25 września 2015

Gorsza strona drzwi

No i poszedł. Albo poszła. Na dworzec albo w pizdu. Na trzy dni albo na zawsze. Bo delegacja, szkolenie, wymarzona posada za miliony monet w innej walucie, różnica charakterów, cholera wie. Prędzej czy później każdego z nas ktoś zostawi na krócej lub dłużej. Z ważnych przyczyn lub bez powodu. Między dwudniowym kursem w Bydgoszczy a definitywnym porzuceniem różnica jest niewielka i wie o tym każdy, kto kiedyś przeżył opcję numer 2. Pierwsza faza to zawsze głęboka wiara, że to chwilowe, napędzana wspierającymi zapewnieniami otoczenia "Jeszcze się przyczołga!". Zanim się jednak przyczołga, bez znaczenia, czy na kacu po szkoleniu, czy po poważnej zmianie poważnych decyzji, jakoś trzeba przetrwać.