28 września 2014

Dominator

Zobaczyłam go i wiedziałam, że chcę, choć głód, choć bieda, choć bezrobocie, choć tak bardzo nie powinnam. Miałam świadomość, że konieczne będą pewne zmiany i przeróbki, gotowa byłam jednak podjąć ten wysiłek, by go sobie ułożyć, wychować, wpasować w istniejący układ. Widziałam w nim potencjał. Dobra partia, po prostu. Pierwszy wspólny poranek pozbawił mnie złudzeń. Siedział tuż przy łóżku, wielki taki, ogorzały, posępny. Spojrzał na mnie lodowato, strzepnął popiół z papierosa prosto w moją pościel z Ikei i uświadomił mi, że zmienił się układ sił w eM. Że to nie ja go wybrałam, tylko on mnie. Że to nie on ma się zmienić i wpasować, tylko reszta ma się dostosować do niego. Do pana sekretarzyka.

Miesiąc temu, 28 sierpnia, około godziny 11:00 przez szybę wystawową sklepu z antykami, zlokalizowanego niebezpiecznie blisko eM, dostrzegłam sekretarzyk. Są na świecie ludzie gotowi przejść obojętnie koło takiej szyby. Mam nadzieję, że nigdy nie będę takim człowiekiem. Skoro już zobaczyłam, chciałam dotknąć, powąchać, przede wszystkim zaś sprawdzić cenę. Myślałam, że cena skutecznie sprowadzi mnie na ziemię, uświadomi ubóstwo, uruchomi rozsądek. Niestety, kwota zachęcała niemal tak, jak pospieszna uwaga pani sprzedającej: "To jest oczywiście do negocjacji...".

Miesiąc temu, 28 sierpnia, około godziny 11:00 wyszłam do sklepu ze zdrową żywnością, by po kilkunastu minutach wrócić dostawczakiem. Dostawczakiem przyjechał do mnie wielki, drewniany (czyste drewno, prawdziwe czyste drewno, ostatni, przelotny rzut drewnianych mebli po wojnie!), rudy sekretarzyk, z rasową klapą, ornamentami, zawijasami, zdobionymi uchwytami, ażurowymi niemal szufladkami i półeczkami w środku. Sekretarzyk, który sprawdza się jako biurko, mógłby być toaletką, w którym bez problemu zmieściły się moje gromadzone przez całe życie papiery.

Rudy to nie jest oczywiście profesjonalna nazwa koloru drewna, tylko słowo, które wiele mówi o charakterze pana sekretarzyka. Zwykły, podstępny manipulator, szuja i oszust. Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie mebla stworzonego do przemalowania na biało. Biel nadałaby mu lekkości, dzięki bieli pasowałby do mojej sypialni. Dałam sobie, jemu i bieli niestety trochę czasu. Sekretarzyk wprowadził się do mojej sypialni, stanął przy łóżku, które zepchnięte zostało w kąt, następnie skąpał się w blasku poranka i uświadomił mi, że nie jest byle meblem bez osobowości. Patrzyłam na niego, a w mojej biednej głowie powstały zupełnie nowe wizje. Na pierwszy plan wysunął się pomysł przerobienia sypialni na tło dla sekretarzyka w jego doskonałej, nietkniętej formie.

Największym problemem związanym z moimi pomysłami jest to, że je realizuję, jak to mi ktoś niedawno powiedział (pozdrawiam).

Przerobienie sypialni na tło dla sekretarzyka wymagało zmiany koloru ścian z wrzosu (znanego też jako "betonowy") na biel, zasłon z kwiecistej polany na szaro-białe pasy. Konieczne było pozbycie się wszelkich elementów kolorowych, zamiana ich na białe, szare lub beżowe tak, by jedynym kolorem we wnętrzu była czerwień sekretarzyka. Brzmi prosto? Tylko brzmi, ponieważ, jak pokazało życie, malowanie na biało jest najgorszą opcją malowania. Straciłam już rachubę, ile razy farba kładziona była całościowo, że nie wspomnę o poprawkach na mniejszych fragmentach. Obecnie jest znośnie, choć do doskonałości daleko. Stan "znośny" uznałam za ostateczny, bo nie miałam już siły, czasu, pomysłów na obiady dla ekipy malującej oraz znudziło mi się spanie w gościnnym.

Brzmi jak znośny happy end? Znowu błąd, ponieważ po wszystkim okazało się, iż jest smutno, pusto i zimno. Niby było to do przewidzenia, jednak obstawiałam bardziej elegancką melancholię niż celę Konrada. Wyszła cela, jak w pysk strzelił. Z perspektywy łóżka wygląda nawet nieźle, jednak zanim się osiągnie perspektywę łóżka, do zaliczenia jest kilka innych perspektyw, które nie powinny zniechęcać, a zniechęcają i wytłumaczyć to można bez zagłębiania się w tajniki feng shui.

Pomysłów na przełamanie chłodu jest wiele, realizować zamierzam je stopniowo. Pierwszy dotyczy powieszenia na ścianie roweru. Oczywiście nie nad głową, ponieważ znowu miałabym ciężką paranoję, że się urwie i zleci. Śmierć w wyniku przebicia płuca kierownicą jest zbyt prosta do wyobrażenia, dlatego rower zawisnąć ma w pionie na ścianie obok okna, obecnie zajmowanej przez portret przodków, który to portret się przeprowadzi na ścianę inną. Rower wygląda na rówieśnika pana sekretarzyka, więc efekt powinien być zaskakująco spójny, jak na mnie. Kiedy zawiśnie rower, pomyślę o kolejnych działaniach na rzecz ocieplania atmosfery.

Wszelkie uwagi, pomysły i inne takie umieszczać proszę w komentarzach, wiadomościach oraz na kartkach, którymi można owinąć kamienie i cegły, które spokojnie mogą poszybować na spotkanie okna mojej sypialni, ponieważ zimniej już i tak nie będzie.









Smutne zwierzęta zamieszkały w sekretarzyku, ponieważ nawet jak dla nich sypialnia za bardzo trąca "Lotem nad kukułczym gniazdem". To są jednak wrażliwe stworzenia i niekiedy zamykana klapa wiele dla nich znaczy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz