na Święta". To są bardzo dobre umowy. Dzięki takim umowom okres przedświąteczny można przeżywać z dala od świątyń handlu. Można to oczywiście uznać za buractwo lub lenistwo, mam jednak na to wiele pełnych godności odpowiedzi w rodzaju: "w Świętach nie chodzi o prezenty, ale o bliskość". Osobiście polecam zawieranie takowych umów, sprawiają one, że Święta wiążą się ze znacznie mniejszym stresem.

7. Życzenia. Nie lubię składać życzeń, bo zwykle mówię coś spontanicznie, czyli bezsensownie. Specjalnie dla Was, moi drodzy Czytelnicy, zwolennicy i hejterzy, wszyscy ci, którzy trafili tu w w wyniku wpisania frazy w rodzaju "ciastka świąteczne" i srogo się zawiedli, przygotowałam wersję pisaną, czyli teoretycznie bardziej przemyślaną:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz