26 grudnia 2014

Baczność!

Życie do złudzenia przypomina czasem wojnę. Bitwy, zasadzki, czołgi na ulicach, snajper na dachu, podsłuchy, sabotaże, a jeśli sojusz, pomoc i wsparcie, to tylko w postaci wysokokalorycznych zrzutów żywnościowych. Czyli tak: czas na koniec roku, czyli początek roku, czyli podsumowania i plany, a to wszystko wymazane czekoladą, bo przecież tak już kalendarz nieszczęśliwie jest ułożony, że ocena przeszłości i zamierzenia na przyszłość układane i spisywane są w rozleniwiającym i odmóżdżającym okresie świątecznym. Baczność więc, choć komputer sturliwuje się z brzusznej fałdy, baczność, mimo iż likier kawowy skleja powieki (i ręce, i obrus świąteczny), baczność, bo zmiana warty następuje, bo rozliczamy stary rok i wydajemy polecenia nowemu. Wydawanie poleceń jest absolutnie konieczne, bo przecież wiadomo, że polecenie wydane to polecenie wykonane, a stawką w tej wojnie jest moje osobiste tzw. szczęście.