23 marca 2014

Wiosna Kołem się toczy

Była godzina 2:30 w nocy, McDonald przy Kinie Femina. Było nas dwie, w każdej z nas inna krew, ale jedna potrzeba. Cheeseburger.

- Dwa czizy proszę - rzuciłam w otchłań okienka zbiorowe wołanie. Pani wbiła w maszynę ten apel gorący, po czym spojrzała na moją podobną do Jamesa Deana przyjaciółkę i zapytała:
- A dla pani?

Są takie chwile, gdy całe życie staje przed oczami. Podobno. Podobno dzieje się tak w okolicach zagrożenia śmiertelnego, na mnie spadło przy makowym okienku. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że mam prawie 30 lat, że jest sobota, że pod kurtką mam piżamę, bo jestem pod tym makiem nie z okazji poimprezowej gastrofazy, a z powodu starczej bezsenności i małego głoda. I że ktoś mnie właśnie oszacował na dwa czizy. Jedną małą mnie. Damulkę taką, panieneczkę, królewnę. Na dwa czizy, bez mrugnięcia okiem.

Droga do domu krótka nie była, cziz - CHOĆ JEDEN - suszę w organizmie wywołał, konieczna była wizyta w całodobowym. Dobić się do monopolowego było trudno, gdy się w końcu pan objawił w okienku - dla odmiany - żulerskim, poprosiłam o colę w puszce, pan zaś z wyraźną kpiną powiedział: "Na przyszłość - tu jest dzwonek". Mniejsza z tym, że dzwonka - jak bum cyk cyk - użyłyśmy. Ważne, że w przyszłość facet bez wahania wjechał, za oczywiste uznał kolejne żałosne dobijanie po colę o 3 w nocy z soboty na niedzielę. Bez makijażu, bez fryzury, z piżamką pod ubraniem, po czizie, nie po imprezie.

-Nic z tego! - krzyknęło coś w duszy mojej. Tak być nie może, tak się nie stanie. Zmian, zmian mi trzeba, aktywności, naprzód kroku, byle dalej, byle dalej od marazmu, i czizów, i coli. Wiosna to stan umysłu, ja wiosnę chcę mieć i mieć ją będę!

(W ramach kary za to tę nocną przygodę czizową publikuję niniejszym jej fotograficzny zapis, żywcem wyjęty z "Kręgu" - gdyby tylko nakręcili go Niemcy)



Niedziela. Poranki mają to do siebie, że pozwalają na takie małe oszukiwanie, że wczoraj wcale nie było, nawet, jeśli to wczoraj to tak naprawdę dziś sprzed zaledwie 6 godzin. Tego nie było, to się nie zdarzyło, jestem innym, nowym, lepszym człowiekiem, który planuje sobie ciekawe i wartościowe rzeczy, a potem plany te realizuje.

Czyli pojechałam na Koło. Pierwszy raz w tym roku. Razem ze mną pojechał deszcz, ale dotarł z opóźnieniem, mogłam więc się nacieszyć tym pięknym śmietnikiem.


Z żalem zawiadamiam: komody/bieliźniarki nie znalazłam. Wszystkie meble dostępne na Kole, przynajmniej dziś, były typowymi antykami po renowacji, czyli odstawionymi jak mrówki na święto lasu perełkami, z cenami proporcjonalnymi do blasku politury. Nie kupuje się takich perełek tylko po to, by je na żółto przemalować. Wiem to ja, wie o tym mój stan konta, zakupy meblowe w grę nie wchodziły. Ale się szuka się, spokojne głowy, pamiętam o sprawie.

Znalazłam za to masę ciekawych rzeczy: figurę Jezusa ze śrub, zatrzęsienie industrialnych lamp, powódź lamp pałacowych, las porcelanowych figurek, które kojarzą mi się z psychozami i innymi zaburzeniami maniakalnymi. Tonę brzydoty i kilka przedmiotów całkiem ciekawych.





Dodatkowo odkryłam, ze zjawisko uwiecznione na kilku zdjęciach z USA, również z targu staroci, które wywołało pewne zainteresowanie wśród moich polskich znajomych, ma swój odpowiednik w Polsce.

USA:



Koło:



Wciąż chodzi mi po głowie barwne poroże na ścianie, ale obawiam się trochę, że gdybym miała wyeksponowane zwłoki zwierząt w eM, moja podobna do Jamesa Deana przyjaciółka przestałaby mnie odwiedzać.

Znalazłam też coś, co mieć bym chciała bardzo. Miałabym na to nawet miejsce godne. Z czasem, z czasem nabędę.



Tymczasem dokonałam zakupy innego, stosownego do budżetu, dobrego na początek wiosny, czyli przeprowadziłam swoistą rozgrzewkę, wymuszającą na mnie dalsze kroki. Zakup mój to przedmiot z potencjałem, dlatego ujawnię go dopiero wtedy, gdy zyska właściwą postać. W ramach budowania napięcia ujawnić mogę, że kosztowało mnie to całe 5 zł i wywołało żywe zainteresowanie mojego towarzysza. Zainteresowanie objawiło się pytaniem: "A nie boisz się, że ktoś to kiedyś obsikał?".

Nie boję się. Niczego się nie boję. Wiosna jest, do cholery.

PS Pisałam kiedyś TU o Parniku, przyjemnym miejscu z przyjemnymi pierożkami na parze. Dziś sprawdziłam: działa nadal i robi to dobrze. Ludzi nastąpiło rozmnożenie, po obu stronach lady. Polecić mogę pozycję pierwszą z menu, pierogi z jajkiem i makaronem - jakkolwiek to dziwnie brzmi. Sałatka z alg przyjemnie chrzęści w zębach, przyjemnie smakuje i daje przyjemną pewność, że po jej spożyciu jesteśmy tak młodzi, zdrowi, piękni i silni, że wrzucenie na nią tony ciastek i zalanie ich kawą z pianką nie może nam zaszkodzić.


2 komentarze: