14 stycznia 2014

Za ceratę moją i Waszą!

Są ludzie, którzy rodzą się, by robić rzeczy wielkie, nie widzę powodu, by to ukrywać - należę właśnie do takich osób. Od zawsze wiedziałam, że stanę kiedyś na czele rewolucji, nie byłam tylko pewna, w jakiej sprawie będzie ta rewolucja. Prawa kobiet, zwierzęta, autonomia Śląska? To już było, moja rewolucja powinna być nie tylko rewolucyjna, ale też innowacyjna. No i proszę, stało się. Zostałam twarzą walki o prawo do używania ceraty.

I choć ludzie złe języki mają, i choć wielu mówi: "Nie idź tą drogą, cerata jest tam, gdzie kiedyś stało ZOMO!", nie spocznę w tej walce. Może jeszcze nas nie widać, ale wierzcie mi - ceratowa hydra podnosi łeb!


Jakiś czas temu powiadomiłam świat o moim najnowszym nabytku, ceracie, która miała być gwarantem świętego spokoju mojego stołu. Rzeczony post znajdziecie TU. Oprócz mojego ceratowego manifestu znajdziecie tam też pierwsze nieśmiałe komentarze dotyczące ceraty. Owe komentarze to tylko kropla w oceanie ceratowych dyskusji, które przetoczyły się przez mojego maila, Facebooka, fanpejdż (swoją drogą - kto nie lubi ten trąba), a nawet stół we własnej osobie.

Z jednej strony ujawnili się skrytoceratowcy, z drugiej brat stanął przeciw bratu i chociażby moja najlepsza przyjaciółka oznajmiła, że moja cerata jest brzydka. Moja kwiecista cerata z Leroy Merlin jest obecnie symbolem rewolucji, więc złego słowa na nią powiedzieć nie można, ale przyznać muszę, że tak jak Batman potrzebował Robina, tak moja cerata nie mogła być dłużej samotnym wojownikiem. Dlatego też dziś dorobiła się rodzeństwa...

Zamówienie złożyłam w niedzielę, paczka dotarła dziś (wtorek). Tempo realizacji zamówienia to najmniejsza z zalet tych zakupów. Nowe ceraty zostały wypróbowane od razu, dzięki czemu przeżyłam dziś błyskawiczne lato w eM oraz miałam doskonały powód, by wypić bardzo dobrą kawę, która była idealną dekoracją...

Ale wszystko wyjaśnią zdjęcia:


Konieczne było szybkie zaaranżowanie słonecznego lata:



Następnie zaś kawy:



W programie udział wzięli:

- ceraty - Oleado.pl
- papierowe ptaki i kule w groszki - E for Event 
- kawa - Ola

W odpowiedzi na pytania ceratowców obecnych i przyszłych, po dwóch tygodniach użytkowania ceraty stwierdzam, iż:

- sprawdza się świetnie!
- problem zapachu zniknął bardzo szybko
- utrzymanie czystości to pestka, nawet przy kocie i bałaganiarstwie - można rozlewać i chlapać ile dusza zapragnie
- kot się nie interesują nią zupełnie - co jest dość zaskakujące, bo Wena potrafi jeść kable, worki na śmieci, reklamówki z Biedronki i woreczki śniadaniowe

Reasumując: nazywam się eN i nie wstydzę się mojej ceraty. Gdyby tylko zaistniała możliwość wystąpienia z ceratą na billboardach w ramach akcji "Niech nas zobaczą!", to ja bardzo chętnie.


7 komentarzy:

  1. Bardzo piękny ten post.
    Bardzo.

    Pozdrawiam,
    Żuń

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprzedane !
    Teraz się rozwiodę, albo przyślę do Ciebie T. na rozmówkę. O użyteczności ceraty, chyba jasne.

    OdpowiedzUsuń
  3. chyba i ja się skuszę kurcze cerata faktycznie kojarzy się z latem na wsi u babci :) ale Twoje nowe rodzeństwo jest co tu dużo mówić..... piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne te ceratki :)
    a jakie kolorki :D
    jeszcze dziś zakupię :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nina, czy to jest TO domowe latte, o którym mi piszesz? Nienawidze Cię!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że to, a Ty myślałaś, że ja kawę z mlekiem nazywam "latte"?

      Usuń
    2. Nie no, spodziewałam się lekkiej piany, ale żeby aż takie bajery? to nieprzyzwoite :))

      Usuń