25 września 2015

Gorsza strona drzwi

No i poszedł. Albo poszła. Na dworzec albo w pizdu. Na trzy dni albo na zawsze. Bo delegacja, szkolenie, wymarzona posada za miliony monet w innej walucie, różnica charakterów, cholera wie. Prędzej czy później każdego z nas ktoś zostawi na krócej lub dłużej. Z ważnych przyczyn lub bez powodu. Między dwudniowym kursem w Bydgoszczy a definitywnym porzuceniem różnica jest niewielka i wie o tym każdy, kto kiedyś przeżył opcję numer 2. Pierwsza faza to zawsze głęboka wiara, że to chwilowe, napędzana wspierającymi zapewnieniami otoczenia "Jeszcze się przyczołga!". Zanim się jednak przyczołga, bez znaczenia, czy na kacu po szkoleniu, czy po poważnej zmianie poważnych decyzji, jakoś trzeba przetrwać.



Nie oszukujmy się: po tej gorszej stronie drzwi trudno jest zachować godność. Po tej gorszej stronie drzwi czają się przeszkody terenowe w postaci pozostawionych akcesoriów, zapachów, wspomnień, pozostawionych kotów, dzieci i naczyń w zlewie, z którymi trzeba sobie radzić samodzielnie przez najbliższy tydzień, miesiąc lub życie. 

(ok, z tym życiem to oczywiście taka metafora)

Po gorszej stronie drzwi jest kuchnia, z której się nie korzysta ("gotować dla jednej osoby?!"), chyba, że mówimy o słodyczowych lub alkoholowych schowkach (omnomnomnom). 

Po gorszej stronie drzwi są problemy, ale są też sposoby, by ominąć je zgrabnym slalomem i cały ten lot w dół zakończyć wysoko punktowanym telemarkiem.

1. Czekolada Cię nie rozumie. Wiem, że myślisz, że jest inaczej, ale słowo daję - bzdura. W zaistniałej sytuacji musisz o siebie zadbać, a dbanie o siebie kłóci się z pochłanianiem przemysłowych ilości cukru. W trudny czas należy wkroczyć z głową uniesioną wysoko, a nie twarzą w torciku wedlowskim. Uwierz, że będzie Ci i tak bardzo smutno, nie ma sensu tego smutku podbijać histerią na tle rosnącej wagi i malejących jeansów. Jeśli argument o konieczności troski o komfort własny do Ciebie nie trafia (a powinien!), możesz posiłkować się następującą wizualizacją:

po tygodniu w Krośnie, miesiącu w Ugandzie albo sześciu tygodniach spania u kumpla wraca on. Staje w drzwiach piękny jak Żmijewski w najlepszych czasach, a Ciebie jest pięć kilo więcej. Czujesz to? Wiem, że tak.

Gastrofaza pojawia się pierwsza i pierwszą należy ją stłumić. 

2. Skoro troska o siebie to sport. Sport koniecznie. Aktywność fizyczna to piękne ciało, zajęte popołudnia i weekendy, nowi znajomi, endorfiny. Same plusy! Polecany jest radykalny wpierdziel, joga na smuteczki raczej nie pomaga doraźnie. Z czasem z pewnością tak, ale przecież cierpieć i tęsknić powyżej miesiąca nikt nie planuje. Jeśli pływanie kiedyś komuś pomogło na chandrę to chyba tylko pasażerom Titanica. Reszta powinna iść na boks albo na rekord w bieganiu.

3. Alkohol Cię rozumie. Jeśli ten punkt kłóci Ci się z poprzednim - masz rację. Wiadomo, siłownia na kacu to strata czasu. Na szczęście są aktywności, które można z alkoholem łączyć i tu na prowadzenie wychodzi taniec. Pisząc "taniec", nie mam na myśli odbijania się od ścian mieszkania z butelką w łapce i w piżamie na grzbiecie, w rytm piosenek o złych kilometrach, które dzielą nas albo o tym, że bardzo wiele mil dalej gdzieś po wybrzeżu spaceruje on. Nic z tego, kochana. On niech sobie spaceruje, Ty wyciągasz świąteczne gacie i idziesz na techno. Albo salsę. Domówkę albo wesele (ok, wesela nie polecam). Zaliczasz wszystkie możliwe atrakcje imprezowe, łącznie z tymi, których się nie wspomina, jedna tylko odpada: płacz w WC, chyba, że nad porwanymi rajstopami.

4. Niczego sobie nie żałuj. Nowe buty, nowy komputer, weekend w SPA, jeszcze jedna para butów, kac gigant w środku tygodnia, urlop na żądanie, żeby oglądać "Seks w wielkim mieście" - to wszystko jest do Twojej dyspozycji. Ma być Ci dobrze i już.

5. Przypomnij sobie, że masz znajomych i możesz się z nimi widywać sama. Ważne: nie przypominaj sobie, że masz byłych.

6. Musisz golić nogi. Jesień może być doskonałym pretekstem do zaniechania, ale nie powinna. Właściwie jesień jest tu nawet pomocna. Ogolisz te nogi tylko dla siebie, będziesz zwycięzcą. Pod pojęciem "golenie nóg" kryje się też mycie włosów i zębów, makijaż i noszenie odzieży innej niż piżama. 

7. Zajmij się czymś. Czymś ciekawym, wiadomo. Mały wtręt autobiograficzny: kawał życia spędziłam w dwóch strefach czasowych, co oznacza, że bardzo wiele razy zdarzyło mi się czekać do drugiej w nocy na skajpa. Wśród tych wielu razy zdarzył się jeden, kiedy skajpa nie mogłam odebrać, bo byłam cała w farbie, gdyż akurat malowałam szafę. Po latach muszę powiedzieć, że ta szafa nie była pomyłką. Jeśli nie wiesz, co ze sobą zrobić w oczekiwaniu na telefon, smsa, skajpa lub sam powrót wyjechanego/wyjechanej, zrób coś ciekawego, twórczego, kreatywnego, a przynajmniej zabawnego. Poucz się portugalskiego albo przebij opony komuś, kogo nie lubisz, ale na boginię, nie spędzaj wieczoru na poprawianiu makijażu w oczekiwaniu na internetowe widzenie.

8. Nie szukaj wsparcia w niewłaściwych miejscach. Olej poradniki o łasce samodzielności, o świadomości swoich potrzeb i innych takich, które każą Ci dorabiać ideologię szczęśliwości do tego, że pięć najbliższych wieczorów (lub miesięcy) masz sobie zagospodarować sama. W tych poradnikach oczywiście jest mnóstwo racji, ale może po prostu przejdź do praktyki: zrób sobie dobrze, bo Ci się należy bardziej niż kiedykolwiek.

9. Gorsza strona drzwi jest gorsza, jak sama nazwa wskazuje, więc spędzaj czas po lepszej. Może być to trudne, jeśli masz dzieci wymagające karmienia, miejsca do odrabiania lekcji i spania, ale nie jest to niewykonalne. Tydzień delegacji ojca może być przecież jednym wielkim dniem dziecka bez mycia zębów (niemycie zębów to przywilej dzieci, Ty myjesz dalej!)

10. Nie marudź, chyba, ze jesteś pewna, że potrafisz to wykorzystać komercyjnie jak Adele. Jeśli ze smuteczków na tle opuszczenia ulepisz dwie płyty i zarobisz miliony - ok, zrób to. Jeśli jednak nie musisz być Adele, ale chcesz czerpać wzorce z popkultury, pamiętaj, że Adam Levine też kiedyś nagrał płytę o niejakiej Jane, która sobie poszła gdzieś. Nie pamiętasz, bo jak słyszysz/widzisz "Adam Levine" to skupiasz się tylko na jego pięknej muskulaturze, tatuażach i romansach z modelkami? No właśnie, to jest kierunek, w którym należy podążać, jak tylko dokonasz trzech obowiązkowych wysmarkań.


2 komentarze:

  1. ojej taki nowy, ja tak szybko przeczytałam ^^ Mi pływanie sprawia przyjemność ZAWSZE, uwielbiam to i tyle :) 30 długości? Ok, już płynę. Portugalskiego uczę się tak po prostu, ale w pełni się zgadzam. W sumie ze wszystkim się zgadzam :P Uwielbiam Cie czytać <3
    Ah ten chaos mej wypowiedzi...

    OdpowiedzUsuń