28 lipca 2014

Manifest antyfreelancera

Freelancer to ma klawe życie! Pyk, pyk, zleconko, pyk, pyk, kawusia w lansiarskiej kawiarni. Kawusia pod zleconko, kawusia pod ploty z koleżanką, bo przecież ważny jest work-life balance. Freelancer nie ma nad sobą szefa, ma za to kelnerkę (zaprzyjaźnioną, zawsze zaprzyjaźnioną), która podsuwa tarty i krłazanty. Godziny pracy freelancer wyznacza sobie sam, oczywiście w granicach dyskretnie nakreślonych godzinami funkcjonowania tej cholernej kawiarni, bo freelancer bez kawiarni zupełnie nie działa. Poważnie się zastanawiam, jak funkcjonują freelancerzy w rejonach Polski oznaczonych literami innymi niż "A", bo im dalej w geograficznym alfabecie tym chyba trudniej o dobre latte, czyli zupełnie nie da się pozbierać myśli, nie da się być kreatywnym, innowacyjnym i niezależnym. Czy na prowincji można być w ogóle freelancerem czy od razu trzeba być pisarzem?

22 lipca 2014

Jakie życie taki szczaw, czyli smutek jest seksi

Dwa posty temu pisałam o tym, że praca zdradziła mnie o świcie i ufundowała bezrobocie na wakacje. Skojarzenie bezrobocia i wakacji mogło mieć tylko jedną wypadkową - szczaw i mirabelki, którymi obficie tekst umaiłam. Post temu dla odmiany pisałam o starości, coraz mocniej zaciskającej palce na mojej coraz mniej jędrnej szyi. Zaskakująco - nawet dla mnie - post jeden z drugim spotkały się w sferze pozablogowej, czyli tak zwanym życiu.


16 lipca 2014

Frida

15 lipca 2014 roku około godziny 23:00 zdałam sobie sprawę z tego, że to już. Już za chwilę, ze moment, za godzinę przekroczę próg, za którym czeka bardzo smutny świat. W świecie tym - to więcej niż pewne! - mój zgon zostanie (w najlepszym razie) wspomniany w biuletynie wspólnoty mieszkaniowej jako: "znaleziono zwłoki KOBIETY". Kiedy policja (straż pożarna?) wyważy drzwi, przez ściśniętą na półpiętrze bandę sąsiadów przejdzie szmer: "to od tej BABY z drugiego tak śmierdziało!". Własna matka moja nad trumną moją osobistą nie nazwie mnie już "dziewczyną".


11 lipca 2014

Z widokiem

- Trzeba zawiadomić ludzi na urlopach - zauważył ktoś przytomnie. Tylko jak przekazać współpracownikom, którzy właśnie wylądowali w Egipcie lub na izbie przyjęć z mazurskim kleszczem w pachwinie, że nie mają po co wracać, bo firma nas właśnie stanowczo - choć czule - zbiorowo pożegnała?

- Napiszmy: "Las niebezpiecznie zbliżył się do okien" - padła propozycja i natychmiast została uznana za najlepszą. Paradoksalnie, mimo że nie na urlopie, a na pierwszej linii w biurze, byłam najlepszym odbiorcą tego komunikatu. Zieleń za oknem to znak rozpoznawczy mojego eM, znak, który będę teraz miała przed oczami wciąż i wciąż, od rana do nocy, dopóki znowu mi się pory dnia nie przestawią. Tak, eN wraca do eM, by tu nie tylko spać, ale też pracować, wpadać w regularne depresje i kompulsywnie myć okna. I patrzeć na las za nimi.



6 lipca 2014

Obrazki z mojej głowy - Opener 2014

Opener był, byłam tam i ja. Wróciłam z lżejszym portfelem, delikatną nadwagą, Warpaint w głowie i śladowym domniemaniem opalenizny. Zdjęcia w telefonie przywiozłam może cztery, w tym dwa szpiegowskie - przedstawiają bardzo niewyraźnie jakąś obcą panią w fantastycznej sukience. Zdjęcia poczynione oczywiście z racji sukienki, bo nosiłabym.

Brak rozsądnej dokumentacji fotograficznej stanowczo komplikuje sytuację, bowiem nie jest łatwo spłodzić posta o charakterze turystycznym zupełnie bez obrazków, a ja osobiście płodzić zamierzam i płodzę niniejszym. Oprę się na fotografiach z mojej głowy, czyli jest plus w tym minusie - nie ma szans, że mi znowu coś zdjęcia zje.