19 sierpnia 2014

Keja



Na Chłodnej trochę staram się zwolnić. Trochę, czyli tyle, żeby jeszcze wyglądać na rasową biegaczkę, pęcinę wyeksponować w kroku sprężystym. Trochę, czyli tyle, żeby oddech opuścił rejony zarezerwowane dla astmatycznych norweskich narciarek. Włosy z czoła odgarnęłabym, ale raczej je odklejam, obciślaka na kadłubie obciągam. Dobiegam do "Zagadki”, a tu trzeba wyglądać, bo nigdy nie wiadomo, ile się tu znajomych mord czai. Truchtam wzdłuż zagadkowych okien z gracją, z ukosa rzucam spojrzenie na wyzierającą z wnętrza gablotę z ciastami. Wrócę, myślę. W kolejnym, szczupłym życiu, chciałoby się dodać, ale fakty temu przeczą. Wrócę wkrótce, bo życie towarzyskie tego wymaga. Albo jeszcze bardziej wkrótce, żeby się artystycznie wyżyć na zajęciach z rysunku. Bo do "Zagadki” wracam wciąż, choćby tekstem.

Tak rozpoczęłam wpis na temat "Zagadki" 30 maja roku pańskiego obecnego. "Zagadka" to miejsce z kawą, jedzeniem, piwem i atmosferą przede wszystkim, udane pod każdym względem, a że mieści się na Woli, wpisywało się doskonale w moją misję promowania zalet dzielnicy. Tekstu nie dokończyłam - może zabrakło natchnienia, może coś mnie rozproszyło, może musiałam na gwałt napisać coś innego, a może po prostu wiedziałam, że 30 maja to jeszcze nie jest dzień, kiedy powinnam pisać o Zaga. Może czułam, że nasza przygoda dopiero się zaczyna.