18 marca 2015

Pewność

Pies i krzyk pojawiły się jednocześnie. "Edgar! Edgar! Przepraszam, widziała pani Edgara?" - zziajany facet w okularach niemal wbiegł na eN idącą spokojnie ulicą Batorego. eN widziała Edgara. Cała Batorego widziała Edgara. Edgar, pies marki spaniel, siedział centralnie na środku jezdni. Batorego to nie Marszałkowska, ale koło 9:00 jest trasą całkiem popularną. Na Edgarze samochody zdawały się nie robić wrażenia. Na panu w okularach zrobiły. Purpurowy, z okrzykiem na ustach, rzucił się po psa, wyciągnął go na chodnik, jednocześnie grzmocił smyczą, całował i ściskał.

Działo się to wczoraj i było prawdopodobnie najbardziej efektownym momentem dnia eN. Dziś nie było nawet Edgara.



Są takie dni, kiedy wszystko układa się jak trzeba. Pogoda ładna, zaskakująco zgodnie z prognozami. Budzik dzwoni o czasie i wywołuje odpowiednią reakcję. Mleko nie okazuje się ani kwaśne, ani nawet nieobecne, owsianka się nie przypala. Droga do pracy mija niezauważenie, całkowicie pozbawiona katastrof komunikacyjnych, samobójców rzucających się pod metro, ekshibicjonistów na Polu Mokotowskim, a nawet zagubionych obcokrajowców.

Osiem godzin pracy zlatuje jak z bicza strzelił, czasem jest to nawet zupełnie wystarczająca ilość godzin i można sobie iść. Zjeść obiad w ten samej knajpie co zawsze, przy tym samym stoliku co zwykle. Zrobić zakupy bez listy, bo i tak ciągle w koszyku to samo. Poczytać książkę, kolejną z serii, więc nawet bohaterowie jacyś znajomi. Znajomi jak trener fitness, którego można obejrzeć wieczorem. Albo nie. Znajomi jak brzmienie głosu przyjaciółki, która dzwoni tylko po to, żeby powiedzieć, że właściwie nie ma nic do powiedzenia, bo w sumie nic się nie dzieje. Stara bieda. Wszystko ok. Jak zawsze.

W takie dni zasypia się bez problemu, choć z pewną ciekawością, bo w czasach ciszy zawsze dzieją się sny lepsze niż kiedykolwiek. Absurd goni absurd, plejada bohaterów, dziwaczne zdarzenia, ciekawe artefakty. Rano opowie o tym podobnej do Jamesa Deana przyjaciółce, może w końcu ją snem przebije. A nie, znowu jej był lepszy. Jak zawsze.

Cisza i spokój. Nawet deszcz nie trafia się z zaskoczenia, żeby mógł człowiek soczystą kurwą rzucić. Sąsiedzi ostatnio spokojni, nikt nie pali na klatce. Kot grzeczny. Film Szumowskiej niezły, początkowo szmirą trącał, ale Szumowska to Szumowska, ostatecznie dobrze, trzyma poziom. Jak zawsze.

Zbliżała się 9:00, eN szła Batorego. Wiatr nie zepsuł jej fryzury, żaden przejeżdżający samochód nie ochlapał jej płaszcza, pewnie z braku kałuż. Nie zgubiła dokumentów, nie przydarzyła jej się żadna zabawna pomyłka telefoniczna. Edgar nie przebiegł jej drogi, pan Edgara nie wyskoczył z krzykiem.

eN spojrzała w niebo, tak po prostu niebieskie, i powiedziała do siebie z westchnieniem: Ale coś niedługo pierdolnie...


11 komentarzy:

  1. Dzisiaj zaćmi ci się w tym scenariuszu słońce. Może to nie aż tak efektowne jak zaćmiony Edgar, ale następny raz dopiero za wieczny kwartał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówią na mieście, że w piątek:)

      Usuń
    2. W piątek! Dla Matki-Zombie cały tydzień to piątek :p

      Usuń
    3. Jednym słowem: Zaćmiło mi mózg. Całkowicie!

      Usuń
  2. Ja tam lubię starą biedę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara bieda jest bardzo w porządku, tyle, że nigdy nie trwa wiecznie. Co jest jej ogromną wadą i zaletą:)

      Usuń
  3. ) ))) prognozuję analogicznie .. i zawsze pierdolnie

    teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie tylko: z której strony:)?

      Usuń
  4. Haha, no tak. uwielbiam puentę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, no tak. uwielbiam puentę :)

    OdpowiedzUsuń