7 listopada 2014

Pięćdziesiątka

Sukienka zbyt ciasna opina ciało zbyt długo niedotykane. Przyznać trzeba - ciało w świetnym stanie. Takie efekty w takim wieku musiały być okupione potem i wyrzeczeniami. Godziny na siłowni, na bieżni, na trakcie, w skłonie, w przysiadzie, w zwisie. Na głodzie lub na sałacie. Czego się nie robi, żeby mieć branie, rwanie, rżnięcie. Nie oszukujmy się. To nie tulaski i wypady do kina są stawką w tej grze.




Dzień dobry - mówi i to więcej niż pewne, że chwali dzień szczerze, bo za barem FACET. Prawdziwy drwal. Sam testosteron w mięśniach upchany, opakowany w tatuaże. Wodzi po tych tatuażach wzrokiem. Wodziłaby inaczej. Głębiej. Taki to potrafi na pewno. Za wszarz złapać i pokazać, kto tu rządzi. On by rządził bezdyskusyjnie, chociaż to ona jest panią dyrektor. Panią prezes. Panią śpiącą na milionach w różnej walucie. Przy nim zleciałaby na dół drabiny, na dno, na łeb, na szyję. Jak rubel. Przygryza wargę. Wie, że zalotnie. Łudzi się, że nie bezcelowo. Ciekawe, jakie są te tatuaże, które zasłania ubranie.

Dzień dobry - mówi, choć twarz jej zdradza, że mogłoby być lepiej. Za barem panny jakieś, więc nie ma na co patrzeć, ale można pogadać. Jak kobieta z kobietą, o tym, co najciekawsze.

Kawę proszę, a do kawy coś słodkiego bym chciała, jest wasz szef może? - rzuca figlarnie, szuka zrozumienia, znajduje uśmiechy proporcjonalne do stawki godzinowej. Nie ma szefa, nie ma niestety, szef na pewno żałuje, że tak się minęli. Tak bardzo chciałby na pewno poczuć jej wzrok wszędzie, tak bardzo na pewno chciałby patrzeć, jak oblizuje i wydyma wargi zbyt długo niecałowane. Wydyma na razie siłami natury, przyznać trzeba - chirurga nie widać. Wiadomo, że jeszcze nie widać, wiadomo, że będzie w końcu trzeba zainwestować.

A wiecie, że dziś jest dzień gotowania przez mężczyzn? Waszego kucharza to bym do domu wzięła bez zastanowienia! - deklaruje i wiadomo, że nie kłamie. Kucharzy jest czterech, ale jakie to ma znaczenie, brałaby któregokolwiek, byle był. Bo kucharz to MĘŻCZYZNA, a ona zna wartość mężczyzny. Świadomość wartości mężczyzny wkłada już w samo słowo "mężczyzna", które brzmi w jej ustach jak gardłowy okrzyk godowy małpy. Którejkolwiek małpy. Albo ptaka. Bardziej ptaka, bo wiadomo, ptak to PTAK. <chichot>

Bierze kawę bez ciasta, bo wiadomo - kalorie. Siada przy oknie, twarzą do sali i łowi. Strzela oczami na prawo i lewo, wzroku nie spuszcza z drzwi, stara się kontrolować sytuację na zewnątrz. Czeka na ofiarę i nie czeka na próżno. Są. Para mieszana, wiek średni wczesny. Przyszli, usiedli, rozmawiają. Ze sobą rozmawiają, ale już niedługo, bo ona jest obok. Jest i słucha, i czeka, bo w każdej chwili może się pojawić wątek z potencjałem do nawiązania. Wtrąca się z chichotem, przeprasza, nie jej wina, że usłyszała, ale usłyszała i teraz nie może się opanować, bo jej się skojarzyło... Co jej się skojarzyło - nie ma znaczenia, ale z czym - wiadomo. Penisuje na prawo i lewo, seksistowskimi żarcikami przyszpila pana, jednocześnie własnymi szpilami błyska, zarzucając nogę na nogę. Partnerki pana nie dostrzega, bo po co, co taka siksa może wnieść do dialogu? Jeszcze opowieści o kolokwium, czy już historyjki z pracy na niskim szczeblu w korpo? No właśnie, ja was proszę, wiadomo, że nic. Nie to, co on. On wnosi męskość. Nie to, co ona. Ona wnosi swój dojrzały seksapil i sztuczki, których systematycznie uczy się od wczesnych lat 80.

Ja nic nie wnoszę, sporo wynoszę - strach głównie. Ładuję ten strach w kieszenie, przynoszę do domu i siedzę, i szukam potem w internetach, jakie są szanse na legalizację eutanazji w Polsce zanim ja dojdę do tego etapu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz