27 października 2014

Głaski i tulaski

Każdy człowiek, który jest kobietą, wie, że nie można mówić "wyglądasz dobrze jak na swoje lata". "Jak na swoje lata" to fraza, która pewnego dnia zostanie zabroniona jak palenie papierosów na przystankach autobusowych, z tą różnicą, że przewidziane za to przewinienie kary będą silnie powiązane ze średniowieczem. Wyrwaniem języka powinno skutkować "Nie zauważyłem." jako odpowiedź na "Przytyłam.", nabiciem na pal zaś stosowanie określenia "przystojna" w stosunku do kobiety. Wie o tym każdy człowiek, który jest kobietą, choć coraz częściej wiedzą też o tym wypielęgnowani mężczyźni z silnie rozwiniętym pierwiastkiem kobiecym i duszą artysty, wbrew pozorom, wcale nie waginosceptyczni. Zdarza się, zdarza, choć rzadko. Z reguły w kinie lub w małżeństwach koleżanek tak odległych towarzysko, że aż trudno jest zweryfikować prawdziwość takich historii.

Komplementowanie jest problemem poważnym, powszechnym, ale też złożonym. Złożoność problemu komplementowania pozwala mi się nad nim pochylić bez brnięcia w pogardzany lajfstajl. Komplementowanie można bowiem omówić w odniesieniu do mieszkań. 

Bywają takie sytuacje, kiedy znajdujemy się po raz pierwszy w czyimś domu. O ile nie jesteśmy złodziejem, inkasentem z gazowni lub kominiarzem roznoszącym kalendarze w sierpniu, przekraczamy próg w celach pokojowych i przyjemnych. Zależy nam, by pokojowo i przyjemnie przebiegła wizyta. Chcemy uhonorować gospodarza, to oczywiste. Coś mu się w końcu za tę kawę i (opcjonalne) ciasto należy. Niech ma, pochwalimy. Chwalić należy jednak z głową.

Mam swoją osobistą listę ulubionych komplementów pod adresem eM:

1. Mieszkanie urządzał Ci projektant? (usłyszane dwa razy w październiku!)
2. Widać, że jesteś artystką (gówno prawda z tą artystką, ale cieszy mnie to prawie jak "dziewczyno!" pod moim osobistym adresem)
3. Tak tu ciepło/przytulnie/francusko (po tym, jak zrezygnowałam z chłodu i ascezy i pokazałam swoje miękkie wnętrzarskie podbrzusze, życzę sobie być po tym podbrzuszu głaskana)

Oczywiście, moja lista jest subiektywna, ale mam dla wszystkich zagubionych w chwaleniu kilka propozycji uniwersalnych jak jogurt naturalny:

1. Przytulnie.

"Przytulnie" to pewniak. "Przytulnie" to więcej niż "ładnie". "Przytulnie" kojarzy się z przytulaniem, które jest dobre. Uwaga! "Przytulnie" zupełnie nie sprawdza się we wnętrzach industrialnych. Jeśli wchodzimy do czyjegoś domu i mamy wrażenie, że znaleźliśmy się na warszawskim Dworcu Centralnym, zachowajmy "przytulnie" na inną okazję. Jeśli trafiamy na mieszkanie, w którym chłodem wali od podłogi i wiatrem piździ od okien o powierzchni lotniska, jeśli właśnie niemal straciliśmy zęby na białym marmurze albo porwaliśmy rajstopy na surowym betonie w czyimś salonie, nie mówmy, że jest "przytulnie". Takie wnętrza życzą sobie słyszeć, że jest "stylowo", "elegancko", "efektownie". Ewentualnie "przestrzennie", bo "przestronnie" jest z lekka passe. Uważać należy też na "przytulnie" na wczesnym etapie randkowania. "Przytulnie" to ukryte "chcę tu zostać", a "chcę tu zostać" to często powód gwałtownej utraty łączności.

2. Gustownie.

"Gustownie" to słowo trudne. Spokrewnione z "przytulnie", ale trochę Giżyckiem trąca. "Gustownie" to doskonały sposób, by uczcić wnętrze przeładowane, wnętrze z serwetą i bibelotami. "Gustownie" pasuje do miseczek ze szkiełkami, podświetlanych wiszących sufitów i wnęk. Doskonale zgrywa się z wnętrzami utrzymanymi w fioletach. Bardzo dobre słowo, ale przeznaczone dla konkretnego odbiorcy. Takich odbiorców jest na szczęście wielu.

3. Oryginalnie. Ewentualnie "unikalnie", jeśli robimy w pijarach i mamy to słowo we krwi.

Smutne, ale prawdziwe. Każdy, ale to każdy człowiek, którego mieszkanie to 3., 18. i 29. strona katalogu IKEA uważa, że jest oryginalny. I chce o tym słuchać.

4. Wesoło i energetycznie.

Słowa, których należy użyć, jeśli tylko oślepiło nas na wejściu. Jeśli w Twojej duszy pojawia się obawa, że oczopląs zostanie Ci na zawsze, a w głowie rodzi się refleksja, że nie zdawałeś/aś sobie sprawy z istnienia tylu kolorów, powiedz, że jest jest wesoło i energetycznie. Potem szybko dodaj, że "gustownie" i papierowa herbata z torebki należy Ci się jak psu buda.

5. Alternatywnie, niszowo, awangardowo, stylowo.

Zasób słów przeznaczonych dla mieszkań z meblościanką i kanapą typu amerykanka, jeśli tylko meble te dzielą przestrzeń ze stolikiem z IKEA. "Retro" i "eklektyzm", ewentualnie "indywidualizm". Można rzucić z lekką kpiną, jeśli wiemy, że mieszkanie jest najmowane wraz z wyposażeniem lub jest spadkiem po dziadkach.Chociaż z kpiną zawsze lepiej uważać.

6. Fokus na detal.

Jeśli przymiotnik lub dwa poszybowały już w przestrzeń, pierwsze dobre wrażenie za nami. Pierwsze wrażenie jednak, jak sama nazwa wskazuje, jest pierwsze, a po nim jest drugie jakieś. Drugie wrażenie nie może być zbudowane na milczeniu. Weźmy pod uwagę, że znajdujemy się w czyimś DOMU. Własny kwadrat to jedno z trojga: efekt samobójczej decyzji o kredycie na "do śmierci", prezent od rodziców, stanowiący niewidzialną pępowinę i zobowiązanie do wdzięczności po grób, ewentualnie spadek, czyli prawdopodobnie skutek zgonu człowieka bliskiego. Takich sytuacji nie powinno się komentować za pomocą dwóch przymiotników. Takie sytuacje zasługują na więcej i w takich chwilach sprawdza się świetnie "fokus na detal". 

Wyszukujemy COŚ. Cokolwiek. To może być bibelot, kuchenny okap, poduszka na kanapie. Wyszukujemy  COŚ, chwalimy (może być zdawkowo) i zadajemy pytanie z przedmiotem związane. Skutkiem pytania jest odpowiedź ze strony gospodarza, a wiadomo, że nic tak nie cieszy jak możliwość zabrania głosu. Drugie wrażenie znowu dobre, nasi górą. 

Przymiotniki i fokus na detal to sporo, ale zawsze można iść na rekord i postarać się bardziej. Postaranie bardziej to w wypadku chwalenia powrót do komplementowania po pewnym czasie. Kwadrans już siedzimy jeden i drugi, ciastek z dżemem coraz mniej, można atakować. Opcje są dwie: wracamy do tego, co już było powiedziane albo robimy "fokus na detal 2" w rodzaju: "Siedzę i siedzę i nie mogę uwierzyć, jakie to krzesło wygodne. IKEA?". 

I tak szanse na babkę piaskową rosną.
Jesteśmy zwycięzcą.

8 komentarzy:

  1. Oraz 'jaki dopracowany w detalu skandynawski minimalizm' zamiast 'nie stac was na meble, tak?' lub 'czemu nie powiedzialas, ze was okradli?'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak bardzo TAK. Brak mebli to doskonała okazja, by mówić o "przestrzeni", "miejscu na oddech" oraz "relaksie i wyciszeniu", które są naturalnym efektem gapienia się na puste ściany.

      Usuń
  2. Droga eN! Właśnie uświadomiłem sobie, że w Twoim eM jest: przytulnie, gustownie, oryginalnie, wesoło, energetycznie, stylowo. U mnie natomiast jest smutno, chłodno i pusto. Ale moje mieszkanie urządzał projektant...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko prawdą by było, gdyby nie fakt, że nie było Cię u mnie od dwóch lat. Wnioski więc pochopne i z dupy wzięte. Co oznacza oczywiście, że zapraszam:)

      Usuń
  3. hmm... o gustach SIĘ nie dyskutuje. podobno, wiadomo. z mieszkaniem tak, jak z człowiekiem: można źle ubrać, można przebrać, można pozostawić w negliżu. głęboko wierzę, że czasami ma (dekorator/właściciel/najemca) naturalny zmysł, wewnętrzny smak, pozwalający czuć się odwiedzającemu i przytulnie, i przestrzennie.
    ja na wszelki wypadek przyjmuję strategię detalicznego skupienia, połączoną z milczeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda strategia, która gwarantuje strategowi dobre samopoczucie połączone z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, jest słuszna.

      Usuń
    2. I to jest bardzo dobra koncepcja��

      Usuń