11 lipca 2014

Z widokiem

- Trzeba zawiadomić ludzi na urlopach - zauważył ktoś przytomnie. Tylko jak przekazać współpracownikom, którzy właśnie wylądowali w Egipcie lub na izbie przyjęć z mazurskim kleszczem w pachwinie, że nie mają po co wracać, bo firma nas właśnie stanowczo - choć czule - zbiorowo pożegnała?

- Napiszmy: "Las niebezpiecznie zbliżył się do okien" - padła propozycja i natychmiast została uznana za najlepszą. Paradoksalnie, mimo że nie na urlopie, a na pierwszej linii w biurze, byłam najlepszym odbiorcą tego komunikatu. Zieleń za oknem to znak rozpoznawczy mojego eM, znak, który będę teraz miała przed oczami wciąż i wciąż, od rana do nocy, dopóki znowu mi się pory dnia nie przestawią. Tak, eN wraca do eM, by tu nie tylko spać, ale też pracować, wpadać w regularne depresje i kompulsywnie myć okna. I patrzeć na las za nimi.




Czyli zaczynam nowy rozdział życia, rozdział, który już był grany, rozdział silnie związany z eM, dlatego też piszę tu o tym niniejszym. Ponieważ już kiedyś zaczynałam wszystko od nowa, pewne sprawy mam obcykane, przede wszystkim znam zagrożenia związane z tym stanem. Postanowiłam więc umieścić na blogu wszystkie plusy zaistniałej sytuacji oraz nieśmiałe plany z niej wynikające - być może tym razem uda mi się nowy rozdział zacząć inaczej niż spaniem przez miesiąc.

1. Dzięki nagłemu bezrobociu, które dopadło mnie wczesnym przedpołudniem, na obiadokolację dziś mogę mieć nie placki z truskawkami, a ciasto bazyliowe z truskawkami. Wychodzenie z biura o 17:00 uniemożliwiało dotąd myślenie o potrawach wymagających więcej niż 5 minut pracy. Teraz mogę szaleć, dłubać w przepisach, eksperymentować i chodzić do sklepu sześć razy w ciągu jednego gotowania. Mogę też znosić z godnością kulinarne porażki, bo zawsze będzie czas na ugotowanie czegoś innego. Lub zamówienie. Lub decyzję o oczyszczającej głodówce. Głodówki są szczególnie polecane bezrobotnym, zaraz po szczawiu i mirabelkach.

2. Powyższe dotyczy nie tylko dzisiejszej obiadokolacji, ale wszystkich posiłków aż do końca świata. A przynajmniej do odwołania.

3. W eM będzie czysto. Zawsze i wszędzie.

4. Dokończę wszystkie remontowe sprawy, przede wszystkim zawieszone jakiś czas temu malowanie.

5. Korzystając z dziennego światła zrobię wszystkie zaległe zdjęcia i wrzucę na bloga. Słowo, prawdziwe takie, nie z głowy.

6. Mogę się przestać martwić, że przeinwestowałam kupując karnet open na siłownię na trzy miesiące. Miałam uzasadnione obawy, iż w związku z natłokiem zobowiązań towarzyskich nie będę mogła dbać o tężyznę fizyczną przez dwa najbliższe tygodnie, a tu proszę, będę mogła.

7. Zacznę żyć ekonomicznie. Sposoby na ekonomiczne życie znam dwa, jeden to randkowanie z konserwatystami, drugi to szczaw i mirabelki. Mama mówi, że w trudnym okresie mam jeść dużo owoców i warzyw, dlatego rozważam raczej drugą opcję.

8. Znów będę mogła organizować proszone obiady i kolacje w tygodniu. Szczaw i mirabelki raczej się sprawdzą, znam wielu wegan.

9. Zrobię coś szalonego. Jeszcze nie wiem co, ale wiem, że na pewno. I że postaram się szybko. I dam znać.

10. Znowu będę najlepszą przyjaciółką mojego kota.

11. Będę miała jeszcze ładniejszy ogródek naparapetowy.

12. Odbędę wszystkie odkładane wizyty. Może się mnie spodziewać Łódź, Poznań i Wrocław (jeśli o czymś zapomniałam - wpisujcie miasta).

13. Na nową drogę życia zainwestuję w nowe piżamy. Będę w nich teraz często siedzieć.

14. Tak, mamo, dokończę doktorat (dokończę - to brzmi dumnie)

15. Zostanę najlepszą wersją siebie, w końcu kiedy, jak nie teraz (bo kiedy zamykają się drzwi, otwiera się okno, bo złe dobrego początki, bo co nas nie zabije - czyli radzę sobie z words of wisdom, nie musicie mnie nimi za bardzo częstować, najdrożsi)

Rok temu (co do dnia!) wychodziłam po raz ostatni z mojej byłej pracy, której szczerze nienawidziłam (nie pozdrawiam). Miniony rok uważam za najlepszy w życiu zawodowym. Jestem więcej niż pewna, że za rok o tej porze wrażenia będę miała jeszcze lepsze.

Ahoj przygodo, idę robić ciasto na nową drogę życia.

Można trzymać kciuki.

1 komentarz: