29 listopada 2014

Zawsze banał

Rezerwując stolik zaznaczył, że zależy mu na miejscu ustronnym. Nie wiedział wtedy i nigdy się pewnie nie dowie, jak bardzo czytelny był to sygnał dla obsługi lokalu. Założył koszulę, ale żeby z elegancją nie przesadzać, postawił na rustykalną kratę. Nie wiedział wtedy, że ona też zdecyduje się na kratę i krata ta, chociaż stylem odmienna i w innej kolorystyce utrzymana, wstrząśnie obojgiem jako wróżba ewidentna i tak bardzo optymistyczna. Wziął samochód, bo przecież przywieźć i odwieźć, a przynajmniej odwieźć, wypada. Nie wiedział wtedy, że jej zupełnie empatia nie powstrzyma przed topieniem tremy w grzanym piwie pierwszym i drugim, i trzecim nawet. Na zakończenie hojnie i demonstracyjnie zasilił napiwkowy słoik, żeby pokazać, że sknerą nie jest, a i zachować się potrafi. Nie wiedział wtedy i nigdy się pewnie nie dowie się, jak zasłużony był ten tip. Skąd miałby bowiem wiedzieć, że gdy tylko przekroczyli próg, wytatuowany mięśniak stojący za barem mruknął do stanowczo mniej umięśnionej i zdecydowanie mniej wytatuowanej koleżanki: "Ty ich bierzesz". Wiadomo - trzeba będzie miło i delikatnie. Wiadomo - pierwsza randka. To zawsze widać.

Zza baru randki widać wyraźnie. Te pierwsze i te ostatnie, romantyczne, nieśmiałe, gorące, chłodne jeszcze lub już.

Od końca zacznę: randki namiętne podlewane są mocnym alkoholem przepijanym lekko tylko słabszym alkoholem. Zaczyna się z reguły od rąk, które mają się ku sobie, po kilku jednak kolejkach wszystko ma się już ku sobie. Zduszonym szeptem randkowicze uspokajają się wzajemnie, że nic nie widać. Nie widać, więc odzież zaczyna przeszkadzać, bo przecież tyle jest obszarów drugiego człowieka do zbadania po kolejnej pigwówce stanowiącej refren dla zupełnie czystych zwrotek. Kreatywność rusza, następują zmiany pozycji i inne sztuczki, mające zagwarantować niewidzialność. Nie gwarantują. Tak bardzo nie gwarantują. Widać wszystko, z rumianym wykwitem na karku, pulsującą żyłką i kroplą potu włącznie. Muzyka i gwar knajpiany tylko pozornie zagłuszają jęk, słowo daję.

- Chciałbym zapłacić za wszystko poza naleśnikiem i wodą. 
- Czyli za panią pan nie płaci? 
- Nie płacę. 
- Serio? Ładniutka, ja bym płaciła. 
- A ja nie chcę zobowiązań. 

Jak powiedział, tak zapłacił i popłynął do stolika, dzierżąc w portfelu gwarant wolności wynoszący całe 19 zł. Wkrótce w ślad za nim popłynąć musiałam ja, żeby za pomocą indywidualnego rachunku zakomunikować odstawionej jak pies na szczepienie blondyneczce, że randka nie należała do udanych.

Smutno się patrzy na randki na bogato, gdy kawa stygnie zagubiona między komputerami, książkami, gazetami, a nawet słuchawkami używanymi zupełnie solo. Smutno jakoś bardzo, gdy jestem jedyną przyczyną dialogu skoncentrowanego na zamówieniu.

Trudno się patrzy na spotkanie tak wyraźnie pierwsze, nieśmiałe, niezgrabne, gdy męska połowa tego spotkania dzierży tak wyraźnie na palcach złote ozdoby niebędące z pewnością rodowym sygnetem.

Zabawnie wyglądają randki brane w pierwszej chwili za sielankowe wyjścia obiadowe czy kolacyjne ojców z córkami. Złudzenia mijają, gdy para przechodzi do deseru, rwanego ustami z ust, gdy są tak blisko, że trudno stwierdzić, czy to jego zmarszczki uwypuklają jej młodość czy odwrotnie. "Ale się ustawił!" - wzdycha męska część załogi, pozorując skupienie uwagi na polerowanym szkle.Trudno powiedzieć, czy męska część załogi ma na myśli bardziej pannę, czy bardziej wóz, do którego randkowicze wsiądą po konsumpcji (czy przed może?).

Rysuje nam się tu straszny stereotyp i banał, i tandeta, ale cóż począć, kiedy zza baru widok rozciąga się głównie na banał, nawet jeśli ubrany w cekiny, to jednak zawsze banał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz