26 lutego 2014

No i przyszła

Historia Polski, krwią i blizną pisana, obfituje w momenty, gdy z trwogi lub radości (choć głównie z trwogi) naród jednoczył się pod kościelnym sklepieniem. W cień krzyża i pod czujne oko świętych pchał Polaków czasem wróg z prawa, czasem z lewa, niekiedy zaraza jakaś, czasem radość wielka. Mnie też dziś pchnął w tym kierunku życiowy przełom: powiedziałam dziś TAK.

TAK usłyszała (i odwzajemniła) moja nowa praca. To było TAK takiej rangi, że zamierzam nie używać tego słowa przez co najmniej trzy miesiące, żeby się nie rozdrabniać i prestiżu słowu nie ujmować.

Skoro wiadomym się stało, skąd pochodzić będą środki na spłatę kredytu na eM przez czas jakiś, ruszyłam na moją ulubioną zumbę kościołową, by za pomocą potrząsania tym, czego mi matka w genach nie dała, wyrazić ukontentowanie.


Wczoraj poczułam, że wiosna przyszła. Od razu zastrzegam - żadnych tam proszę wniosków nie wysuwać, że to w sercu maj. W sercu mam całkiem znośny przełom marca i kwietnia, ale to zupełnie inna sprawa. Graniczące z pewnością podejrzenie, że to już musi być wiosna, spadło na mnie podczas rutynowej kontroli Facebooka. Ze strumienia bzdur różnego kalibru wyjrzało bowiem zdjęcie i stalowymi kleszczami złapało serce moje, to marcowo-kwietniowe.

Zdjęcie owo wygląda następująco, a pochodzi STĄD:


Żółta bieliźniarka (komoda?) uwiodła mnie natychmiast. Na jej korzyść przemówił fakt, iż tło jej stanowi ściana niemal żywcem z mojej sypialni wyjęta. Tak, to jest ta ściana, o której mówię WRZOSOWA.

Myśli ruszyły galopem (zatrzymały się tylko na chwilę, bo miałam gościa, a gość to CIASTKA, a ciastka to jedyna rzecz lepsza niż urządzanie eM). KOLOR. Chcę mieć w domu kolory. Chcę żółtą komodę w sypialni i jakąś jaskrawą lampkę. Chcę barwne plamy wszędzie, gdzie oko moje sięgnie.Każdy się chyba ze mną zgodzi, że takie myśli ma się tylko wiosną.

Problem tylko jeden mam - skąd tę komodę żółtą wytrzasnąć? Pierwsze skojarzenie było dość oczywiste: IKEA - surowa tania komoda - własnoręczne malowanie. Nie wiem jednak, czy w ten sposób uda mi się uzyskać efekt, na którym mi zależy. Różnica między komodą wymarzoną a asortymentem IKEA jest dość spora i wcale o kolor nie chodzi:


Z cyklu "kolorowe dodatki" zainteresowała mnie jeszcze TA oferta Allegro:


Wiem oczywiście, że brzydkie to to jest jak cholera, ale KOLOR! Pojawiła się opinia, oczywiście nie moja, bo żaden rozsądny pogląd nigdy nie jest mój, że lampka, która kosztuje 45 zł, na pewno jest ścierwem i kiwa jej się główka. Osobiście nie mam zdania, jeśli ktoś ma jakieś doświadczenia związane z główkami (kiwającymi lub nie), proszony jest o ich ujawnienie.

Niniejszym ogłaszam akcję WIOSNA w odsłonie KOLOR. Najbliższy weekend (i pewnie najbliższe tygodnie) poświęcę na wprowadzanie koloru do eM. Będę raportować! I przyjmuję zapisy na malowanie;). 




5 komentarzy:

  1. Rzeźbione nogi drogie, ale jakieś tralki zamiast, + elementy sztukaterii ? Dalej nie to, ale ma szanse lepiej udawać :)

    PS. Ten IKEA hack to na poważnie ? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy wiadomo skad pochodzi zolty oryginal? Bo by mi tu bardzo konweniowal, a do przemalowywania nie mam talentow :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wiem. Ale bardzo bym chciała wiedzieć.

      Usuń
  3. Myślę, że taką komodo-bieliźniarke można kupić w sklepach z używanymi meblami (meble holenderskie itp.). Oczywiście ogromna skarbnicą takich mebli używanych jest również internet. Pozostaje kwestia pomalowania. http://tablica.pl/oferta/komoda-szafka-bielizniarka-drewniana-antyk-secesja-CID628-ID4XKpB.html#acb8902dcf,

    OdpowiedzUsuń