5 stycznia 2014

Cerata ma zapach lata

Jeśli nie chcesz mojej zguby, metr ceraty kup mi, luby! A właściwie dwa metry.

Ale od początku: z okazji wielu okazji, tzn. Świąt, Nowego Roku, Trzech Króli... Ok, z okazji wolnej soboty, doborowego towarzystwa i odrobiny wolnych środków pieniężnych, udałam się do M1. Dla niezorientowanych: M1 to takie bardzo przyjemne miejsce, w którym znajduje się IKEA, Leroy Merlin, TK MAXX z działem meblowym (mini, mini), Domoteka i wiele innych sklepów, w których chciałabym zamieszkać.


Wycieczka do IKEA nie była podyktowana żadną konkretną potrzebą, poza tym, że była to potrzeba serca. Oznacza to, że byłam otwarta na wszystko, co czekało na mnie na tej wielkiej powierzchni. Zainwestowałam w rzeczy niezbędne (takie jak otwieracz do wina - ostatni nie przeżył Sylwestra, nie polecam korkociągów z Pepco), rzeczy rozsądne (zestaw "podklejek" pod krzesła, żeby nie rysowały paneli), ale potrzebowałam czegoś ekstra.

Wybitnie brakuje mi akcesoriów do przyozdobienia stołu - jak wnikliwi obserwatorzy mogli odnotować, wszelkie moje jedzeniowe posty mają niezmienne, biało-czerwone tło i nie jest to efekt mojego gorącego patriotyzmu, tylko brak obrusów. Serwet, bieżników, podkładek - wszelkich tekstylnych uprzyjemniaczy jedzenia. IKEA nie miała dla mnie niczego gotowego, ale ich dział z materiałami zaspokoił moje potrzeby. Zainwestowałam w dwa metry drobnej, szarej kratki. Idealne tło dla kolorowych naczyń, serwetek, podkładek. W domu znalazłam sporo różnych ścinków materiałów, które przerobić zamierzam na owe podkładki.




Oczyma wyobraźni widziałam siebie, kiedy serwuję wykwintne dania w wykwintny sposób, na moim pięknym stole przyozdobionym w różne odcienie szarości i barwy spokrewnione. Tak, to było szczęście.

A potem wyszłam z IKEA na szary parking pod szarym niebem i przed oczami przeleciało mi całe życie mojego stołu. Stół opisałam już kiedyś w tym poście TU. Mój piękny, osobiście odrestaurowany stół sprzed wojny. Mój komputer na tymże stole stojący dobę całą, przeważnie włączony i grzejący blat. Mój kot po tymże stole biegający, na nim śpiący, siedzący, jedzący... Cysterny herbaty, tony jedzenia, kilogramy okruszków. Sierść, kurz i inni nieproszeni goście. Wyobraziłam sobie w tej scenerii mój delikatny, szary obrus, serweteczki w motyw kwiatowy...

Decyzja podjęła się sama. Kroki skierowałam do Leroy Merlin, a myśli poszybowały do krainy dzieciństwa, działki dziadków, ceraty na stole. Cerata! Czy takie coś istnieje jeszcze? - pytałam siebie. Czy używać się da z godnością? Leroy Merlin posiadała takie wyroby, nawet kilka opcji. Jedna brzydsza od drugiej... Przed oczami stanęły mi kocie pazurki i podjęłam decyzję, ceratowa łączka, dwa metry bieżące.



Po pierwsze: cerata ma zapach lata, niepodrabialny zupełnie, trochę cukierkowy, trochę gumowy. Nie jest to zaleta ani wada, fakt po prostu. Albo mija, albo się można przyzwyczaić, dziś już nie drażni. Po drugie: kot zupełnie się nią nie interesuje i to jest poważna zaleta. Po trzecie: wiosenny wystrój może dziwić w styczniu, ale w domu zrobiło się pod wpływem tej łączki jakoś jaśniej i zabawniej. Po czwarte: jak na ceratę przystało, jest doskonale prosta w obsłudze. Po piąte: czuję, że w tejże ceracie tkwi potencjał, widzę na niej słomkowe podkładki, kolorowe kubki i owoce (wcale nie plastikowe). Widzę dzieci biegające wokół stołu, polewam im tosty syropem klonowym... a nie, to nie ta fantazja.

W każdym razie: wróciłam do domu z ceratą. Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie, trochę mi było dziwnie. Obrus rozumiem, serwetę retro - zrozumiałabym, ale cerata? Z reguły, kiedy nie mogę się odnaleźć (w sensie terenowym oraz życiowym), proszę o radę Google, tak więc zrobiłam i tym razem. Okazało się, że obrusy z ceraty to towar popularny, na wielu stronach dostępny, w wielu całkiem interesujących odmianach. Interesujące graficzne wzory znalazłam TU, a TU nawet jedną z Jamesem Deanem. Zobaczymy, jak się moje pożycie z ceratą rozwinie, może się polubimy i powiększę kolekcję. Jeśli ktoś chce poznać ceratę osobiście - należy być niespodziewanym gościem, bo spodziewani zastaną raczej obrus na bogato.


7 komentarzy:

  1. I ja szukałam ceraty ostatnio. Ale w Olsztynie mnie się znaleźć nie udało. Na aliegro wejszłam, a tam - owszem - cerata, za jakieś złoty coś. Ale żółta i zielona krata na stanie tylko. W dodatku koszt wysyłki piętnastokrotnie przewyższający koszt ceraty. I odmówiłam sobie tego luksusu. Może spadnie mi jakaś cerata z nieba. Jak leżanka znienacka, kawałek kanapy na klatce schodowej przez chłopaków spod dwójki zaoferowany, gdy siostrze drzwi szłam otworzyć. Bo domofon zepsuty.

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętam zapach ceraty.... i dźwięk "rozklejania" nowej tuż przed położeniem na babciny dębowy stół. Wtedy wydawała mi się to profanacja ów mebla. Dziś mi tego brak...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nabrałam dzięki Tobie odwagi. Bo mój stół kuchenny straszy golizną właśnie z powodu wizji wszystkich ew. plam i okruszków na obrusach. On urodą nie grzeszy, ja natomiast nie wyobrażam sobie zmian obrusowych co drugi dzień. Może zatem cerata - jednak ? :)
    Dawaj znać jak się sprawuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cerata się jeszcze pojawi na pewno:)

      Usuń
  4. A ja właśnie też wróciłam do ceraty, kiedyś nawet bym nie pomyślała, ale odkąd mam przedszkolaki cerata to moje zbawienie. Dzisiejsze ceraty są naprawdę bardzo ładne, mnóstwo wzorów

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak wywabic intensywny zapach ceraty, znacie jakieś sposoby?

    OdpowiedzUsuń
  6. A jak wywabic intensywny zapach ceraty, znacie jakieś sposoby?

    OdpowiedzUsuń