28 maja 2014

Cacyki

Moja praca wymaga ode mnie pisarskiej metamorfozy. Merytorycznie - nowe słowo klucz. Krótko i zwięźle, fakty, dane, nazwiska. Szyk zdania jest od tego, żeby się go trzymać, wielokrotne złożenia to w origami, proszę pani, nie w pijarach. Wiem, że praca ma rację. Praca o tym nie wie, ale kwiat nauki polskiej, czyli mój promotor, jest tego samego zdania. Co więcej, prostego i jasnego komunikowania oczekuje ode mnie też czasem otoczenie. Zostałam przegłosowana. Poniżej, proszę państwa, post merytoryczny. Komunikat poradnikowy, bezprzymiotnikowy, w punktach może nawet. Proszę mi wierzyć, równolegle powstaje stosowny arkusz kalkulacyjny. Temat publikacji: "Mała Grecja - zrób to sam". Z Adamem Słodowym łączę się online.


Mała Grecja - zrób to sam

Małą Grecją sama siebie zaskoczyłam. Mała Grecja to taki wnętrzarski bękart, owoc przypadku. Wymyśliłam, że chcę mieć trochę koloru w eM. Postawiłam na żółty. Wymarzoną żółć postanowiłam umieścić na szafce typu gablotka przeszklona, wygranej na Allegro w licytacji, w której nikt inny nie brał udziału. Uznałam, że dwie małe ściany przedpokojowe powinny zyskać zdecydowany kolor. Słowo "chabrowy" na opakowaniu Śnieżki zwróciło moją uwagę. Odwiedziłam Tigera i zainwestowałam w kilka drobiazgów. Wszystkie składniki połączyły się w ostatni weekend i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu zyskałam Małą Grecję. Jak w pysk strzelił. Jest dziwnie, ale ekscytująco, dlatego dla wszystkich tych, którzy zupełnie nie chcą mieć Małej Grecji w domu, poniżej podaję przepis na to śmierdzące baraniną cudo.

Czego potrzebujemy do zrobienie Małej Grecji? 

- farby - chabrowa Śnieżka i mały żółty błyszczący Dekoral. Puszka Dekoralu informuje, że produkt jest wydajny i nie kłamie. Farba ma konsystencję zbliżoną do moczu, małe opakowanie wystarczy na pomalowanie odcinka wynoszącego trzy długości równika. Cieniutką warstewką pokryje. Naprawdę cieniutką. Niezauważalną właściwie. Kapie jak wściekła. Malowałam pięć razy. Po piątym już trochę było ok, a trochę się bałam udaru. O Śnieżce za to złego słowa powiedzieć nie mogę.



- wałki i pędzle, do ścian i mebli, do wałków kuwetki. Ważne jest zwrócenie uwagi na to, czy aby pędzel/wałek jest oznaczony tym samym magicznym słowem, które znaleźć można na farbie. Magicznym słowem bywa na przykład "emulsyjna". W przypadku nazw rozbieżnych efekty też są rozbieżne i nie zawsze pozytywne.

- taśmy malarskie - do robienia linii, do zabezpieczania futryn, drzwi, kontaktów. Nie pamiętam, jakiej firmy była taśma używana do zrobienia Małej Grecji, niewątpliwie należała do gatunku gównodających.

- meble - gablota znaleziona została przeze mnie na Allegro, licytację wygrałam bez problemu, bo bez konkurencji. Mebel wykonany jest z drewna sosnowego, surowego, szacuję go na wczesne lata 90. Na poniższej fotografii prezentuje się smutno i mizernie, przez pewien czas tylko ja widziałam w tym potencjał.


- ściany - do produkcji Małej Grecji zużyłam dwie ściany, ściany trudne, zaopatrzone w liczniki, domofon, drzwi wejściowe i łazienkowe. Nie jestem pewna, czy większa liczba ścian się sprawdza. Osoby, które zmieniają proporcje w przepisie, robią to na własną odpowiedzialność.

- łupy z Tigera -  uchwyty do szafki oraz samoprzylepny papier w motyw kurzy. Uwaga: papier Tigera w ułamku sekundy po zdjęciu folii zabezpieczającej szczelnie opatula mózg i uruchamia instynkt poszukiwacza płaszczyzn do oklejenia. Cholerstwo jest na tyle wydajne, że zaatakować może kilka dzielnic jednocześnie. Zaleca się spokój, szybkie wykonanie niezbędnego oklejenia i schowanie papieru w bezpieczne miejsce. Prawdopodobnie do okleiny z Tigera nawiązywali twórcy filmu Jumanji (gimbaza nie pamięta). Zasysa, wciąga, niszczy.

- niedziela - albo sobota, w zależności od wyznania. Koniecznie dzień leniwy, trochę wczorajszy, bardzo słoneczny.

- czynnik ludzki - do malowania ścian niezbędna jest GRUPA. Liczebność grupy wynika z prostego algorytmu: ludzi ma być o jedną sztukę więcej niż wałków. Wałek był jeden, grupa była więc dwuosobowa.

a) osoba 1 - obsługuje wałek
b) osoba 2 - obsługuje pędzel, wyszukuje zastępcze aktywności, plącze się pod nogami i pod drabiną, dezorganizuje pracę, organizuje jedzenie, pcha się między osobę 1 a ścianę z żądaniem pozowania do zdjęć na blog, uprawia tzw. pieprzenie głupot, wprowadza element presji i zamieszania rzucając nieuzasadnione uwagi w rodzaju "mocz wałek".

Efektywność osoby 1 znacznie przekroczyła efektywność osoby 2, czyli ściany zostały bezbłędnie obsłużone wałkiem, a zdjęcia prezentują się następująco:



Efekty:





Anegdota: godzinę może po tym, jak narodziła się Mała Grecja, do eM przypadkowo wpadł syn sąsiadów, pierwszy raz w historii, rozejrzał się i - pochwaliwszy gablotę ze szczególnym uwzględnieniem kur!  - stwierdził: "Ładnie tu u pani, z wystroju wnioskuję, że artystka?" I było to niniejszym najpiękniejsze, co zdarzyło mi się w eM usłyszeć. Syn sąsiadów byłby zapewne teraz moim mężem, gdyby nie to, że zajrzał ponownie z zaproszeniem kawowym akurat w momencie, kiedy wychodziłam na wybory. Czekała na mnie Europa, co jest dość zabawne, patrząc na sprawę przez pryzmat Grecji i mitologii. Nie mogłam pozwolić Europie czekać, "artystkę" umieściłam w TOP10 najmilszych rzeczy, które o sobie usłyszałam. Wszystko dzięki Małej Grecji.

*Ciąg dalszy nastąpi, albowiem planowane są dalsze zmiany na terenie Grecji. Od momentu wykonania powyższych zdjęć nastąpiły też drobne korekty, jak choćby usunięcie żółtych nacieków z szybek gabloty. Żółte ślady na ścianie pozostały, ale ściana i tak jest skazana na śmierć, a w każdym razie większy remont. Będzie się działo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz