7 lipca 2015

Wybimbane

Podobno całe życie staje człowiekowi przed oczami w obliczu śmierci, moje stanęło mi wczoraj w związku z otrzymanymi mailowo wynikami lekarskich badań wszelakich. Patrzyłam sobie na to moje życie przez pryzmat jarzących się napastliwą czerwienią liczb i widziałam coś między teledyskiem "Defto" a kroniką filmową z Oktoberfest. Mentalnie głaskałam sobie wątrobę, bo z wyników jasno wynikało, że nawet mentalna wysoka piona mogłaby mi niejeden organ strzaskać, głaskałam i myślałam. Dobrze myślałam, o sobie dobrze i ogólnie dobrze. Za tydzień będę miała 30 lat. Tak właśnie, proszę ja Was, to się dzieje na Waszych oczach, na moich oczach, w moim lustrze, CV i wynikach badań. TRZYDZIEŚCI. Kiedyś myślałam, że w tym wieku żyje się już tylko dlatego, że eutanazja wciąż jest nielegalna, ale powoli zmienia mi się perspektywa.



Trzydzieści lat to nie są żarty. Kilka zakrętów historii temu bezzębne trzydziestoletnie kobiety umierały w połogu z okazji dziesiątego dziecka. Teraz mamy łatwiej, teraz mamy lepiej, bo i stomatologia stoi na wyższym poziomie, i społeczeństwo przyhamowało z oczekiwaniami prokreacyjnymi. Można się skoncentrować na szukaniu plusów w tym minusie.

1. W okolicach trzydziestki człowiek staje się "panią". Ma to pozytywy, bo kiedy jest się zagajanym o pieniądze/papierosa/cokolwiek per "pani", można odmówić bez obaw na tle łomotu spuszczonego w ramach niezadowolenia. No chyba, że ma się pecha, ale to już jest sprawa od wieku niezależna.

2. Trzydziestka to jest drugie wejście smoka w sensie wizerunkowym. Na przykład: jeśli ktoś (wiadomo, że nie ja, wiadomo, że to tylko przypuszczenie takie) przez całe młode życie borykał się z problemem "nie jestem fajną dupą", w okolicach trzydziestki ma szanse. Może nie na "fajną dupę", może nie na "laskę", z pewnością nie na "atrakcyjną dziewczynę", bo to już jest drugie rozdanie i gramy innymi kartami. Teraz w obiegu jest "interesująca", "zadbana", "stylowa" i nie jest to żadna ściema. Każdy chyba widzi, że najbardziej widowiskowo i skandalicznie starzeją się najładniejsze dziewczyny w klasie. Przeciętna dotąd reszta może liczyć na sławę i chwałę w nowych kategoriach. Napisałabym, co lubię najbardziej w moim starczym ciele i że moje zmarszczki opowiadają historie, ale na boga, nie oszukujemy się, przez palce mi to jeszcze nie przejdzie. Głęboko wierzę, że przez najbliższe dziesięć lat od opowiadania historii będą tylko tatuaże.

3. Jak się ma trzydzieści lat to wie się już sporo o sobie. To bardzo wiele ułatwia. Szybciej zamawiam w knajpie, sprawniej kupuję ubrania, nie zastanawiam się długo nad płynem do mycia naczyń i wiem, czego szukam, a czego nie lubię w ludziach, dzięki czemu mogę sobie czasem sprzątnąć listę kontaktów bez żalu, strachu i drugich szans. Szkoda czasu i energii.

4. W trzydziestej wiośnie życia mam już CV i to nie tylko w sensie zawodowym. Patrzę na minioną dekadę w swoim wykonaniu, widzę wzloty i upadki, zwycięstwa i błędy, ściskam sobie prawicę i myślę, że jestem zupełnie udanym człowiekiem. Lubię się i szanuję. Im dalej w las, tym trudniej czynnikom zewnętrznym tę sympatię i autoposzanowanie naruszyć. I chyba o to chodzi.

5. W wieku lat trzydziestu można się od siebie spokojnie odpierdolić. Na przykład: można napisać w takim oto poście blogowym "odpierdolić" i zupełnie nie zastanawiać się nad tym, co powie mama. Bo ja już jestem bardzo dorosła i mogę robić, co chcę. Nie zastanawiam, co powie ktoś, kto usłyszy, że przeklinam, zobaczy, że całuję się na ulicy albo dowie się, że w piątkowy wieczór zamierzam iść spać o 22:00 ukołysana szumem pralki. Bo skoro tak robię, to robię i już.

6. Trzydziestolatka wszystkie głupoty lub dziwactwa popełnia świadomie i z rozmachem. Wiem przecież, że ptasie mleczko to nie jest pełnowartościowy posiłek, wiem, że kac gigant w środku tygodnia utrudnia życie w każdym obszarze, wiem, że zdaniem wielu osób skarpetki w świnki to atrybut trzy-, a nie trzydziestolatki, wiem wiele takich różnych rzeczy i bardzo takie prawdy szanuję, ale co z tego? Jem, piję i noszę.

7. Trzydziestka ma zupełnie nowe priorytety. Zaczyna cenić czas, dostrzega w życiu subtelności, różne odcienie szarości, nowe przyjemności... Ok, najwyżej na liście przyjemności jest oczywiście pytanie o dowód w sklepie, ale to też jest nowość i to atrakcyjna nowość.

Na siódmym punkcie skończę, chociaż każdy szanujący się ranking ma ich dziesięć, ale na tym polega bycie trzydziestolatką, że kończę kiedy chcę. Za osiem dni będę świętowała i zrobię to tak, jak chcę, nawet jeśli społeczeństwo oczekuje gigantycznej imprezy i zlizywania bitej śmietany z nagich męskich torsów. Po to się właśnie ma trzydzieści lat.

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie umiem odpowiedzieć w sposób skromny, więc zmilczę, lecz cenię;)

      Usuń
  2. Liczę i liczę.... i to chyba już?!
    STO LAT! STO LAT!
    Sto lat z szampanem, fanfarami i fajerwerkami!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po czterdziestce to już się nawet nie chce pisać postów rocznicowych (i nie o brak czasu tu chodzi :)
    Może po pięćdziesiątce znów się zmienia perspektywa? :)
    Teza drugim rozdaniu dla zadbanych i eleganckich bardzo ciekawa. Bardzo ciekawa :)
    Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń