28 maja 2014

Cacyki

Moja praca wymaga ode mnie pisarskiej metamorfozy. Merytorycznie - nowe słowo klucz. Krótko i zwięźle, fakty, dane, nazwiska. Szyk zdania jest od tego, żeby się go trzymać, wielokrotne złożenia to w origami, proszę pani, nie w pijarach. Wiem, że praca ma rację. Praca o tym nie wie, ale kwiat nauki polskiej, czyli mój promotor, jest tego samego zdania. Co więcej, prostego i jasnego komunikowania oczekuje ode mnie też czasem otoczenie. Zostałam przegłosowana. Poniżej, proszę państwa, post merytoryczny. Komunikat poradnikowy, bezprzymiotnikowy, w punktach może nawet. Proszę mi wierzyć, równolegle powstaje stosowny arkusz kalkulacyjny. Temat publikacji: "Mała Grecja - zrób to sam". Z Adamem Słodowym łączę się online.


10 maja 2014

Zbuk

Wiele złych myśli pojawiło się w głowie mojej kilka dni temu. Część z nich ruszyła w świat za pośrednictwem ust, inne skorzystały z pomocy palców, wstukujących gniewnie brzydkie słowa w klawiaturę, kilka zostało w głowie i zatruwało mi jestestwo, jak gangrena zżerało mi ducha. Ducha, który już dawno nie jest duchem walki. Na spotkanie moich złorzeczeń ruszyły złorzeczenia zaprzyjaźnione, współczucia pełne. Znowu, znowu to samo. Zniknęły zdjęcia z blogu. Całkiem, a nawet bardziej niż całkiem, bo zamiast neutralnej pustki pojawiły się zakazy wjazdu, sugerujące wiele złego. Kradzież na przykład jakąś. Że niby ja czyjąś własność intelektualną albo inny wizerunek zawłaszczyłam. Na szwank naraziłam. Z paragrafami igrałam, z litery prawa kpiłam. Czy coś. A przecież ja nic, nic złego. A przynajmniej tak myślałam. Błędnie.


3 maja 2014

Utwór instrumentalny

Podobno fantazje erotyczne kobiet najczęściej dotyczą poniżenia, przemocy i uprzedmiotowienia. Ta wyczytana gdzieś niedawno informacja przypomniała mi się właśnie teraz, ponieważ niniejszym piszę pierwszy w życiu post z kategorii "portfolio". Klient zlecił, klient zapłacił, ja wykonałam. Pierwszy raz dałam czemuś drugie życie służbowo, byłam najemnym rzemieślnikiem, opłaconym czynnikiem ludzkim służącym do obsługi zszywacza tapicerskiego, papieru ściernego i oprzyrządowania malarskiego. Praca wiązała się z frajdą ogromną, jej efekty cieszą mnie bardzo i napawają dumą bezbrzeżną, jednocześnie jednak czuję pustkę, ponieważ za realizacją umowy nie idzie żadna anegdota, zero historii, jedynie smutna świadomość, że nie wolno się przywiązywać. Praca to praca, emocje zostawiłam w domu, moje świeżo powite dziecię oddałam w ręce obce, wierzę, że dobre.

2 maja 2014

Na tropie alkodomku, part 1

- Nie zostaniecie?
- Trochę tu za cicho...
- Cicho, więc można się zczilować. I zjarać się też można.
- Jakoś zupełnie nie mamy się czym zjarać, więc...
- Kochana, wszystko da się załatwić. 

Wyszłyśmy, ale wrócimy. Prokliencka postawa obsługi urzekła nas na tyle, że bierzemy pod uwagę możliwość puszczenia w niepamięć pierwszego spotkania z tym miejscem: dziwny człowiek wystukiwał coś na bębenku, a gromada widzów (słuchaczy?) ukłoniła nam się jogińsko, kiedy zajrzałyśmy do sali. Z dość oczywistych względów nazwę miejsca najbezpieczniej będzie przemilczeć.