30 marca 2014

53 godziny

Ostatnia niedziela marca powoli przechodzi z czasu teraźniejszego w przeszły. Zostały mniej niż dwie godziny, czyli właśnie tyle, ile potrzeba, żeby coś napisać. Napisać powinnam testament, bowiem doszłam do wniosku, że przeżyłam weekend, po którym ze spokojem mogę umrzeć. Spokój w tym wypadku oznacza głębokie przekonanie, że nic mi już więcej nie potrzeba.


23 marca 2014

Wiosna Kołem się toczy

Była godzina 2:30 w nocy, McDonald przy Kinie Femina. Było nas dwie, w każdej z nas inna krew, ale jedna potrzeba. Cheeseburger.

- Dwa czizy proszę - rzuciłam w otchłań okienka zbiorowe wołanie. Pani wbiła w maszynę ten apel gorący, po czym spojrzała na moją podobną do Jamesa Deana przyjaciółkę i zapytała:
- A dla pani?

Są takie chwile, gdy całe życie staje przed oczami. Podobno. Podobno dzieje się tak w okolicach zagrożenia śmiertelnego, na mnie spadło przy makowym okienku. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że mam prawie 30 lat, że jest sobota, że pod kurtką mam piżamę, bo jestem pod tym makiem nie z okazji poimprezowej gastrofazy, a z powodu starczej bezsenności i małego głoda. I że ktoś mnie właśnie oszacował na dwa czizy. Jedną małą mnie. Damulkę taką, panieneczkę, królewnę. Na dwa czizy, bez mrugnięcia okiem.

Droga do domu krótka nie była, cziz - CHOĆ JEDEN - suszę w organizmie wywołał, konieczna była wizyta w całodobowym. Dobić się do monopolowego było trudno, gdy się w końcu pan objawił w okienku - dla odmiany - żulerskim, poprosiłam o colę w puszce, pan zaś z wyraźną kpiną powiedział: "Na przyszłość - tu jest dzwonek". Mniejsza z tym, że dzwonka - jak bum cyk cyk - użyłyśmy. Ważne, że w przyszłość facet bez wahania wjechał, za oczywiste uznał kolejne żałosne dobijanie po colę o 3 w nocy z soboty na niedzielę. Bez makijażu, bez fryzury, z piżamką pod ubraniem, po czizie, nie po imprezie.

-Nic z tego! - krzyknęło coś w duszy mojej. Tak być nie może, tak się nie stanie. Zmian, zmian mi trzeba, aktywności, naprzód kroku, byle dalej, byle dalej od marazmu, i czizów, i coli. Wiosna to stan umysłu, ja wiosnę chcę mieć i mieć ją będę!

(W ramach kary za to tę nocną przygodę czizową publikuję niniejszym jej fotograficzny zapis, żywcem wyjęty z "Kręgu" - gdyby tylko nakręcili go Niemcy)


18 marca 2014

Traktat o uprawianiu wiosny

Bardziej ze mnie blagier niż bloger, stwierdzam. Miała być wiosna, szał ciał i mebli, miały być zmiany i feeria barw. Miała być ta wiosna cholerna, życiem tętniąca, oczy kłująca kolorem, sycąca zmysły, rozum odbierająca, wrażeń eksplozja.

No cóż, nie wyszło. Nawet ta oto tu platforma blogowa, czy jakkolwiek się nazywa to ustrojstwo, doszło do wniosku, że kolory są przereklamowane i zwinęło mi zdjęcia. Wszystkie zdjęcia. Szaro-buro pozostało, goły tekst. Całe szczęście, że o tekst zawsze tu głównie chodziło.