21 czerwca 2014

Laba

Czwartek, dzień święty i świąteczny, godzina zwykle późna, dziś poranna. Pukanie.

- Kto to może być, w taki dzień, o tej porze? - pytam sama siebie jakbym grała w "Klanie".

- Cześć młoda, cholernie wysoko mieszkasz! - zażywna 60tka z parteru informuje mnie, że przeszłyśmy na mocno poufałe "ty", a przynajmniej ona przeszła.

- Przyniosłam ci uchwały wspólnoty do podpisu, bo jak zwykle nie było cię na zebraniu, znowu praca cię zatrzymała. Co tam, jak nowi sąsiedzi?

- Mam nowych sąsiadów?

- No tak, jasne. Nawet nie wiesz. Skąd masz wiedzieć, przecież ciągle cię nie ma. Rano wychodzisz, wracasz w nocy. Ze spraw kamienicy, które masz szansę zauważyć: jak biegając rano, zobaczysz rozpierduchę na Płockiej, wiedz, że zaczęła się wymiana rur. Piękny kredens, piękny. Mam świetny stolik, też z międzywojnia, za cztery stówy będzie twój, wiem, że lubisz takie rzeczy.

W każdym jednym zdaniu taki nacisk na "wiem", wypowiedziane lub ukryte w podtekście, że zostają ślady jak odbicia podeszwy w rozgrzanym asfalcie. W każdym "wiem" delikatna groźba, że ten mały odprysk mojego życia, dobrze pani znany, to tylko takie demo, zajawka, a jej zasoby wiedzy są znacznie poważniejsze i gotowe do użycia. Trochę śmiesznie, trochę strasznie, ciekawe, czy ma na mnie jakieś taśmy.


13 czerwca 2014

Król Słońce

"Postaramy się pani domu nie zbombardować" - żartuje pan stolarz, ja boki więc zrywam uprzejmie, boki dla uspokojenia budyniem czekoladowym pasione, boki w dres szary dziurawy przyobleczone. Jest piątek, trzynasty dzień miesiąca czerwca, była lub jest pełnia, co podobno trzynastego w piątek zdarza się raz na bardzo rzadko. Po eM rozbija się pan stolarz, szafę w sypialni montuje, co się zdarza rzadziej niż ta pełnia w dzień pechowy. Stolarzowi towarzyszy w pracy narzeczona i to już pełnię pod względem wyjątkowości na głowę bije.