29 grudnia 2013

To lubię! 10 powodów by pokochać USA, cz. 1

Zanim przejdę do rzeczy, kronikarski obowiązek pcha na usta me i pod palce następujący komunikat:

wszelkie moje ochy i achy zamieszczone w poniższym tekście z całą pewnością odnoszą się do Teksasu. Generalizowanie w tej sprawie jest podobno groźne. Nie wiem, nie sprawdzałam, więc się nie kłócę, gdy lepiej obeznani ze sprawą strofują mnie, pouczają, a każde "Americans" zmieniają na "Texans". No to proszę bardzo, 10 zjawisk, które sprawiły, że straciłam głowę dla krainy, w  której kowbojki nigdy nie są passe. Na razie część pierwsza, czyli TOP 3, bo każde pozytywne zjawisko wymaga zaskakująco długiego komentarza.




1. Ludzie. 

Moje drogie Panie, która z Was wie, jak to jest, kiedy człowiek odstawi się jak mrówka na święto lasu, cudem jakimś osiąga poziom atrakcyjności modelek Victoria's Secret albo zmienia w sobie coś drastycznie, ale tak niezwykle udanie, że puchnie z dumy na widok własnego odbicia w każdym lustrze, wystawie sklepowej i mijanej kałuży, a osoba, na której cześć wszelkie te wysiłki zostały podjęte, której psim obowiązkiem jest wykazanie podziwu i zachwytu, nie tylko nie docenia, ale nawet nie zauważa? OK, wszystkie wiemy, jak to jest. Każda - przynajmniej heteroseksualna - kobieta zna ten ścisk w gardle, te wzbierające potoki łez, myśl kołaczącą się po głowie jak ostatnia deska ratunku przed kompleksami i frustracją: "To tylko facet, czego się spodziewałaś...".

Drogie Panie, dzieje się tak chyba wszędzie, ale nie w USA. Amerykański facet może być ślepy na zmiany, głuchy na sugestie, może mieć zaawansowany daltonizm i brak powonienia. Za amerykańskim facetem stoi bowiem naród - i nie jest to żaden tani pseudopatriotyzm. Teksańczycy i Teksanki to ludzie mili, otwarci i szalenie gadatliwi. Niby nic bardzo niezwykłego, a jednak w praktyce totalna magia.

Kilka razy w Polsce zdarzyło mi się, że obca kobieta na ulicy pochwaliła coś, co miałam na sobie. Za każdym razem pochwała była jednak dwuetapowa: najpierw entuzjazm, a potem praktyczna ciekawość, czyli "Piękna bluzka, gdzie ją kupiłaś?". Taka uwaga zawiera wyraźny komunikat: "Piękna bluzka, chcę ją mieć!". Szczęście w nieszczęściu, w moim przypadku, niemal każde takie zdarzenie wiązało się z jakimś nabytkiem z podróży i zawsze rozczarowywałam zachwycone panie odpowiedzią.

W Teksasie, zarówno na prowincji, jak i w Dallas, Houston czy Austin, w sklepie, na ulicy, w kinie, muzeum i na imprezie, naturalne są komunikaty całkowicie obcego otoczenia: "Świetne spodnie!", "Genialne buty!", "Boże, jaka jesteś stylowa!". W moim prywatnym rankingu pochwał wygrała pani, która powiedziała, że mam piękne kości policzkowe, bo prawdę powiedziawszy, nigdy ich u siebie nie zauważyłam. Wysoko wyceniłam też zachwyty pewnej staruszki nad moją fryzurą. Poza rankingiem znalazła się pani, która zaczepiła mnie w centrum handlowym pytaniem: "Przepraszam, jesteś Niemką? Wyglądasz zupełnie jak Niemka!". Pani była z Korei, może to ją jakoś tłumaczy. Ciepło wspominam parę, która zapytała mnie, czym pachnę, bo chcieliby kupić moje perfumy córce. Można to uznać za pewną interesowność, ale dodać warto, że po konwersacji na temat perfum zapytali, czy jestem sama na zakupach i czy nie potrzebuję odwiezienia do domu, bo okolica nie jest bezpieczna.

Podsumowując: jeśli jesteś przypadkiem w Teksasie i czujesz się jak młoda bogini, przespaceruj się po centrum handlowym albo zwykłym spożywczym, pokręć się przy stacji benzynowej, a przynajmniej postój pod skrzynką na listy - ktoś na pewno potwierdzi, że Twój samozachwyt jest uzasadniony. Jeśli jesteś przypadkiem w Teksasie i wyglądasz jak koszmar senny, zrób to samo - ktoś na pewno zauważy w Tobie coś ładnego i na pewno zupełnie bezinteresownie Ci to powie. Wszelkie komplementy, na których zależy Ci najbardziej będą już tylko wisienką na torcie. Jeśli ich zabraknie, to bardzo możliwe, że nawet braku tej wisienki nie zauważysz, niesiona falą anonimowego zachwytu.

2. Ludzie.

Niby to samo, a jednak inaczej.

Na początku szalenie frustrowało mnie, że wszyscy ludzie, z którymi rozmawiam, nawet jeśli rozmowa polega na płaceniu za coś w sklepie czy zamawianiu jedzenia, pytają mnie, skąd jestem. Czułam w tym pytaniu podtekst: "Jesteś obca" i uznawałam za obelgę. Z czasem jednak zauważyłam, że konwersowanie z obcymi ludźmi przy każdej okazji jest tam całkowicie naturalne, że akcent to pierwsze, na co zwracają uwagę w moim przypadku, ale gdybym nie miała akcentu, zadaliby inne pytanie, tylko po to, żeby je zadać, żeby zacząć jakoś rozmowę. Podobny cel mają często też omówione wcześniej pochwały, niekiedy są tylko wstępem do rozmowy, która stanowi w Teksasie niezwykłą wręcz wartość.

Koleżanka powiedziała mi, że jej teksańska do szpiku kości mama była szalenie sfrustrowana, kiedy pojechała do Nowego Jorku i po swojemu, naturalnie i szczerze, na widok każdego człowieka się cieszyła, każde spotkanie, chociażby z ekspedientką w sklepie, traktowała jak niespodziewaną Gwiazdkę, ale zamiast typowego, równie ciepłego odzewu napotykała chłód i całkowity brak zrozumienia. Boję się myśleć, jak teksańska mama koleżanki zareagowałaby na relacje panujące w mojej kamienicy, na niechętne "dzień dobry" wycedzone przez zęby, na absolutny brak zainteresowania wymianą świątecznych ciastek z sąsiadami, że o jajkach rozbitych swego czasu na samochodzie moich rodziców nie wspomnę.

3. Ludzie.

Interesowanie się innymi ludźmi, okazywanie im tego zainteresowania i nieustanne chwalenie to nie jest tylko energia bez sensu wysyłana w kosmos - za częścią konwersacyjną, jeśli trzeba, zawsze idzie pomoc. Jeśli tylko można się komuś przydać do czegoś - trzeba to zrobić. Jakiś pan na stacji kolejki oddał mi swój bilet, bo widział, że nie ogarniam biletomatu, jakaś pani zapytała mnie, czy nie potrzebuję pomocy, bo miałam zagubiony wyraz twarzy.

Ta nieustanna interakcja i chęć niesienia pomocy ciekawie kontrastuje z równie powszechnym poczuciem zagrożenia - o tym mowa będzie w poście o wadach Amerykanów. W skrócie jednak: zdarzyło nam się pewnej nocy jechać niemal pustą ulicy, na której znajdowało się tylko dwóch facetów spychających na pobocze ewidentnie zepsuty samochód. Sytuacja jak z programu "Uwaga TVN", ja miałam zawał, ale mój teksański towarzysz zareagował bardzo typowo dla tego regionu: wyskoczył z samochodu, żeby pomóc, ale mnie zamknął na cztery spusty w aucie i prawie wepchnął mi giwerę w rękę, bo przecież to może być pułapka i ktoś mi może coś zrobić.

Przez moment miałam taki plan, że zacznę być miła dla ludzi, ale...

Do Warszawy powróciłam bardzo zmęczona i nieco zagubiona, wyszłam z lotniska, wsiadłam do taksówki i dopiero wtedy tknęło mnie, że chyba mam mało stosownej waluty. Z ulgą dostrzegłam na szybie oznaczenia sugerujące, że mogę zapłacić kartą. Ucieszyło mnie to tak bardzo, że aż się tą radością postanowiłam podzielić z kierowcą, powiedziałam coś w rodzaju: "Całe szczęście, że można płacić u Pana kartą, bo mielibyśmy trochę problem...", na co pan zahamował tak gwałtownie, że niemal pozbawił mnie uzębienia i zawołał gniewnie: "Jaką kartą, żartuje Pani? Żadnych kart, tylko gotówka!". Resztę drogi do domu (z postojem przy bankomacie) spędziłam wgapiając się w te cholerne naklejki na szybie, ewidentnie sugerujące większą otwartość płatniczą pana kierowcy.

Dzień po powrocie zrozumiałam, że samą depresją człowiek żyć nie może i że muszę kupić jakieś jedzenie. Carrefour Express, znajdujący się dwie minuty od eM, mógł w pełni zaspokoić moje wyrafinowane potrzeby żywieniowe, udałam się więc tam, wyszukałam stosowne produkty, a dialog z kasjerką wyglądał następująco:

Ja: Dzień dobry.

Pani: ....

Pani bez słowa skasowała moje zakupy, niechętnym ruchem głowy wskazała należność, przyjęła pieniądze, wydała resztę. Wiem, że Carrefour zatrudnia, a przynajmniej zatrudniał swego czasu, osoby niepełnosprawne, była (lub jest) to fantastyczna inicjatywa, ale ta pani na pewno nie była osobą głuchoniemą

Ponieważ nic nie koi zszarganych nerwów tak, jak wizyta u fryzjera, udałam się do stosownego przybytku. Pani fryzjerka posadziła mnie na fotelu i powiedziałam, że musi się tylko upewnić, czy dobrze kojarzy, że ma 15 minut do następnej klientki. Zajrzała w zeszyt i pobladła gwałtownie, do fotela powróciła z nieco niezrozumiałym dla mnie krzykiem: "O nie, teraz przyjdzie ONA, szlag ją trafi jeśli będzie musiała czekać chociaż chwilę!!!". Nie wiem, kim jest ONA, ale z uwagi na nią fryzjerka postanowiła pobić rekord świata w strzyżeniu na czas, nie umyła mi włosów, nie zwilżyła ich niemal spryskiwaczem, połowę wyrwała przy rozczesywaniu, a połowę, która się cudem ostała na czaszce, obcięła tak, że musiałam się w domu w kilku strategicznych miejscach poprawić, ale i tak wyglądam jak zaczarowany ołówek.

Nie mam żadnych zdjęć, by zobrazować ten post, mogę więc polecić PIOSENKĘ, która stanowiła podstawę ścieżki dźwiękowej mojego powrotu do domu, z drugiej zaś strony pięknie i prosto tłumaczy, do czego potrzebne są stany graniczne, np. tęsknisz za słońcem, kiedy pada śnieg, tęsknisz za USA, kiedy ścierasz się z buractwem.

Kolejne 7 punktów to nie będą "Ludzie", słowo:). Będą też zdjęcia, bo niby czemu nie.


2 komentarze:

  1. W pewnym momencie zaczęłam czekać na zdanie o tym, jak w akcie miłości do bliźniego zdzierasz bluzkę, żeby ani nie musiała szukać po całej stolicy ;) Ale domyślam się, że jaki bliźni takie gesty, więc ród inny niż Teksański nie ma co liczyć na podobne akcje.
    Ps. A na serio - zazdroszczę poznania tej drugiej strony lustra i współczuję aż tak brutalnego starcia z naszą pyrlandzką rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy cierpisz finansowo lub potrzebujesz pilnie gotówki, aby zapłacić rachunki? nie martw się więcej, bo nie jest z dala można zarobić pieniądze bez stress.You mogą zmienić swoje życie w ciągu zaledwie 18 godzin. kontaktowy (nieograniczona liczba hakerów) dla pusty [ATM SMART CARD] dzisiaj i być wśród tych szczęśliwców, którzy korzystają z tej karty. Ten PROGRAMMED puste ATM kart inteligentnych jest zdolny do włamania do dowolnego bankomatu, w dowolnym miejscu na świecie. Muszę o tym Puste karty ATM, kiedy szukając pożyczki pożyczkodawcy w Internecie około miesiąca ago..It naprawdę zmienił moje życie na dobre i teraz mogę się z moją rodziną. Najmniej pieniędzy mam w ciągu dnia z tej karty wynosi około $ 5000. Codziennie mam wystarczająco dużo pieniędzy, aby dbać o mojej rodzinie. Chociaż jest nielegalne, nie ma ryzyka, że ​​zostaną złapani, ponieważ został zaprogramowany w taki sposób, że nie jest zdolny, a także to czyni CCTV bezużyteczne podczas cofania szczegóły money..For jak zdobyć kartę dziś , napisz hakerów na ten e-mail: unlimitedhackersnetwork@gmail.com

    OdpowiedzUsuń