3 maja 2014

Utwór instrumentalny

Podobno fantazje erotyczne kobiet najczęściej dotyczą poniżenia, przemocy i uprzedmiotowienia. Ta wyczytana gdzieś niedawno informacja przypomniała mi się właśnie teraz, ponieważ niniejszym piszę pierwszy w życiu post z kategorii "portfolio". Klient zlecił, klient zapłacił, ja wykonałam. Pierwszy raz dałam czemuś drugie życie służbowo, byłam najemnym rzemieślnikiem, opłaconym czynnikiem ludzkim służącym do obsługi zszywacza tapicerskiego, papieru ściernego i oprzyrządowania malarskiego. Praca wiązała się z frajdą ogromną, jej efekty cieszą mnie bardzo i napawają dumą bezbrzeżną, jednocześnie jednak czuję pustkę, ponieważ za realizacją umowy nie idzie żadna anegdota, zero historii, jedynie smutna świadomość, że nie wolno się przywiązywać. Praca to praca, emocje zostawiłam w domu, moje świeżo powite dziecię oddałam w ręce obce, wierzę, że dobre.

Fotel nie jest mój, więc nie ma imienia. Poznaliśmy się w sposób typowy dla tych zabieganych czasów, czyli zobaczyłam jego fotografię przesłaną mailem czy MMSem i na tej podstawie zgodziłam się przyjąć zlecenie. Oględziny bezpośrednie ujawniły masę problemów, jak choćby rozprute podbrzusze sypiące gąbczastymi flakami, całkowitą niemożność rozkręcenia tego klejonego dziadostwa czy niedobory w wypełnieniu przekładające się na niski komfort użytkowania.


W akcji ratunkowej udział wzięły tekstylne zasoby IKEA, papierościerna oferta Praktikera oraz mój niezawodny zszywacz tapicerski zakupiony lata temu najprawdopodobniej w Leroy. Element zaskoczenia: chociaż malowałam już chyba wszystkie możliwe powierzchnie i dział z farbami uważałam za swój drugi dom, dopiero z okazji tej reanimacji odkryłam emulsyjną, która schnie w 20 minut. Byłaby biała, kryjąca, błyszcząca, gdyby zastosowany został prawidłowy wałek. Nie został, ale efekt tej nieprawidłowości cieszy, dlatego nie należy wnikać, czy był to zamierzony błąd w sztuce, czy przypadek. W każdym razie: słowo "błysk" zupełnie nie ma racji bytu. I dobrze. Farba, której nazwę wyparłam niemal tak skutecznie jak swój rok urodzenia, naprawdę schnie w 20 minut. Wciąż mam w pamięci malowanie szafy na biały błysk: schnięcie, nakładanie kolejnych warstw i ponowne schnięcie zajęło łącznie chyba tydzień. Ekspresowa farba pozwoliła zabawy z fotelem zamknąć w ramach jednodniowej przygody. 

Zestawienie "przed" i "po" robi wrażenie imponujące, ponieważ zmienił się nie tylko fotel, ale też jego otoczenie, z zawartością popielniczki włącznie. Uczciwie przyznaję, że tylko fotel jest efektem mojej działalności, do żadnego innego elementu ręki (ani płuc) nie przyłożyłam. 


Szczególną dumą napawają mnie plecy i wszelkie zagięcia, na których trudno jest ujarzmić materiał. 


Sama sobie z dumą ściskam dłoń, Urząd Skarbowy informuję, że transakcja nie wiązała się z przepływem środków pieniężnych, wszystkim zainteresowanym wsparciem tapicersko-renowacyjnym sugeruję odszukanie namiarów na mnie, gdzieś się plączą na stronie. Słowo daję, już wiem, że najważniejsze jest unikanie kontaktu wzrokowego w czasie przekazywania mebla, dzwonić i pytać o jego samopoczucie przestaję już po trzech dniach. Lub tygodniach.

6 komentarzy:

  1. Jedno Ci powiem: szacun! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś potrzebowała to daj znać, dla Ciebie mogę nawet z dojazdem;)

      Usuń
  2. Zdaje sie, ze z rozpedu pomalowalas tez zydelek tudziez stoliczek?
    Fotel pierwszorzedny. Zdradz, prosze, szczegoly technologiczne :-) Pytanie, czy zdarlas skore z pacjenta, czy nalozylas nan kolejna warstwe materialu? I jakiej transplantacji dokonalas, by wypelnic braki w wypelnieniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zydelek to nie ja, tylko właściciel, czyli napełniacz popielniczki - rozpędził się remontowo, to wciąga:). A warstwy były nakładane kolejne, strach było pacjenta rozbierać. Wymagał uzupełnienia gabczastego, ale bez amputacji warstw istniejących. Drewno zostało oskrobane do żywego.

      Usuń
    2. Z nieznanych powodow blogspot postanowil ukrocic twa kariere szalonego tapicera!
      Zniknely zdjecia
      Czy moze sama je ukrylas, by nie tesknic? :-)

      Usuń
    3. Ten blogspot to jest jednak straszna świnia! Ehh, postaram się załadować zdjęcia ponownie. Dzięki za info!

      Usuń